Lekomanka kontra bohater, czyli wojna w „Homeland”

Opublikowano Styczeń 11, 2013 | przez Dżordż

W liceum laska rzuciła mnie, bo grałem nałogowo w Championship Managera. Wiedziałem, że jest za młoda, by się bzykać, więc bardziej niż perspektywa zwykłych robótek ręcznych kręciło mnie wygrywanie kolejnych trofeów z Realem Madryt. Piszę o tym dlatego, bo po latach trafiłem na coś, co zaabsorbowało mnie w równie poważnym stopniu co wtedy CM.

 

Nie lubię filmów, których myślą przewodnią jest tematyka wojskowa. Irytują mnie bo w 99 % pełne są patosu, każdy zawodowy żołnierz powie, że są tak naturalne, jak piersi Pameli Anderson. Kiedy widzę plakat z żołnierzem, automatycznie zakładam więc,że to będzie kolejne wzniosłe gówno. Tak też było oczywicie w przypadku serialu „Homeland”. Zerknąłem na okładkę i już byłem pewien, że Amerykanie, po kilku latach przerwy, chcieli rozbudzić w zasiedziałych od ciągłego żarcia hamburgerów, otłuszczonych rodakach coś na kształt smutku po 11 września.

– Obejrzyj chociaż jeden odcinek, to jest zajebiste – przekonywała koleżanka. Nawet nie o to chodzi, że tak bardzo ufam w jej gust filmowy. Po prostu laska była gorąca jak Rihanna podczas koncertu, dlatego też stwierdziłem,że zobaczę pilota – zawsze byłby to jakiś temat do kolejnej rozmowy z nią.

Po dwudziestu minutach już wiedziałem, że przepadłem. Wiedziałem, że w najbliższych dniach będę wymyślał szefowejpowody, by  spóźnić się do pracy. Że koledzy i wspólne picie alkoholu na jakiś czas przestaną być ważne. Homeland po prostu POWALA na kolana. To film podczas oglądania którego jesteś tak skupiony, że gdy zadzwoni Ci telefon, przypadkowo możesz przyłożyć do ucha żelazko. Nawet jeśli będzie włączone, nie zwrócisz na to uwagi. Poparzenia trzeciego stopnia to betka w porównaniu z tym, co dzieje się w tym serialu.

W finałowych odcinkach poszczególnych sezonów fabuła zapierdala szybciej niż Usain Bolt na igrzyskach w Pekinie. W pewnym momencie człowiek łapie się na tym, że nie ogląda Homeland, tylko czuje się jakby brał udział w akcji.

Nad moim mieszkaniem umościł się pianista. Jebaniec od trzech miesięcy gra tą samą melodię, prawdziwy Dzień Świstaka. Wkurwia mnie niesamowicie, wieczorem często nie mogę się przez niego na niczym skupić. I wiecie co? Jak oglądałem Homeland, zapomniałem o jego istnieniu. Facet mógł zrobić u siebie nawet gang bang, a i tak nie zwracałbym uwagi na panujące u niego odgłosy.

Kilka słów o bohaterach i fabule Homeland:

Słucha jazzu, nadużywa leków, nie umie się z nikim związać na stałe, a tak poza tym to jest mistrzynią w… tropieniu terrorystów. Carrie Mathison to atrakcyjna blondynka, agentka CIA, introwertyczka. Połączenie niebanalnego intelektu z ciekawą urodą i wysokim libido. To typ kobiety, o której marzy każdy mężczyzna.

Amerykańscy żołnierze znaleźli go w Iraku podczas nalotu na siedzibę terrorystów. Był brudny, głodny, na wpół żywy.Sierżant Nicholas Brody. Człowiek, który przeżył osiem lat straszliwych tortur. Amerykański bohater.

Drogi tych dwojga schodzą się w Waszyngtonie. Mathison, jako chyba jedyna osoba w USA, nie wierzy w to, że Brody jest kryształowo czystą postacią. Więcej – uważa, że sierżant w trakcie pobytu w niewoli przeszedł na stronę wroga.

Jeśli czytacie ten tekst akurat przed wyjściem do klubu albo na randkę, olejcie ten wypad. Tego kwiata jest pół świata, za dwa czy trzy dni zaliczycie kolejną imprezę albo panienkę, a drugiego takiego serialu jak Homeland po prostu nie ma. Nie warto tracić ani chwili dłużej, odpalajcie kompa i oglądajcie. Ja nie bawiłem się tak doskonale od czasu pierwszego sezonu Prison Break’a.

 

foto: www.channel4.com

Komentarze

Wbicie w fotel
Rozpierdol w mózgu
Sympatia do głównego bohatera
Homeland vs Klan

Podsumowanie: Niby akcja toczy się wolno, ale i tak masz wrażenie, że nie zdążysz iść do kuchni po puszkę piwa. Jeden z najlepszych seriali w historii. Dwa sezony, kręcą trzeci. Ostatnim tak nielubianym rudym bohaterem to był chyba Zbigniew Boniek jak przyjeżdżał na Legię.

4.3

Baczność


Ocena użytkowników: 4.2 (29 głosów)

Tagi: , ,



Back to Top ↑