Lepsze rzygi w garści niż klocek w klozecie. Po czym poznać prymitywa?

Opublikowano Listopad 18, 2013 | przez Pato

sraka

– Jak tam wczorajszy melanż? – spytał mnie ostatnio w pracy kolega. – Standardowo, wszyscy zajebani – odpowiedziałem zgodnie z prawdą, ucinając temat, bo przecież to nie miejsce i czas, żeby opowiadać szczegóły. Dopiero po chwili pomyślałem „Jezu, to zawsze wygląda tak samo”. Ktoś wyrżnie o posadzkę, ktoś się zrzyga, ktoś… zostawi po sobie ślad w postaci klocka w klozecie. Nie wiem jak was, ale najbardziej obrzydza mnie to ostatnie…

Może od razu zaznaczę, że to nie będzie tekst o pachnących tulipanach, więc jeśli nie chce się wam czytać tych pijackich wynaturzeń – najlepiej skończcie w tym miejscu. Gówno – temat tak szeroki, że można by zrobić z tego cały alfabet popkultury. Pisał o tym i Bukowski, i Marquez, i nawet Sztaundynger („Po­wie­działo gówno śli­wie: – Spad­nij, ja cię uszczęśliwię”).

– Oglądałeś Warsaw Shore? Co za gówno! – słyszę z jednej strony. – Ten koncert to kupa – przysłuchuję się z drugiej. I mógłbym napisać o tym cały esej, o tym, w ilu konfiguracjach przedstawia się to słowo albo jak stopniowo zostało oswojone. Mógłbym, ale mi się nie chcę. Przynajmniej nie dziś.

Bo dziś będzie o czymś innym. O konsternacji. Szoku. O widoku, którego każdy z nas kiedyś doświadczył. Mówiąc najprościej jak się da – o klocku zostawionym w klozecie. Brązowym, małym stolcu, który pływa sobie swobodnie w wodzie, a wy, my, ja uderzeni obuchem w łeb nie wiemy, co się dzieje. Jasne, możemy po prostu spuścić wodę, możemy użyć odświeżacza, możemy zrobić kilka innych rzeczy, ale na końcu i tak zostaje myśl pt. o co, kurwa, chodzi?

Niespuszczona woda. Pływający klocek. Przecież to Paleolit. Era jaskiniowców. Symbol chamstwa i największa forma prymitywizmu. Kot, jak posadzi w kuwecie, potrafi po sobie zasypać piasek. Niektóre psy liście rozkopią. A człowiek? Człowiek potrafi zrzucić bombę i trzasnąć klapą. I nikt mi nie wmówi, że zapomniał. Przecież to odruch. Coś, co jak Jasio powtórzył sto razy, to Jan zrobi bez zająknięcia tysiąc i jeszcze więcej. A jednak niektórych to przerasta.

Kiedy w akademiku mieszkałem z kolegą, któremu „zapomnieć” zdarzało się kilka razy, wywiesiłem specjalną kartkę, by zamiast o nowych zamkach w Settlersach zaczął myśleć o życiu i ogarnął podstawowe ludzkie odruchy. Był ludzkim gniotem, który gadał jedynie do komputera. Gdy inny kolega zostawił niespodziankę w toalecie obok pokoju rodziców, usłyszał od nich, że jest zwierzakiem, a skoro tak, to czego on nie robi w tej Warszawie…

Do tego obrazek z niedawnej imprezy. Gość od nadmiaru wina rzyga na ogródek sąsiada, rzyga do kibla, a rano zostawia klocka… Dwie pierwsze rzeczy w ogóle mnie nie szokują. Sam waliłem bełta nawet na hali sportowej w obecności tzw. notabli, ale zostawienie brązu? To już patologia, coś, co zniesmacza mnie bardziej niż normalna reakcja organizmu na przyjęcie zbyt dużo alko. Co tu dużo mówić – lepsze rzygi w garści niż klocek w klozecie. Dziwne, ale tak właśnie jest.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑