KSW 22: Azhiev prawie wysłał rywala na tamten świat, pewna wygrana Błachowicza

Opublikowano Marzec 17, 2013 | przez ZP

MMAAAA

Po silnych ciosach głowa uderzała bezwładnie o podłoże. Stracił przytomność. Po trzecim z kolei uderzeniu ochraniacz wypadł mu z ust. Z perspektywy miejsc siedzących obok ringu wyglądało to makabrycznie, jakby miał się już nigdy nie podnieść.

Autorem najcięższego nokatu podczas KSW 22 był Anzor Azhiev. Chłopaczek wygląda jak licealista ze średnią 4.5, ale to tylko pozory. Ma niesamowity ciąg na przeciwnika, jest urodzonym kilerem.

– Miałem okazję to go dobiłem – wyjaśniał po znokautowaniu Pavla Svobody reprezentant Polski uśmiechając się przy tym szeroko. Było to trochę niesmaczne zważywszy na to, że chwilę wcześniej nieprzytomnego Czecha zabrało pogotowie. I tak naprawdę nikt nie wiedział wówczas w jakim gość jest stanie…

Wygrana Anzora wywołała na Torwarze dużo mniejsze emocje niż… porażka Piotra Strusa.

– Nieeee, kurwa, nieeee – kilku wydziaranych, postawnych kolesi siedzących obok mnie darło się wniebogłosy, gdy widzieli, że członek teamu Pawła Nastuli jest w niezłych tarapatach. Albo bardziej dosadnie: dostaje konkretny wpierdol.

Po zwycięstwie nad Krzysztofem Kułakiem wielu uwierzyło chyba w to, że Strus będzie lał wszystkich po kolei. Nic z tych rzeczy. Doświadczony wojownik Aziz Karaoglu pokazał w sobotę Piotrkowi, jak dużo czeka go jeszcze pracy, by stać się kimś w świecie MMA.

Turecki Niemiec rządził między linami, przez całą walkę szedł na Polaka na pewniaka, bez żadnego respektu. Nasz zawodnik chyba się tego nie spodziewał. Nie był przygotowany do skomasowanej obrony, nie wiedział co robić, kiedy Karaoglu ruszał jak dzik w szyszki. Efekt? Twarz Piotrka wyglądała po wszystkim jakby przepuścił ją przez maszynkę do mielenia mięsa.

Oby była to jednorazowa wpadka Strusa, a nie koniec poważnej kariery zanim się tak naprawdę zaczęła.

Z pozostałych walk największe emocje wzbudziła oczywiście ta główna wieczoru: między Jankiem Błachowiczem, a Goranem Relijcem. Od pierwszych sekund było widać, że szefowie KSW sprowadzili Polakowi poważnego rywala. Ta rzeźba, te ruchy, ten refleks – Chorwat naprawdę coś tam umie. Na szczęście na Janka okazało się to za mało. Błachowicz unikał walki w parterze, a że w stójce jest o klasę lepszy od fightera z Bałkanów, to ostatecznie triumfował pewnie. Na punkty, ale bez żadnych wątpliwości.

– Zajeb mu, zajeb mu – krzyczęli w trakcie walki co najbardziej podnieceni (czytaj najebani) kibice. Koło 22 na Torwarze zaczęto sprzedawać piwko, na efekty nie trzeba było długo czekać.

W podobnym stylu co Błachowicz zwyciężył Karol Bedorf. Swoją drogą jego rywal, niejaki Oli Thompson, nie ma chyba więzadeł. „Coco” lał go raz za razem po kolanach, a facet nic, stał i głupio się uśmiechał. Normalny człowiek już ze dwa razy miałby pozrywane krzyżowe, ale Angol to prawdziwy twardziel. Pewnie kondycję wyrobił sobie podczas licznych, barowych bójek.

Z Thompsona jest też niezły showman – w przerwach walki robił… pompki. Jakby chciał wkurwić Karola i polską publiczność pokazując, że ciosy Bedorfa nie robią na nim wrażenia. Generalnie koleś sprzedał się nieźle, sądzimy, że jeszcze dostanie zaproszenie na KSW.

Możliwe, że „Coco” w następnej walce skrzyżuje pięści z Nastulą, który na Torwarze nie miał żadnych problemów z Kevinem Asplundem, otyłym, powolnym Amerykaninem, który wygląda jak wykidajło z klubu nocnego z Detroit, a nie poważny zawodnik. Chyba organizatorzy wybrali jednak Pawłowi zbyt łatwego rywala na pierwszą walkę w KSW.

– Dziękuję mieszkańcom Warszawy. Stoczyłem w tej hali wiele ciężkich walk judo, byliście ze mną wtedy, jesteście teraz – wzruszał się po wszystkim Nastula. Walczył dobrze, pewnie, jak na 43-latka imponował też rzeźbą. Ale czy to wszystko starczy na Bedorfa? Oj, może być ciężko…

 

 

 

foto: www.sport.fakt.pl

 

 

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑