Kulinarne sado-maso. Najmniej apetyczny fetysz świata

Opublikowano Październik 28, 2014 | przez MB

feed

Dla nich kochanego ciałka nigdy za wiele. Powiedzieć, że preferują panie o rubensowskich kształtach to powiedzieć, że The Beatles osiągnęli umiarkowany sukces. Feedersi, już nie fetyszyści lecz zboczeńcy.

Ideał kobiecego piękna powoli zaczyna ulegać przemianie. Typ „wieszaka” bądź „kościotrupa” w chwili obecnej coraz częściej uważany jest za wynaturzenie świata modelingu a nie za symbol seksu. Kobieta musi mieć cyc i tyłek. Facetów kręcą zaokrąglenia i wypukłości, ładna linia. Niektórych nawet jeszcze więcej. Ale to, co oni lubią, jest już chore. Feedersi ekscytują się skrajnie tłustym i rozlewającym się ciałem. Dla nich jest estetyczne i podniecające zarazem.

W Internecie szukają zdjęć najbardziej otłuszczonych dziołch, na stronach z darmowym porno trzepią tylko do filmów z aktorkami w rozmiarach XXXL lub większych. Ktoś mógłby powiedzieć „co się dopierdalasz, każdego kręci coś innego”. I faktycznie, gdyby Feedersi ograniczali się tylko do indywidualnych doznań z zamkniętego pokoju, wszystko byłoby w porząsiu. Samo określenie nie wzięło się jednak z niczego.

W języku angielskim słowo „feed” oznacza „karmić”. Feeders to zatem facet, który kogoś karmi. Facet, bo wśród kobiet powyższe zjawisko występuje bardzo rzadko. Kogoś, czyli najczęściej swoją partnerkę. Feeders celowo wybiera sobie kobietę ze skłonnością do tycia, taką, która notorycznie boryka się z nadwagą, uwodzi ją, wchodzi w związek, a potem bezkarnie ją tuczy. Ktoś taki nie zna umiaru. Im więcej, tym lepiej. Potrafi doprowadzić swoją kobietę do momentu, w którym bardziej niż człowieka przypomina Jabbę z „Gwiezdnych wojen” albo Elvisa Presleya w późnych latach 70.

Zakochana kobieta początkowo nie wie, co się święci. Czuje się szczęśliwa, bo wreszcie chłopak akceptuje ją taką jaką jest. Co więcej, chętnie przyniesie jej przekąskę do łóżka, nie ma nic przeciwko podżeraniu w nocy i zmusza jej do katorżniczych ćwiczeń, do żadnych ćwiczeń. W pewnym momencie „ofiara” Feedersa swoje funkcje życiowe ogranicza do leżenia i jedzenia. Gdy po kilku miesiącach w kobiecie na nowo rozbudzi się kompleks świni, jest już za późno. Chłopak, być może już małżonek, staje się brutalny i natarczywy. Żarcie wciska w partnerkę na siłę uzyskując przy tym dziką satysfakcję.

Z czym to się wiąże dla organizmu partnerki, chyba nie musimy opisywać. Nie po to tyle piszemy o bieganiu i zdrowym trybie życia, by teraz tłumaczyć, czemu nie powinno się wpierdalać bez opamiętania. Dokarmiacze są w stanie wypaść swoje partnerki do wagi nawet dwustu kilogramów, choć rzadko kiedy są w pełni zadowoleni z efektów wprowadzonej przez nich diety.

To już nie fetyszyści, a zwykłe zboki, które chorymi skłonnościami niszczą życie swoim partnerkom. Co bardziej przerażające, w mediach można doszukać się informacji o… modzie na bycie Feedersem. W tę stroną byśmy raczej nie szli, to już gruba przesada. Czymś innym jest nieludzkie tuczenie kobiet dla własnej przyjemności a czymś innym jazda rowerem miejskim. Sado-masochistyczne ciągoty o podłożu kulinarnym leżą oczywiście w ludzkiej psychice i powinny być leczone psychiatrycznie. Choć pewnie spore grono nie obraziłoby się, gdyby tym zwyrodnialcom na miejscu odcinano kutasy.

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑