Lost – zaginieni

Opublikowano Kwiecień 13, 2013 | przez Dżordż

lost

 

Koleżanka na fejsbuku pisze o dziewczynie, która wyszła ze swojego miejsca pracy i tyle ją widziano; Na drzwiach mojego osiedlowego sklepu dostrzegam zdjęcie chłopaka: młodego, dobrze ubranego. Po nim też próżno szukać jakiegokolwiek śladu. Ostatnio z każdej strony „atakują” mnie tego typu smutne informacje.

Fundacja Itaka podaje, że każdego roku policja odnotowuje koło 15 tys. zaginięć Polaków, z których odnajduje się, w ten czy inny sposób, koło 80%. Czyli losy mniej więcej trzech tysięcy osób pozostają nieznane na zawsze. Dla mnie to szokująca liczba, zupełnie niezrozumiała.

Pomyślcie: latamy w kosmos, prowadzimy rozmowy video z ludźmi, którzy są na drugim końcu planety, robimy zajebiste zdjęcia naszymi cudacznymi telefonami, no po prostu niesamowicie rozwijamy się jako gatunek. Nawet nie tyle z miesiąca na miesiąc, co z dnia na dzień. Przemy do przodu jak Ronaldo za swoich najlepszych lat w Barcelonie, a mimo to z niektórymi sprawami – właśnie takimi, jak tajemnicze zniknięcia ludzi – ciągle stoimy w miejscu. 

Rozumiem, że bez śladu może zaginąć jeden człowiek, piątka, no może dziesiątka – ktoś genialny świetnie upozoruje własną śmierć, inny delikwent wpadnie po pijaku do rzeki wracając z imprezy, kogoś napadną nocą w ciemnym zaułku, potną nożem, a następnie wywiozą ciało do lasu. Niestety – zdarza się.

Ale to wszystko powinny być przypadki wybitnie rzadkie, niemal niespotykane w normalnym świecie. Tymczasem liczba o której pisałem – te smutne, przykre, cholerne TRZY TYSIĄCE – jest szokująca, ponieważ pokazuje, że zjawisko zaginięć ma charakter niemalże hurtowy.

W dobie wszechobecnego internetu, kamer porozmieszczanych na ulicach, telefonów, które można namierzać i miliona innych gadżetów ułatwiających życie coś takiego absolutnie nie powinno mieć miejsca.

Twoja starsza babcia z Alzheimerem zapodzieje się na ulicy? Rach ciach, uruchamiamy monitoring i „zguba” się znajduje.

Masz ładną córkę, którą być może wywieziono siłą do zagranicznego burdelu? No chyba, do kurwy nędzy, policja powinna czaić co dzieje się w twoim mieście i wiedzieć, że ewentualnie grasuje w nim jakaś szajka handlarzy ludźmi.

Zbuntowany nastoletni syn zwiewa z domu? Znasz człowieka, z którym obcowałeś całe życie, to raczej wiesz gdzie mógłby się udać. A jeśli nawet nie, jeżeli mieszkaliście pod jednym dachem jak dwoje obcych dla siebie ludzi, to on jest – na miłość boską – tylko dzieciakiem, a nie Michaelem Scofieldem z „Prison Breaka”, jego plan ucieczki nie może być jakoś wybitnie skomplikowany.

Generalnie tak to widzę w teorii. Niestety, gdybanie jedno, a życie – drugie.

Setki matek, ojców, mężów, żon, braci i sióstr opłakują swoich bliskich dzień w dzień, od lat. Przy tym irracjonalnie czekają, że a nóż widelec pewnego pięknego dnia TEN KTOŚ zapuka do ich drzwi i powie: Hello, wróciłem.

Dbają więc o pokój zaginionego, jak o ukochane buty, czyszcząc go regularnie i nie zmieniając w wystroju niczego. Piękne i smutne zarazem. Głównie smutne, bo cierpienie tych ludzi trwać będzie wiecznie, ponieważ ludzkość nie znalazła sposobu na odnajdowanie 100 % tych, których nagle zabrakło i na znaczne ograniczenie zaginięć. I nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie miało się to zmienić, niestety…

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑