Majówka, czyli kto żyw będzie tankować

Opublikowano Kwiecień 30, 2014 | przez ZP

7976309325ac39cdd6d68c446ac9a2cb

Trzydziesty dzień kwietnia 2014 roku dla większości z nas oznacza jedno: początek długiego, majowego weekendu. Koniec z wywołującym ból pleców siedzeniem przed klawiaturą, koniec ze słuchaniem mundrości szefa-zamordysty, koniec z plotkowaniem z kumplem przy automacie do kawy. Czas odpocząć. Jak? O tym poniżej…

Mógłbym napisać, że rodacy wykorzystają ten czas pożytecznie. Jedni nadrobią zaległości kinowe, inni książkowe, kolejni wreszcie znajdą chwilkę, żeby np. 2 maja wpaść do galerii handlowych i kupić sobie nowe, letnie ubrania. W tym miejscu mógłbym wymyślić jeszcze kilkanaście podobnych czynności, którym Polacy oddadzą się w ciągu kolejnych dni, ale tego nie zrobię. Dlaczego? Bo za dobrze znam nasz naród, żeby ulec ułudzie, iż majówka posłuży mu do współżycia z kulturą. OK, niektórzy na pewno z nią pospółkują, większość odda się jednak innej miłości, tej do procentów.

Otyli, samotni, dojrzali faceci będą walić kolejne browary z puszki oglądając przy okazji piłkę nożną, czasem zwalą też konia przed kompem. Ci młodsi, szczuplejsi, którymi może jeszcze zainteresować się jakaś dzierlatka, ruszą na podryw do klubu. A tam wiadomo – grane będą głównie drinki, choć nie w zabójczych liczbach, kieszeń mogłaby tego nie wytrzymać. Kolejną grupą korzystającą z wolnego będą kumple-bywalcy barów, którzy też pójdą w piwko, ewentualnie po kilku bro włączy im się mordercza w skutkach opcja pt. walimy czystą popijając ją jasnym pełnym.

Podczas majówki nie zabraknie też miłośników grilla. Skrzykną się w kilkanaście osób, pojadą za miasto, a tam to dopiero będzie się działo! Kiełba, kurczak, ziemniak, karkówa i tak w kółko, do wyrzygania. Wymioty nastąpią jednak najpewniej nie z powodu przejedzenia, a przez to, że pokarm wejdzie w interakcję ze wszystkimi alkoholami, jakie tylko możecie sobie wyobrazić.

Stara prawda mówi bowiem jedno: król grilla jest też królem procentowego zaopatrzenia. W związku z tym mam pod ręką wszystko: od wina, przez wódkę, po martini, piwo, łychę albo nawet i cydr. Takiego wieloboju nie sposób przetrzymać, dlatego też koło sympatyczni majówkowicze-grillowicze wyglądają po wszystkim tak, jak kolega na zdjęciu do tego tekstu.

Podczas sympatycznej majówki od procentów nie stronią wszyscy, nawet młode pary z dziećmi. To znaczy nie bójcie się, mamusia i tatuś nie dolewają do mleka maluchowi pięćdziesiątki na rozgrzanie, ale kiedy pociecha już smacznie zaśnie koło 21, rozpoczyna się penetracja. Nie kobiety, a barku. Z opowieści znajomych wiem, że takowe małżeństwa najchętniej sięgają po wino, z reguły czerwone, przeważnie wytrawne. Nie stronią też jednak od mocnego martini, granego przeważnie wówczas, gdy pan chce zmiękczyć znudzoną życiem seksualnym w stałym związku połowicę, co by jednak tym razem nie powiedziała „nie” na propozycję stosunku.

Alkoholowe szaleństwo zapewne nie ominie też wdów i gimnazjalistów. Ci drudzy zaorają się Żubrówką na domówkach, na których dostanie się do łazienki będzie jeszcze trudniejsze niż kupienie biletu na finał piłkarskich mistrzostw świata. Starsze panie natomiast wyciągną z czeluści szafki przygotowaną przez siebie nalewkę, ewentualnie zadowolą się słodkim likerkiem. Jedno lub drugie będą konsumować przy starych, efektownych albumach ze zdjęciami, wspominając przy okazji lata swojej świetności, kiedy to szacowny mąż był jeszcze po lepszej stronie Styksu.

Maraton zacznie się dziś, skończy koło piątej rano w niedzielę. Większość z nas wróci po nim do pracy w dramatycznym stanie, czyli takim, który pozwoliłby człowiekowi zagrać, bez charakteryzacji, w filmie „Noc żywych trupów”. Na szczęście nie musimy się wówczas obawiać szefa, z prostego powodu: zapewne będzie się czuł równie koszmarnie co my, toteż – żeby nie wyjść przed podwładnymi na pijaka i utracjusza – nie zechce opuszczać swojego przyjemnego, klimatyzowanego biura.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑