Król psich zaprzęgów pochodzi z Polski. Poznajcie Igora Tracza

Opublikowano Listopad 9, 2015 | przez ZP

a695_0-d

Ciepło ci, wygodnie? Jesteś najedzony, wypoczęty, browar z kumplami zaliczony? Po pracy mała drzemka, osiem godzin w tyrce a potem laba? Ludzie, których opisujemy w tym cyklu, przekraczają granice własnych możliwości, pobijają rekordy i zostają sławni dzięki ciężkiej pracy, hartowi ducha i wyrzeczeniom. A ty co? Opierdalasz się. Głupio ci teraz?

Słyszeliście o takiej dyscyplinie sportu, jak wyścigi psich zaprzęgów? Coś wam się pewnie obiło o uszy. Okazuje się, że nasz rodak jest największym kozakiem na świecie w tym fachu. Igor Tracz. Zapamiętajcie to nazwisko. Gość zrobił ze swoich czworonogów prawdziwych psich Ussainów Boltów. Na mistrzostwach świata w Kanadzie nie miał sobie równych w dwóch kategoriach – zaprzęg czterech psów i bikejoring. Pierwszej konkurencji nie trzeba chyba specjalnie objaśniać. Druga natomiast polega na tym, że jeden bądź dwa psy są przymocowane amortyzowaną liną do roweru i ciągną go swoim impetem. Taki kolarz, z czworonożnym silnikiem na czele, jest w stanie osiągnąć prędkość nawet do 60km. Śmiało można zatem zaliczać tę dyscyplinę do sportów ekstremalnych.

tracz2

Większość maszerów (tak się nazywa osoba, która podczas zawodów jest ciągnięta przez psy) to kompletni zajawkowicze. Siedzą po pół dnia za biurkiem a po godzinach, jak świrusy, pielęgnują swoje psy, żeby te wykręcały dla nich jak najlepsze czasy. I przez długi okres tak było z Traczem. Musiał godzić pasję z normalną tyrką. O swoje psy dbał dopiero po fajrancie, na zawody jeździł w wolne weekendy. Dopiero trzy lata temu przeszedł na zawodowstwo. Rzucił robotę i 90% swojego czasu poświęca wyścigom. Konsekwencja i samodyscyplina doprowadziły go do tego, że jest dziś najlepszy na tej planecie w tym, co robi.

Co sprawia, że akurat jeden maszer potrafi zostawić w tyle całą stawkę?

Po pierwsze: wychowanie psów. Obecnie Tracz ma ich aż trzynaście. Podczas zawodów wyglądają jak żywcem wyjęte z buszu – rzucają się, szarpią, warczą. Kot nawet by nie zauważył, kiedy zostałby rozszarpany. Rozsadza ich energia a bieg to dla nich największa frajda. Jak mówi Igor – nigdy nie wpuścił ich wszystkich do domu, bo… by nie miał domu. Do środka zaprasza je pojedynczo, na spacery czy zakupy też bierze tylko po jednym. Musi robić to z dużym wyczuciem i rozwagą. U psów – jak to w stadzie – panują prawa dżungli. Faworyzować należy te najsilniejsze jednostki, żeby nie czuły się niesprawiedliwie traktowane. Bo to może skończyć się wojną.

Igor sam wybiera szczeniaki, które przygarnia i wychowuje. To nie może być zwykły pies. Musi mieć bogaty rodowód. Żeby szczeniak się nadawał, jego przodkowie – i to kilka pokoleń wstecz – muszą być związani z zaprzęgami. Konieczne jest, żeby w przeszłości biegali w zawodach. I to nie byle jak. Igor bierze potomków tylko tych najlepszych. Tych, którzy byli gwarancją medali. Potrzebna jest jak najlepsza linia genealogiczna.

Po drugie: zachowanie samego maszera podczas wyścigu. Musi odpowiednio sterować ciałem, żeby na optymalnej szybkości wchodzić w zakręty. Pilnować jak najlepszego toru jazdy, w przypadku bikejoringu pedałować na maksa przez piętnaście minut (tyle trwa jeden etap) i wydawać komendy. Ze swoimi pupilami (ha, dobre słowo jak na takie byki) komunikuje się wyuczonymi wcześniej hasłami: „lewo”, „stój”, „szybciej”, „wolniej” itd. Taki wyścig to mocno wycieńczająca sprawa. Oprócz pielęgnacji psów, w domu Igor musi dbać również o swoją kondycję. Sposoby ma dość standardowe – trening biegowy, rower, basen, siłownia.

Igor to prawdziwy kozak, ale – jak każdy freak – często wali pyskiem w mur z napisem „rzeczywistość”. W Kanadzie Polak zakasował wszystkich, ale to nie wiązało się ze spektakularnym sukcesem finansowym. Żeby w ogóle wrócić do domu musiał sprzedać swój sprzęt. Kumacie? Mistrz świata sprzedaje sprzęt, który pozwolił mu stać się najlepszym na globie, żeby mieć na samolot! MA-SA-KRA. Trzeba być prawdziwym debeściakiem, żeby wiązać się z dyscypliną, która nie daje żadnej gwarancji finansowej. Niejeden rzuciłby to wszystko i wyjechał w Bieszczady.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑