Kultowi polscy śledczy to nie tylko bohaterowie książek. Równie dużo było ich w telewizji

Opublikowano Październik 2, 2015 | przez MB

07 zgłoś się

Szacki, Maciejewski, Mock, Popielski. Dzięki zdolnym pisarzom te postaci stają się częścią polskiej popkultury. Jednak tradycja rodzimego kryminału to nie tylko literatura. Telewizja wykreowała równie wielu kultowych bohaterów.

Najsłynniejszym śledczym w historii rodzimej rozrywki jest bez dwóch zdań porucznik Sławomir Borewicz. Bronisław Cieślak w serialu „07 zgłoś się” wyrywał równie dobre dupy, co James Bond i rozwiązywał sprawy, których nie powstydziłby się Kojak. Miał być twarzą propagandy PRL-u i wybielić wizerunek funkcjonariusza MO. Widzowie mu to wybaczyli, bo pod koniec lat siedemdziesiątych i przez całe osiemdziesiąte był namiastką postaci w stylu Hollywood. Do dziś ma psychofanów.

Mniejsze grono odbiorców pamięta z lat osiemdziesiątych Bednarskiego. A ten przecież teoretycznie mógł spotkać się z Zygą Maciejewskim, głównym bohaterem książek Marcina Wrońskiego. Wystarczyłoby tylko, żeby z Gdańska przyjechał do Lublina. Akcja serialu „Na kłopoty… Bednarski” toczyła się w latach trzydziestych dwudziestego wieku, w tytułową postać wcielał się Stefan Friedmann. Równie wyrazista rola nie trafiła mu się aż do czasów klipu „W aucie”.

Na samym początku był jednak kapitan Tomasz Sowa, legendarny fikcyjny funkcjonariusz lat sześćdziesiątych. Pojawił się u Stanisława Barei w serialu „Kapitan Sowa na tropie”. To pierwsza w historii polskiej telewizji produkcja kryminalna. Z perspektywy czasu można ocenić, że było w niej wszystko, co trzeba, był charyzmatyczny i nieprzenikniony Wiesław Gołas, była postać bystrego i rzutkiego pomagiera, bohaterowie palili dużo szlugów, nosili charakterystyczne kapelusze i płaszcze, a odcinki były poprawnie wystylizowane na czarny kryminał. Klimat robił swoje.

halski

W latach dziewięćdziesiątych klimat był inny. „Psy”, „Psy 2”, „Kroll”, „Młode wilki”, „Sara”, „Nocne Graffiti”, „Gry uliczne” – tutaj kultowych detektywów i funkcjonariuszy nie ma. Są skurwiele. Ostał się jeden, komisarz Olgierd Halski brawurowo zagrany przez Marka Kondrata w „Ekstradycji”. Walczył z mafią, z korupcją, z handlarzami narkotyków, ujawniał wielkie przekręty i zawsze pozostał czysty. Po prostu zuch.

Stosunkowo niedawno na antenie pojawił się drugi Halski, tym razem Jarosław, który z Olgierdem, o dziwo, miał niewiele wspólnego. Jarosław pracował w Gdańsku, a Olgierd w Warszawie, Jarosław miał twarz Franza Maurera, a Olgierd Adasia Miauczyńskiego. Serial „Halski na tropie” nadawany był na początku 2015 roku, miał sześć odcinków i chyba nie zdążył na trwałe zapisać się w pamięci widzów, co jest dla tej produkcji wielką stratą. Bogusław Linda zagrał tam świetną rolę w swoim stylu. Reżyserzy też nie byli byle jacy – Xavery Żuławski oraz Patryk Vega.

Na kartach polskiego kryminału szczególnie zapisał się ten drugi. To on wykreował Despero (Dorociński), Gebelsa (Grabowski), Benka (Gajos), Nielata (Mohr) oraz Metyla (Stroiński), czyli trudnych do zapomnienia bohaterów „Pitbulla”. Żywych, organicznych, twardych jak stal, skąpanych w brudzie miasta. Podobni byli policjanci w „Oficerze” – podkomisarz Tomasz „Kruszon” Kruszyński (Szyc), nadkomisarz Krzysztof Ryś (Chyra). W ich przypadku mocno we znaki dała się jednak tradycja kina sensacyjnego.

glina

Spośród wszystkich polskich śledczych, jacy pojawili się na małym ekranie, najbardziej w duchu literackim skonstruowana została postać Andrzeja Gajewskiego (genialny Jerzy Radziwiłowicz) w serialu „Glina”. Mistrzostwo dedukcji, misternie, dokładnie prowadzone dochodzenia, wrodzona inteligencja, umiejętnie prowadzone przesłuchania, błyskotliwe powiedzenia, niehigieniczny tryb życia, problemy z kobietami i nie zawsze żelazna psychika. To była postać z krwi i kości.

Koniec emisji „Gliny” w reżyserii Władysława Pasikowskiego po dwóch sezonach zbiegł się z początkiem „Mroku” w reżyserii Jacka Borcucha. W tej ośmioodcinkowej produkcji pierwsze skrzypce grał komisarz Michał Grosz, czyli Przemysław Bluszcz, który, podobnie jak Gajewski, mniej biegał z karabinem, rzadziej nosił kamizelkę kuloodporną, a częściej pracował umysłowo zaskakująco sprawnie łącząc fakty. Postać jak najbardziej godna swojego tytułu.

koman

Polska popkultura dorobiła się wielu znakomitych policjantów, z których widz może być dumny. Teraz na pierwszy plan przesuwa się prokurator Kazimierz Proch, w którego w nowym serialu TVP wciela się zawsze znakomity Jacek Koman. Po pierwszych odcinkach dajemy mu duży kredyt zaufania, bo w nim – jak w żadnym wcześniej – kinematografia tak mocno przenika się z literaturą. Współscenarzystą „Prokuratora” jest Zygmunt Miłoszewski, autor książkowej trylogii o Teodorze Szackim.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑