Mad Max wraca, i to z pompą. Wreszcie Hollywood zrobiło film z jajami

Opublikowano Czerwiec 6, 2015 | przez lucky bastard

Mad-Max-Fury-Road-3. czo+éo

Żyjemy w czasach, w których producenci filmowi najchętniej dają zielone światło projektom wtórnym i wykastrowanym. Zgniłe, ale intratne kompromisy, byleby tylko obraz został dopuszczony do niższej kategorii wiekowej (PG-13), są na porządku dziennym. Dlatego „Mad Max: Na drodze gniewu” był dla nas jak chluśnięcie lodowatej wody w upalny dzień. Ożywczy, stawiający na nogi seans. Oto jest film z jajami, idący po bandzie zgodnie z wytyczoną przez siebie wizją, wyrzucający do śmieci utarte hollywoodzkie schematy.

Co nam się najbardziej podobało? Po pierwsze, klimat. Po drugie klimat, po trzecie klimat, po czwarte i szóste też. Fachowo określa się to „worldbuildingiem” i trzeba przyznać, że zbudowany świat kładzie na łopatki. Otwierające sceny wprowadzające nas w realia upiornego, antyutopijnego państwa Cytadeli dosłownie wsysają w ekran. Chłoniesz wszystko – podział kastowy, zależności między grupami, całą machinę wykreowaną, by nieliczni mogli rządzić masami według swojego uznania. Jest to wyjątkowo dopracowana, spójna konstrukcja, przedstawiająca diabelnie fascynującą rzeczywistość.

To dopracowanie w równie wielkim – a może nawet większym – stopniu widać przy oprawie graficznej. Widać, że ludzie, którzy pracowali przy choćby modelowaniu aut, mieli do tego autentyczną pasję. Tak samo jest ze stylizacją postaci (Immortan Joe!) czy też miejsc w Cytadeli. Wielka praca, ale dająca owoce, bo nie tylko tworzy efektowne patrzydło, ale dzięki temu jeszcze bardziej zaczynasz wsiąkać w nastrój Mad Maxa.

immortan joe

Dawno nie widzieliśmy też filmu, który miałby tak udane sceny akcji. A szczerze powiemy, że najbardziej cenimy mocną fabułę, a nie tłuczenie się na ekranie, jednak tutaj wjechano na tak wysoki poziom, że nawet najwięksi oponenci filmowego mordobicia nie mogliby nie zacmokać z podziwem. Jest nieustanne napięcie, podwyższona adrenalina. Mad Max pędzi przez pustynię a my razem z nim, samemu czując to tempo, pęd. Jasne, zdarzają się takie sekwencje strzelanin czy bójek, gdy myślisz – nie no, przegięcie. To już się nie mogło udać, za bardzo nierealistyczne. Ale potem patrzysz na przegięty do granic model fury załadowanej głośnikami i grającym na gitarze kolesiem, po czym zdajesz sobie sprawę, że taka jest tu właśnie konwencja. To świadome wybory, a przekoloryzowanie jest częścią głębszego zamysłu.

mad max. akcja

Nie jest to film pozbawiony minusów. Główne postacie, Max i Furiosa, są poprawne i nic więcej. Nie mamy wrażenia, że były chociaż ciekawe – ot, przewijały się, służyły temu, by fabuła się toczyła, tyle. Ciekawiej było na drugim planie, wojak Nux to  interesująca jednostka mająca swoją własną dynamikę i historię, podobnie Immortan Joe, główny zły. Szkoda, że ci, z którym spędzamy najwięcej czasu, takiej charyzmy nie mają.

Mad Max dla fanów gatunku to obraz, do którego będą wracać wielokrotnie. To nie jeszcze jeden zapychacz czasu, ale coś bliżej tego, czym powinno być kino – seans ma być doświadczeniem. Pewnie dla niektórych okaże się zbyt brutalny, kogoś ta antyutopia odrzuci samym wszechobecnym złem. Ale sukces nowego Mad Maxa bezwzględnie jest czymś, za co warto wypić lampkę szampana – możliwe, że dzięki temu inne nowatorskie projekty będą miały nieco łatwiej o zielone światło.

Komentarze

Rola Toma Hardy'ego
Efekty specjalne
Dopracowanie detali
Ścieżka dźwiękowa

Podsumowanie: Dynamiczny, oryginalny, odważny. Film, który nie spodoba się wszystkim, ale który wszyscy powinni zobaczyć.

4.5


Ocena użytkowników: 3.8 (18 głosów)

Tagi: , ,



Back to Top ↑