Literatura toaletowa, czyli co czytać na kiblu

Opublikowano Kwiecień 26, 2013 | przez MB

czytanie i pani

Ręka do góry, kto czyta na kiblu. Ja się zgłaszam i wychodzę przed szereg narażając się tym samym na… szereg pomyj. Ale gówno mnie to obchodzi, bo na rynku ukazała się „książka do toalety opływająca w mądrości”.

„Kupa wiedzy” to świeże jak poranny klocek wydawnictwo z lekkostrawnymi faktami naukowymi, historycznymi i językowymi. Paul Kleinman wyszedł naprzeciw takim jak ja i wydał książkę, której miejsce jest w ubikacji, nie na półce obok „Pana Tadeusza”. Jest to więc świetna okazja do tego, aby prześledzić tytuły, które podczas uwalniania orki wypadają najlepiej.

wiedza

Istnieje wiele publikacji, które śmiało można zabrać ze sobą w ustronne miejsce bez obaw o bezczeszczenie tzw. kultury wysokiej. Na pewno są to wszelkiego rodzaju magazyny, czasopisma i gazety. Błyskawiczne informacje, krótkie artykuły i recenzje, błyskotliwe felietony (m.in. Krzysztofa Skiby, który po 11 latach odchodzi z „Wprost”, dziwna akcja) oraz wywiady. Takie rzeczy czyta się najlepiej.

Osobiście najchętniej wybieram magazyn „Film”, który od czasów Marcina Prokopa przyjął zdecydowanie bardziej popkulturowy kierunek, oraz tygodniki opinii (najczęściej „Newsweek” i „Przekrój”, choć ostatnio lawiruję też między „Do rzeczy”, „Sieci” i „Uważam Rze” i jakoś, kurwa, zdecydować się nie mogę). Naturalnie w chwili odosobnienia warto sięgnąć po pisma sportowe. Choć równie dobrze można pójść w ślady mojego współlokatora i zamówić prenumeratę… „Forbesa”. Osoby głodne ciekawostek najlepiej niech postawią na „Focusa”.

Idealny tekst do „posiedzenia” powinien być lekki, sprawnie napisany i na tyle interesujący, by czytelnik był w stanie się skupić. Może być nim także książka. Jednak źle dobrany tytuł potrafi z założenia przyjemne chwile odosobnienia zamienić w prawdziwe piekło. Autorzy, których kategorycznie należy się wystrzegać to m.in. Faulkner, Mann, Dostojewski i Kafka.

Spośród sektora literatury toaletowej bardzo chętnie wybieram książki Nicka Hornby’ego. „Wierność w stereo” oraz „Futbolowa gorączka” należą do kanonu gatunku. Proste, życiowe historie oparte na relacjach męsko-damskich, napisane łatwym w odbiorze językiem. Jeśli ktoś jest na bieżąco z serialami, polecam „Bóg nas nienawidzi”, powieść Hanka Moody’ego, która ukazała się drukiem również w realu. Historia utrzymana w podobnym tonie.

W sytuacjach toaletowych znakomicie sprawdzają się też biografie. Oj, tak. Spośród nowości wydawniczych zachęcam do zapoznania się z serią „Gwiazdy sceny”. Ostatnio przeczytałem „Slasha”. Pół godziny dziennie spędzone na stawianiu szyszki zleciało nie wiem kiedy. To samo było z „Gahanem”, to samo będzie z „Grohlem”. Jak gazela przeskoczyłem też przez „Charles Bukowski: W ramionach szalonego życia”, „Jim Morrison. Święto przyjaciół” oraz niedawno wydaną „Alex Ferguson. Futbol, cholera jasna!” (bydle na ponad sześćset stron).

Biografie przeważnie są wciągające, efektowne, upstrzone sensacyjnymi faktami. Kogo nasz bohater bzyknął, ile ćpał, dlaczego nie odzywa się do upośledzonego syna, dlaczego odciął sobie penisa. Zdziwienie i szeroko otwarte oczy ułatwiają defekację (i strasznie głupio się wtedy wygląda).

czytanie i czapa

Jestem też święcie przekonany, że w trakcie robienia popularnej „dwójki” powstało coś takiego jak opowiadanie. Forma krótka i zwięzła. Forma niewymagające absolutnej uwagi. Do opowiadań można wracać, opowiadania mogą sobie leżeć, czyta się jedno na tydzień, jedno na miesiąc. Mogą być obyczajowe, jak te Etgara Kereta. Mogą być kryminalne, jak te Agathy Christie i Jeffreya Archera, albo sensacyjne autorstwa Fredericka Forsytha.

Uwaga, mimo okoliczności, nie poniżajmy się. Unikajmy książek Stephenie Meyer, Katarzyny Grocholi oraz Paulo Coelho. Łatwo jest bowiem pomylić literaturę toaletową ze zwykłym gównem.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑