Lulu, czyli nadchodzi kres polskich podrywaczy

Opublikowano Listopad 26, 2013 | przez ZP

lulu-app

 

Panowie, mamy przejebane. Na świecie coraz większą karierę robi aplikacja „Lulu”, która jest w stanie zmiażdżyć każdego z nas, nawet (a może w szczególności) największego lovelasa. Dzień, w którym stanie się popularna w Polsce, może być ostatnim dniem dobrej, podrywowej passy dla wielu mężczyzn w tym kraju.

Twój członek nie jest zbyt imponujących rozmiarów? Lubisz obiecywać lasce gruszki na wierzbie, a potem znikać po pierwszym seksie? Masz fatalny zwyczaj dłubania w nosie podczas romantycznej kolacji? Śmierdzą ci stopy?

Te i wiele innych spraw dotychczas dawało się ukryć przed światem. Wiadomo, na fejsie można szybko skasować nieprzychylny komentarz, a także zablokować możliwość wpisywania czegokolwiek na swoim wallu. Potrafimy też pogmerać w ustawieniach tak, że nasi znajomi nie widzą się nawzajem. Generalnie – Facebook to przyjaciel niestałego w uczuciach fircyka w zalotach. Lulu natomiast to jego najgorszy wróg, zresztą powiązany z fejsem, który w tym momencie sporo stracił w moich oczach.

To ustrojstwo, z którego mogą korzystać TYLKO panie, działa tak: po pierwszym zalogowaniu się przez daną dziewczynę aplikacja pobiera wszystkich jej znajomych mężczyzn z FB. No i zaczyna się krwawa jatka – laska może ich oceniać w dziesięciostopniowej skali, a także za pomocą legendarnych już hashtagów. Robi to anonimowo, więc nawet jak dopierdoli ci po całości, a ty masz dostęp do Lulu np. dzięki najlepszej przyjaciółce lub siostrze, to i tak nie dowiesz się od kogo przyjąłeś nokautujący cios.

Dodam, że każda babka ma prawo wystawiać noty kolesiom nie tylko z grona swoich znajomych, ale generalnie wszystkim, którzy dostępni są w bazie danych aplikacji. To w sumie kiepskie rozwiązanie, bo jakiś Don z Kanady czy Siergiej z Moskwy może zostać zmiażdżony przez Marit z Norwegii tylko dla beki albo ponieważ nie spodobał jej się jego wyraz twarzy.

Jeśli jesteś monogamicznym, pozytywnie nastawionym do koleżanek z pracy chrześcijaninem, który kocha pieski, różowy kolor, niedzielne obiadki u teściowej i aktywność fizyczną, nie musisz się bać Lulu. Tylko, do kurwy nędzy, ilu z nas tak żyje, panowie?! 0,5%? Pewnie coś koło tego.

Cała reszta powinna zacząć odmawiać zdrowaśki w nadziei, że do tej aplikacji nie dobierze się jakaś zraniona eks, wydymana na raz koleżanka z pracy czy rówieśniczka, której daliśmy kosza na licealnym zjeździe, bo od czasów chodzenia do jednej klasy przytyła o jakieś pół tony. Ewentualnie możemy po prostu skasować fejsbuka, narażając się z jednej strony na ominięcie wielu ciekawych kulturalno-społecznych wydarzeń, ale z drugiej ratując resztki swojej i tak już nadwątlonej reputacji.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑