Madonna królową muzycznej listy płac. Nie brakuje na niej niespodzianek

Opublikowano Listopad 20, 2013 | przez Dżordż

madonna

Może i jest coraz bardziej pomarszczona na twarzy. Coraz mniej ruchliwa na scenie. Coraz rzadziej zaskakująca wielkimi przebojami. Ale i tak nadal okupuje tron światowej muzyki, na co zapewne z zazdrością patrzą młode, wschodzące gwiazdki. Forbes opublikował właśnie listę najlepiej zarabiających artystów sceny za okres od czerwca 2012 do maja tego roku. Madonna znokautowała w nim konkurencję. W tym czasie zarobiła aż 125 mln dolców!

Co ciekawe na podium znalazł się też inny weteran świata muzyki, urodzony w 1962 roku Jon Bon Jovi. Popularny głównie w latach 80. i 90. Amerykanin zgarnął piękną sumkę – 79 mln zielonych. Nam zdawało się, że wielki świat raczej o nim zapomniał, może dlatego, iż w Polsce o tym gościu od dawna nie było specjalnie głośno. A tu proszę, zainkasował tylko o milion baksów mniej od Lady Gagi, srebrnej medalistki zestawienia. Inna sprawa, że ta sceniczna krejzolka pewnie wygrałaby całą zabawę, gdyby nie… kontuzja biodra przez którą musiała przerwać trasę koncertową. To sprawiło, że dała się wyprzedzić Madonnie, z którą de facto się nie lubi.

Z punktu widzenia polskiego fana muzyki musi zadziwiać wysoka pozycja niejakiego Toby’ego Keitha, u nas w kraju niemal nieznanego. To muzyk country, wyglądający jak młodsza, bardziej napakowana wersja Chucka Norrisa. Ten kolo wymiótł aż 64 mln dolców, niszcząc przy okazji dużo bardziej znanych w skali świata kozaków, jak choćby Seana “Diddy” Combsa. Ów ciemnoskóry lanser zajął 11. pozycję, najwyższą z całego światka rymowanych dźwięków. Czarne rytmy w zestawieniu reprezentują też m.in. Jay-Z (18.) i Dr. Dre (20.).

Na chwilę chciałem wrócić jeszcze do country, kojarzącego się u nas głównie z piknikiem w Mrągowie – otóż Keith nie jest jedynym przedstawicielem tej farmerskiej muzy na prestiżowej liście,  na której są jeszcze m.in. niejacy Kenny Chesney (9.) i Tim McGraw (24.). Aż zaczynam się zastanawiać, czy nie pieprznąć dotychczasowego życia w kąt, nie kupić kapelusza, gitary i biletu za wielką wodę. Coś tam umiem brzdąkać, mam niezły głos, to może mógłbym zarobić 100 razy więcej mamony niż pisząc teksty w Warszawie? Całkiem prawdopodobne. Za to pewne jest, że bardziej opłaca się być kowbojem niż DJ-em – Calvin Harris i Tiesto zostali zmasakrowani przez Keitha, zajęli odpowiednio trzynastą i 25. lokatę.

Na koniec smutna informacja dla rozdygotanych, nastoletnich fanek Justina Biebera. Dziewczynki, coś słabo się staracie, Wasz kanadyjski plejas zarobił tylko 58 baniek. Coś czujemy, że niebawem wpadnie w depresję i albo zapije się na śmierć drinkami (czyli dziabnie ze cztery, to takie chuchro, że nie przeżyje tej dawki), albo załamany swoim niepowodzeniem znów napisze jakąś smutną, gównianą piosenkę o miłości.

 

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑