Książę i żebrak. Najlepszy program SATYRYCZNY

Opublikowano Październik 21, 2015 | przez lucky bastard

Życie 635698209066946496

Opublikowano Październik 21, 2015 | przez lucky bastard

0

Anna Wendzikowska zgadza się poprowadzić spotkanie autorskie z Charlesem Bukowskim, pomimo że ten od kilkunastu lat nie napisał ani słowa, bynajmniej nie dlatego, że nie miał weny. Krystyna Pawłowicz w moment łapie pomysł przeszkolenia wojskowego dla parlamentarzystów i idzie z tym do marszałka Sejmu. Stefan Niesiołowski zachowuje się honorowo – po przegranym zakładzie w piciu wódy zgadza się oprowadzić po swoim miejscu pracy (ha!) nieznajomego. Tyle tylko, że zakładu tak naprawdę nie było (ale pite pewnie tak). Antoni Macierewicz zgadza się – „na życzenie ambasady” – przyjrzeć szokującym dokumentom w sprawie katastrofy malezyjskiego samolotu. W zasadzie bezzwłocznie, bo na przyjazd zgadza się tego samego dnia.

Oj, bardzo długo moglibyśmy wymieniać wszystkie wkrętki i prowokacje chłopaków z Rock Radia, które przypadły nam do gustu. Jeśli nie wiecie, nic wam nawet nie dzwoni, to jest tam audycja pt. „Książę i żebrak”. Prowadzą ją Kuba Wojewódzki i Piotr Kędzierski. Gdyby trzeba było określić jej konwencję jednym słowem, to chyba trzeba by użyć słowa: beka. Z wszystkiego – od walkowera Legii w walce o Ligę Mistrzów, przez nowe podręczniki do wychowania seksualnego i zaginioną portmonetkę z kupą hajsu na bankiecie TVN-u, aż po Marsz Niepodległości i wszelkie wydarzenia polityczne. Żadnych tabu, w zasadzie im większy przypał, tym lepiej. Jeśli o czymś się mówi, mówi się o tym również w tym programie. Tylko, że w specyficzny, wspomniany już sposób.

Do wspólnej zabawy są zapraszani również ludzie z show-biznesu, inne osoby publiczne, a także zwykłe osoby jak np. dyrektorzy szkół, tłumacze, w zasadzie może to być każdy z was, jeśli tylko będziecie pasować do sytuacji. Oczywiście te zaproszenia są dość dyskretne, odbierający telefon zazwyczaj myślą, że rozmawiają z kimś zupełnie innym. W skrócie: mówimy o prowokacjach, we wstępie podaliśmy kilka przykładów. Jedni łykają wszystko jak Sasha Grey w najlepszych latach kariery, inni wyczuwają ściemę, bo absurd zadawanych pytań potrafi urosnąć do sporych rozmiarów. Efekt finalny to krótka rozmowa puszczana w czasie audycji, którą komentują prowadzący.

I wszystko ładnie-pięknie, jesteśmy wielkimi fanami tej audycji, naszym zdaniem jest jeszcze lepsza niż stary „Poranny WF” Wojewódzkiego i Figurskiego, na którym program ROCK Radia jest wzorowany. Rozumiemy, że dla niektórych poziom żartu jest za niski, innym psy szczekają, gdy słyszą głos Wojewódzkiego, część pewnie nie godzi się na te wkrętki, przypominając zasady kindersztuby i etyki dziennikarskiej. My kupujemy to w całości, stali słuchacze także, ale nie mamy zamiaru kruszyć kopii z tymi, którzy twierdzą, że to dno, kompromitacja, kpina. Jedni lubią ogórkową, drudzy pomidorową – nie ma w tym nic złego, tak samo jak nie ma przymusu słuchania, jak grupa prezenterów radiowych jedzie po bandzie.

Jednak cała ta heca z Jerzym Zelnikiem i jego listą aktorów do odstrzału – prócz tego, że udowodniła, iż łatwo jest kogoś nabrać – pokazała jedną ważną rzecz – nie wszyscy rozumieją sposób przygotowywania takich prowokacji. Satyra ma to do siebie, że pozwalamy jej twórcom na więcej. Ba! Wręcz wymagany od nich, by powiedzieli coś, czego nie powie zwykły pan z telewizora, radia, internetu, lub zrobili coś, czego obecności w poważniejszych mediach, byśmy nie chcieli. Dobrą satyrę robi się daleko – czasami bardzo daleko – poza granicami. Różnymi m.in dobrego smaku czy dozwolonych chwytów. Satyrycy mają bilet do ich przekraczania, fundują go im ich odbiorcy. Jest pomiędzy nimi taka niepisana umowa. Autorzy puszczają oko, a odbiorcy o tym wiedzą.

Tak więc wszyscy słuchacze „Księcia i żebraka” mają świadomość, że z tymi rozmowami dzieją się cuda na montażu. Tu odcinamy, tam doklejamy – nawet jak materiał jest do dupy, to można coś z niego wyciągnąć. Pewnie zdarzają się i prawdziwki, którzy uwierzyliby nawet, że mają być członkami komitetu powitalnego kosmitów, więc tu robota jest prosta, ale jak nie… no to tyrka. Wiadomo, to manipulacja, która jednak traci swój status – przez to, że każdy wie, iż było przy niej trochę majstrowania. Przy prowokacjach stosuje się też inne chwyty, na przykład długo rozmawia się z daną osobą całkowicie poważnie, tak by nabrała przekonania, że to nie fake, a gdzieś w środku wplata się jakiś absurd, z którego się można pośmiać. Większość materiału do kosza, absurd na antenę. Tak to działa, tak najprawdopodobniej było również w przypadku tego nieszczęsnego Zelnika.

Ciągle mamy wrażenie, że tłumaczymy rzeczy oczywiste, ale stado oburzonych każe jednak myśleć inaczej. Ktoś dał się nabrać, pokazał trochę inną twarz – trudno, trzeba być czujnym. Radzimy wrzucić trochę na luz. Parafrazując: trochę polotu i finezji, którego nie można twórcom programu odmówić, przydaje się w naszym smutnym jak pizda kraju.

 

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑