Krzysztofie, dobiłeś mnie

Opublikowano Kwiecień 11, 2013 | przez ZP

ibisz

 

Upadł ostatni fundament, który trzymał moją Polskę w ryzach.

Dotychczas jakoś dawałem sobie radę ze wszystkim, co wkurwiało mnie w naszym kraju. A było tego niemało: kolejne konferencje Macierewicza podczas których bredził o zamachu, strażnicy miejscy czepiający się staruszek handlujących na ulicy sznurówkami, coraz wyższe ceny jedzenia w restauracjach, bzdurne newsy w serwisach informacyjnych,  itd. itp.

Zaciskałem zęby i wytrzymywałem te wszystkie niedogodności, ponieważ w Polsce żył ktoś, kto był dla mnie inspiracją. Ktoś, dzięki komu wierzyłem, że gonimy zachód. Nie ten dziki, a ten nowoczesny. Nie w błyskawicznym tempie, ale jednak posuwamy się do przodu.

Wiedziałem, że kiedy będzie mi źle wystarczy nacisnąć pilota i już – mój bohater mnie pocieszy. Niebanalnym dowcipem, filozoficznym zdaniem, ale przede wszystkim wyglądem. Krzepki facet, bywalec siłowni bez grama tłuszczu, bez choćby jednej zmarszczki na opalonej twarzy, z mocnymi, lśniącymi włosami i zębami, których blask zawstydziłby nawet Roberta Pattinsona. Symbol sukcesu. Marzenie wszystkich teściowych. Namiastka USA w naszym smutnym kraju nad Wisłą. No Krzysztof Ibisz po prostu:

ibiszszo

Niestety, dziś wszystko się zawaliło. Przez trzy głupie zdjęcia, które umieściłem nad leadem, mój świat legł w gruzach. Oto Krzyś, ten Benjamin Button polskiego świata celebrytów, który starzał się dotychczas wolniej nawet od Maryli Rodowicz, ewidentnie stetryczał. Zdziadział na całego.

Widzicie jego cerę na tych fotkach? Nie przypomina już pupy niemowlaka. A włosy? Nie lśnią tak, jak drzewiej w reklamie, w której powalał na kolana. Są jakieś takie bez wyrazu, w dodatku przyprószone siwizną. No i to spojrzenie… Smutne, nijakie, zdecydowanie pozbawione dawnego entuzjazmu, którym tak hipnotyzował w prowadzonych przez siebie programach.

Nie wiem, co począć. Czuję się jak Michał Wołodyjowski kiedy podejmował decyzję o wysadzeniu się po spektakularnym acz nieudanym boju.

Powinienem iść w ślady Małego Rycerza i ze sobą skończyć? Nie chcę, za bardzo kocham życie.

Pozostaje mi chyba zrobić co innego: wyemigrować do Czech. Tam nadal egzystuje osoba, która pokazuje mi, że czas może nas się nie imać. Że nawet po sześćdziesiątce da się wyglądać szałowo.

Heleno Vondrackova, szykuj się, nadchodzę!

vondr3

PS. Dzielni czytelnicy Wyszło! Wybaczcie błąd merytoryczny odnośnie Wołodyjowskiego. Gdy pisałem te słowa, byłem w szoku. Wszakże mój idol sięgnął dna, chyba też dlatego i ja o nie zahaczyłem. Dziękuję Wam za czujność, naprawdę! ; )

foto: www.gala.pl

foto: www.fakt.pl

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑