Ludzkie zwłoki jako tratwa i scyzoryk. Tak, w tym filmie występuje Radcliffe

Opublikowano Luty 1, 2016 | przez Gofrey

Trzymajcie się mocno, zapnijcie pasy, na wszelki wypadek odłóżcie kubek z kawą. Nie zamierzamy was długo trzymać w niepewności, w tym wypadku lepiej zacisnąć zęby i od razu wyłożyć wszystkie karty na stół. Otóż: za moment na ekranach kin pojawi się film z Danielem Radcliffem, w którym „Harry Potter” zagra… zwłoki. Zwłoki, które pierdzą. Zwłoki, które pierdząc stają się tratwą ratunkową dla rozbitka na bezludnej wyspie.

Brzmi niecodziennie, ale naprawdę, ktoś na to wpadł, ktoś to napisał, ktoś inny zdołał namówić do udziału w tej grotesce Daniela Radcliffe’a. Groteska nie oznacza wcale, że jakoś głęboko gardzimy twórcami filmu, wręcz przeciwnie. Wydaje się, że ktoś w bardzo brutalny sposób zapragnął wbić szpilkę w napompowany balon z przeintelektualizowanym kinem.

Mamy więc samotnika – człowiek na bezludnej wyspie, który właśnie przygotowuje się do samobójstwa. Mamy tragedię – w końcu do wyspy dopływa trup. No a dalej jest już czysty chaos, okazuje się, że trup wydziela gazy, które mogą napędzać w sposób podobny do motorówki, okazuje się, że trup może służyć do filtrowania wody, ba, jego penis może pełnić rolę kompasu. Nie no, im dłużej czytamy o tym filmie, tym bardziej wydaje nam się, że scenariusz powstał na zjeździe miłośników LSD, i to już po wieczorku zapoznawczym jego uczestników. W każdym razie – we wszystkich recenzjach krytyków filmowych, którzy widzieli film na festiwalu Sundance, przejawia się przede wszystkim ciekawość.

Film nie jest żadną parodią ani pastiszem. Twórcy określają go jako „fart drama”. Skoro nie jest parodią – skąd tu tyle pierdzenia i tak absurdalnych pomysłów? Jak uda się połączyć ckliwe momenty zwątpienia podróżników i takie chore pomysły jak używanie zwłok jako łódki? W ogóle używanie zwłok jak scyzoryka, o czym mówi tytuł filmu? Ciekawość. Ile zniesie publika, czy kupi wizję tak upiornie groteskową, czy kupi tak odjechany komediodramat?

Cytowany przez portal „Nerdist” Daniel Scheinert, jeden z twórców, przekonywał, że to historia o tym jak niedoszły samobójca musi przekonać zwłoki, że warto żyć. Gdy już oswoimy się z tym, że rozbitek z bezludnej wyspy porusza się na zwłokorówce (to chyba dobre przekształcenie słowa motorówka?), całość zamienia się bowiem w serię monologów o życiu. Czyli wracamy do ambitnego projektu z wielkimi tezami o samotności i tak dalej.

Sami nie możemy się doczekać. Jak czytamy – momentami ma być naprawdę śmiesznie, naprawdę melancholijnie i naprawdę wzniośle. Poza tym jednak – z całą pewnością będzie niesmacznie, głupawo i bez większego sensu. Jak to wszystko uda się złączyć, w dodatku ze wsparciem Harry’ego Pottera? Rany, ostatni raz tak skonfundowani byliśmy, gdy oglądaliśmy japońskie talent-show. Ale czekamy niecierpliwie…

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑