Lip Sync Battle Porażka

Opublikowano Luty 4, 2016 | przez MB

lip sync porażka

TVN wystartował z programem, który miał rozwalić system. Zakupiono format, opłacono gwiazdy, wynajęto śmieszka, zatrudniono youtuberów i wszystko modnie wrzucono do Internetu. Efekt? Szkoda gadać.

Lip Sync Battle to popularna w Stanach Zjednoczonych zabawa, która szturmem zdobywa tamtejsze media i rozkręca miliony Amerykanów. Jest prosta i niewyszukana. Rządzi w niej playback i chodzi w niej jedynie o ruszanie ustami do słów piosenki oraz próbę wcielenia się w popularną gwiazdę. Naprzeciw siebie staje dwoje zawodników, każdy „wykonuje” po dwie piosenki. Ogólnie kupa śmiechu, wszyscy się cieszą, nucą i klaszczą. Gra jest na tyle inspirująca, że w swoich programach zaczęli ją wykorzystywać znani showmani z Jimmym Fallonem na czele. A fenomenem stała się dzięki temu, że podchwyciły ją największe gwiazdy show biznesu. Popularność tej rozrywki przybrała tak duże rozmiary, że producenci telewizyjni postanowili poświęcić Lip Sync Battle całe telewizyjne widowisko. Program bije rekordy oglądalności. Więc skoro TVN jest teraz w amerykańskich rękach, to pomysł przełożenia tego show na polski grunt wydaje się oczywisty. Niestety, trochę naiwny.

 

Oglądając udostępnione na player.pl odcinki polskiej edycji Lip Sync Battle nie da się nie zauważyć, że twórcy wyraźnie przecenili potencjał lokalnych gwiazd.

Maja Bohosiewicz to nie Anne Hathaway, Krystian Wieczorek to nie Channing Tatum a Dawid Kwiatkowski to, mimo wszystko, nie Justin Bieber. Nie od dziś wiadomo, że polscy celebryci nie grzeszą ani polotem, ani poczuciem humoru, ani elokwencją. Szkoda, że nikt nie ostrzegł przed tym producentów, bo niestety nagrywane w luźnej, na siłę niegrzecznej i mocno improwizowanej konwencji odcinki, odsłaniają wszystkie braki gwiazd, przez co program ogląda się z poczuciem zażenowania. Wzięte pierwsze z brzegu dialogi między wspomnianymi już Bohosiewicz i Wieczorkiem lub Wardęgą i Maffashion wzbudzają tylko litość, a kiedy gwiazdy wreszcie zamykają japy i zaczynają występować nie jest wcale lepiej.

Jak pokazuje przykład amerykańskiego Lip Sync Battle, aby wykon był efektowny, po pierwsze, uczestnik musi być solidnie przygotowany, po drugie, mieć pomysł na swój występ, po trzecie, powinny w nim drzemać pokłady aktorskiego talentu. Zgadnijcie, które z powyższych punktów nie zażarły w przypadku polskiej edycji. Oczywiście, że wszystkie.

TVN jeszcze raz utwierdził cały kraj w przekonaniu, że osoby ustawiane przez tę stacje na świeczniku, tak naprawdę brane są zupełnie z dupy. Przy okazji zawiodła selekcja uczestników. Zamiast pójść śladem twórców „Twoja twarz brzmi znajomo” i wybrać osoby, które, niewiele, bo niewiele, ale jednak coś potrafią, jedynym kryterium było znalezienie osób aktualnie na topie (Wardęga, Maffashion, Stuu, Dawid Kwiatkowski), wylansowanie twarzy TVN’u (Baryza, Ugonoh, Wierzbicka, Herbuś) i zrobienie dobrze sieci PLAY, głównemu sponsorowi programu (Kurdej-Szatan). Dzięki takiej taktyce galeria sław Lip Sync Battle Ustawka to w dużej mierze beztalencia bez charyzmy i scenicznego drygu. W dodatku często nieprzygotowane, nieznające słów piosenki i zapominające układów tanecznych.

O ile któryś z elementów programu faktycznie może wypadać atrakcyjnie, to są to zazwyczaj drugie wykony, w których całą robotę robią scenografia, charakteryzacja oraz motywy zerżnięte z USA (np. podwieszona pod sufitem kula, na której, identycznie jak Anne Hathaway, buja się Stuu do piosenki „Wrecking Ball” Miley Cyrus).

 

Na więcej liczyliśmy też ze strony Kędziora, który jest gospodarzem show. O ile na antenie Rock Radia potrafi być zabawny, błyskotliwy i umie tam zgrabnie balansować na granicy dobrego smaku i wulgarności, o tyle na scenie Lip Sync Battle brakuje mu ikry, jest ospały i flegmatyczny. Czasem wygląda jakby był tam za karę, a przecież jest tam za (pewnie dużą) kasę. Abstrachuje z kolei, którzy ostatnio robią się coraz mniej wybredni wybierając partnerów do współpracy i wchodząc w kampanie reklamowe, wyciągnięci z oswojonej i idealnej dla nich formy, nie są już tacy zabawni i tracą swój błysk. Docelowo miała też błyszczeć dziewczyna Tomasza Iwana, Natalia Mikuła, ale… tutaj po prostu nie wyszło.

Patrząc na rozrywkową ofertę ramówek polskich stacji telewizyjnych z ostatnich dziesięciu lat, w oczy rzuca się jedno – pomysł produkowania programów bazujących na zagranicznych formatach był strzałem w dziesiątkę. Był aż do czasów Lip Sync Battle Ustawka.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑