Mam ambitne plany wobec Baby Cambridge. Liczę, że już za rok zacznie je spełniać

Opublikowano Lipiec 23, 2013 | przez ZP

babyCam

W Wielkiej Brytanii nie było takiego szaleństwa odkąd Wayne Rooney zrobił sobie przeszczep włosów. Baby Cambridge jest na tej planecie niecałą dobę, a już stało się popularniejsze w skali świata niż bracia Baldwinowie. W swoich pierwszych godzinach na ziemi tak hołubione to nie było nawet dzieciątko Jezus.

„The Sun” zmienił dziś nazwę na „The Son”. Od wczoraj każda angielska gwiazda obowiązkowo musiała zatwittować na temat syna Kate Middleton i księcia Williama. Każda telewizja wysłała pod szpital, w którym malec przyszedł na świat, przynajmniej jednego reportera. Na okoliczność narodzin Baby Cambridge przed kamerami przepytywani są dosłownie wszyscy: od szalonych przechodniów, ubranych od stóp do głów w brytyjskie barwy, po… pielęgniarki, które pracowały kiedyś z lekarzami, przyjmującymi poród. Medialne wariactwo wskoczyło właśnie na nowy poziom.

Obserwuję je co prawda z chłodnym, warszawskim dystansem, ale nie przeczę, że też sporo obiecuję sobie po nowonarodzonym Brytyjczyku, o czym za chwilę. Irytuje mnie ten dziwaczny przydomek szkraba, pozwólcie więc, że od tej pory będę go zwał naprzemiennie James albo George – bukmacherzy obstawiają, że następca tronu ma największe szanse, by zaszczyć jedno z tych dwóch imion swoją osobą.

Zanim jednak boy George zostanie królem Jerzym, minie jakieś pół wieku. Pierwszeństwo do tronu mają bowiem jego tata, oraz szacowny dziadek Karol, przygotowujący się do objęcia stanowiska dłużej niż sam sir Alex Ferguson do odejścia z Manchesteru United. Tak więc nasz młodzieniec będzie musiał jakoś zagospodarować te 50 lat, co by się nie zanudzić na śmierć zanim przyjdzie jego chwila prawdy. I tu wracamy do tematu moich wielkich oczekiwań wobec Jamesa.

Przede wszystkim: liczę, że zacznie mówić płynnie po angielsku, z pięknym, oksfordzkim akcentem koło pierwszego roku życia. Mam nadzieję, że dwa lata później objawi się w nim taki tenisowy talent, który przyćmi nawet Andy’ego Murray’a, w związku z czym nasz George wygra Wimbledon przynajmniej trzykrotnie jeszcze przed ukończeniem dwudziestu lat. Ufam, że w tym wieku, znużony permanentnymi sukcesami na korcie, spróbuje kariery aktorskiej.

Udawanie ma w genach – w końcu jego dziadek przez lata kręcił, że nic nie łączy go z księżną Kamilą – więc i w tej branży wróżę młodzieniaszkowi same sukcesy. Generalnie to przed trzydziestką powinien mieć na koncie przynajmniej jednego Oscara, co sprawi, że poczuje się artystą spełnionym i poszuka innych wrażen. Realnych. Wierzę, że nasz James postanowi być takim troszkę Bondem i pójść za głosem uncle Harry’ego, który namówi go, aby został żołnierzem. Nie wiem, gdzie w 2044 będą walczyć Brytole i czy ciągle będzie to Afganistan, tak czy siak młodemu nie powinno zabraknąć okazji, żeby się wykazać. Jeśli w tym czasie jakimś cudem wyspiarze nie będą jednak zaangażowani w żadną wojnę, ostatecznie będzie go można wysłać na paintball, ale bez opcji noszenia masek na twarzach, co by przygoda nie była nudnawa.

Dekada w mundurze powinna dobrze zrobić naszemu bohaterowi. Smagana słońcem i piachem twarz nabierze męskich rys, blizny nadadzą mu wiarygodności – w końcu wszyscy poddani lubili odważnych władców, którzy na wojenkach nie odstawiali miecza i cięli nim przeciwników aż szły wióry przy okazji samemu czasem obrywając.

Między 40. a 50. rokiem życia Jerzyk powinien… nie robić nic. Czytaj musi siedzieć w Londynie, wikłać się w romanse z damami dworu, konfabulować z ministrami, premierami i innymi politykami. To tak zwane przygotowanie do życia w rodzinie. Królewskiej, a czasem i kurewskiej. Dziesięć lat powinno mu wystarczyć, żeby ogarnąć co i jak, no a potem można miłościwie panować w najlepsze.

Zdaję sobie sprawę, że moje plany wobec George’a są naprawdę ambitne. Ale czy przesadzone? W końcu mówimy tu o naprawdę wyjątkowym dziecku, toteż mam prawo od niego wymagać, szczególnie, że cudów nie oczekuję, inaczej niż Brytole. Mam wrażenie, że wielu z nich wierzy, że nasz malec, zamiast głównie srać w pieluchy w te wakacje, nauczy się do końca sierpnia przynajmniej chodzić po wodzie. To się nie zdarzy. Hm, w zasadzie to nic z tego tekstu może się nie spełnić, jeśli James okaże się np. czarny. Albo rudy. Mam takie nieśmiałe przypuszczenia, w końcu z jakiegoś powodu Kate i William jeszcze nie pokazali go światu…

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑