Ludzie, zacznijcie wreszcie mówić tak, żeby inni was rozumieli

Opublikowano Marzec 24, 2014 | przez Dżordż

niewyraznie

Po jakiemu oni do cholery mówią? Po holendersku? A może to duński? Tak, chyba tak, strasznie bełkoczą, więc na pewno posługują się językiem Hamleta.

Te myśli chodziły mi po głowie dzisiaj w warszawskim tramwaju. Naprzeciwko mnie stała para 20-latków, która pomiędzy kolejnymi całuskami coś tam do siebie gadała. Zaciekawiony nietypowym językiem jakiego używają, zacząłem się zastanawiać skąd są. Jakaż była moja konsternacja, gdy po dziesięciu minutach okazało się, że to… Polacy, którzy po prostu mówią niewyraźnie. BARDZO niewyraźnie.

Niestety, ci młodzi ludzie nie byli wyjątkami od reguły, która brzmi wyjątkowo smutno: Polak bełkocze. Bełkocze nie tylko kiedy jest nawalony, ale również wtedy, gdy nie ma w sobie ani grama alkoholu. Bełkocze w każdej sytuacji – w dzisiejszych czasach trudno zrozumieć 50% naszych rodaków.

Człowiek odpala radio, żeby posłuchać ciekawostek ze świata i chuj, spiker zżera co czwarte słowo. Włączasz telewizję, by obejrzeć wiadomości i niestety często za cholerę nie możesz rozszyfrować, o co chodziło reporterowi robiącemu wejście na żywo.

Nie lepiej bywa w teatrach czy kinach, gdy grają w nich polskie filmy. Gdyby od egzaminu z dykcji zależało wydawanie prawa do gry aktorom, 90% z nich zostałaby bez zawodu. Podobnie byłoby np. z taksówkarzami.

Wsiadam ostatnio do taryfy i mówię facetowi:

– Na Domaniewską.

– Gjkewjlkeeeml.

– E?

-Jjksjksjkss.

W pierwszej chwili myślałem, że trafiłem na jakiegoś Turka, ale niestety nie, to był mój rodak. Marian Jakiśtam, jak głosił napis na licencji.

Zabawne rzeczy dzieją się też w spożywczych. Ostatnio pięć osób czekało z zakupami przy kasie, ponieważ ekspedientka nie wiedziała o co chodzi klientce.

– Kmkdsmksks?

– Słucham?

– Skdkdkddd?

– Nie, nie mamy coca-coli.

Okazało się, że laska jednak o nią nie pytała. Chodziło jej o co innego: „czy są Snickersy?”!!!

Ludzie, weźcie się za siebie, naprawdę. Nie każdy musi mieć dykcję Marka Niedźwieckiego, ponieważ nie każdy zarabia głosem, ale – do cholery – każdy z nas jednak wydala z siebie określoną liczbę zdań w ciągu dnia. Dobrze byłoby gdyby więcej niż 50% naszych wypowiedzi było zrozumianych przez ludzkość.

Ja wiem, że teraz człowiek używa języka mówionego w mniejszym stopniu niż kiedyś, obecnie wystarczy porozumiewać się ze znajomymi na fejsie i przez SMS-ki, żeby załatwić wiele spraw, ale jednak wszystkiego nie zrobimy za pomocą komunikatorów. A skoro tak, warto popracować nad dykcją. Choćby poprzez czytanie na głos przez dziesięć minut gazety czy jakichś pierdół z Internetu. To tak mało czasu, a dzięki tej regularności możemy zyskać tak wiele = kontakt z drugim człowiekiem, który WRESZCIE zrozumie o co nam chodzi.

Jeśli już jesteśmy przy dykcji, warto przytoczyć anegdotę ze Szkoły Aktorskiej Machulskich do której chodziłem tuż po maturze: wymagająca nauczycielka dykcji kazała nam powtarzać w bardzo szybkim tempie „pta, tpa, pte, tpe, pty, tpy; pka, kpa, pke, kpe, pky, kpy”. Większość radziła sobie z tym ćwiczeniem jak cię mogę, tylko jeden kolega kompletnie odstawał. Nie był w stanie zrobić tego ćwiczenia w  całości choćby raz, więc wściekła pedagog spytała z irytacją:

– Czy ty gamoniu jesteś w stanie powiedzieć cokolwiek WY RA ŹNIE?

– Tak. PO PIEŚĆ PTA KA!!!

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑