Lepiej zacznij biegać, żeby się nie zajebać

Opublikowano Czerwiec 16, 2013 | przez Diabeu

2010 Reggae Marathon

To nie jest profesjonalny tekst o bieganiu, bo autor nie jest profesjonalnym biegaczem. Jeśli jednak, podobnie jak ja, czujecie potrzebę ruszenia dupy z krzesła i szukacie motywacji, to jest to tekst dla was.

Na Wyszło piszą przynajmniej dwie osoby, które na bieganiu znają się o wiele lepiej ode mnie. Ja z kolei w ostatnim czasie czułem się ekspertem w niebieganiu, dlatego postanowiłem podzielić się z wami swoimi doświadczeniami na tym polu. Otóż nie biegając i nie uprawiając żadnego sportu przez ostatni rok doprowadziłem się do fatalnego stanu. Byłem senny, nic mi się nie chciało, straciłem przejrzystość umysłu itp. Niektórzy tak po prostu mają: gdy się nie ruszają i większość dnia spędzają siedząc (taka praca), stają się leniwymi skurwysynami. Warto mieć tego świadomość i wreszcie coś z tym zrobić, by nie zmienić się w chodzący dowód na istnienie całej listy chorób cywilizacyjnych.

Statystyka mówi, że w tej chwili bieganie jest najpopularniejszą formą aktywności fizycznej w Polsce. Nie wiem czy to prawda, wiem natomiast, że tylu biegających ludzi na naszych ulicach jeszcze chyba nie było. I ja im się nie dziwię. W tych nerwowych czasach ciągłej… pogoni za wszystkim, bieganie to chyba najskuteczniejszy i najtańszy środek na rozładowanie złych emocji i zadbanie o podupadającą sprawność fizyczną. Sposób na lepsze życie i swoiste katharsis, oczyszczenie ciała i umysłu.

Wiem, że nie ujawniam teraz żadnych ukrytych prawd, ale może mój przykład okaże się motywacją dla innych. Gdy w sierpniu zeszłego roku przeprowadziłem się do Warszawy i podjąłem pracę w regularnym trybie, musiałem zmienić sporo swoich przyzwyczajeń i nawyków. Do tego czasu uprawiałem wolny zawód freelancera, a co za tym idzie – miałem więcej wolnego czasu, więc mogłem pozwolić sobie na więcej, choćby na staranniejsze przygotowywanie posiłków czy aktywność fizyczną pomiędzy kolejnymi obowiązkami w pracy. Generalnie starałem się żyć zdrowo i czułem tego efekty. Czułem się dobrze.

Niestety, przeprowadzka do większego miasta sprawiła, że cały dotychczasowy porządek mojego życia legł w gruzach i musiałem zacząć od nowa. Szybkie tempo życia i gówniane jedzenie zagościły w moim codziennym rozkładzie dnia, co, zgodnie z oczekiwaniami, odbiło się na stanie mojego zdrowia. Stałem się senny, rozdrażniony, leniwy, pozbawiony energii. Zastanawiałem się, co się ze mną dzieje, momentami nawet bałem się, że mogę być na coś chory. Aż w końcu zdałem sobie sprawę z tego, że mojemu organizmowi najzwyczajniej w świecie brakuje ruchu. Przecież moi przodkowie środki do życia zdobywali ganiając całymi dniami za dziką zwierzyną, a nie pijąc browar przed telewizorem. Dotarło do mnie, że nie jestem w stanie przez cały czas oszukiwać pierwotnych mechanizmów funkcjonowania ludzkiej natury. Klamka zapadła: czas podnieść cztery litery i wziąć się do roboty.

Padło na bieganie, bo odbywa się na świeżym powietrzu, jest proste jak przysłowiowy drut i nie wymaga kupowania żadnego specjalistycznego sprzętu. Na początek wystarczą przeciętne buty do biegania, co by nie rozpierdolić sobie stawów, i już można śmigać ile wlezie. Warto też posiąść podstawową wiedzę na temat tego, jak biegać, by się nie zniechęcić już na samym starcie. W przypadku tego sportu bardzo częstym zjawiskiem jest szybki początek i równie szybki koniec, a to jest niestety smutne. Warto jednak dać sobie szansę, by, tak jak ja, odzyskać zachwianą równowagę i po prostu lepiej się poczuć. W powiedzeniu „jesteś tym, co jesz” jest bardzo dużo prawdy, ale jeszcze bardziej prawdziwe jest przekonanie o zbawiennym wpływie sportu na jakość ludzkiego życia. Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami.

Biegam już od miesiąca i nie zamierzam przestawać, bo czuję zajebiste efekty. Budzę się wypoczęty, z łóżka wstaje pełen energii, nie zamulam w pracy, w ciągu dnia mam lepszy humor, wieczorem więcej chęci do życia i zabawy… A wystarczyło się tylko zmotywować i zacząć truchtać kilka razy w tygodniu, by to wszystko osiągnąć. Konkluzja jest więc taka, że bieganie jest cudowne, a te tysiące osobników zapierdalających po polskich ulicach nie mogą się mylić. Wie o tym każdy, dla kogo nie jest obce to specyficzne uczucie, gdy zmęczone treningiem ciało jest zalewane przez falę przyjemnego gorąca. Biegający wiedzą o czym mówię, a niebiegający muszą uwierzyć mi na słowo: to taka forma naturalnego haju, który daje ciekawsze efekty niż najlepsze dragi. Polecam. Robert Kubica.

Fot. kootation.com

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑