Mam wyj…ne, ale czy będzie mi dane?

Opublikowano Maj 27, 2013 | przez ZP

egoista

 

„Newsweek” dał okładkę z tytułem „Zajebiści egoiści”. W środku gazety mamy odnoszący się do niej tekst o tym, że cała masa ludzi z pokolenia współczesnych dwudziesto i trzydziestolatków ma w dupie wiele poważnych wartości i żyje tylko w jednym celu – by było im dobrze. Chciałbym nie zgodzić się z tą tezą, ale nie mogę, ponieważ… sam należę do opisanego grona.

Moja chrześnica miała ostatnio komunię. Nie pojechałem na to ważne dla tego uroczego dzieciaka wydarzenie. Po pierwsze dlatego, że nie chciało mi się wlec 100 km w jedną stronę, żeby wpaść do kościoła, a potem zjeść kotleta z rodziną. A po drugie stwierdziłem, że nie mam ochoty kupować jej wyczesanego prezentu, wolę zostawić tę kasę dla siebie, na imprezy, ciuchy, kolacje z dupami i tego typu sprawy.

Straszne? Oczywiście. Jestem beznadziejny? Jasne, że tak.

Wiem o tym, ale nic z tym nie robię. Dekadę temu uśmierciłem w sobie romatyka marzącego o wielkiej miłości i o pomaganiu bliźnim. I to nie dlatego, że ktoś mnie specjalnie mocno skrzywdził – np. złapałem narzeczoną na zdradzie z gorącym Hiszpanem. Nie, po prostu na pewnym etapie życia uznałem, że generalnie to wygodniej jest żyć nie z kimś czy dla kogoś, ale dla siebie.

I dlatego jeśli jestem z kimś w związku nie lubię się zbytnio poświęcać dla tej osoby. Jestem żywym zaprzeczeniem teorii, że uczucie polega na zaspokajaniu w pierwszej kolejności potrzeb swojej połówki. Ja skupiam się głównie na tym, żeby to mi było dobrze. Uprawiam seks lub idę na kolację z dziewczyną nie wtedy, kiedy ona ma na to ochotę, a tylko i wyłącznie w sytuacji, w której sam czuję taką potrzebę. Mogę odnieść swojej połowicy buty do szewca czy wyprasować koszulę, ale na większy dowód zaangażowania mnie nie stać. Bo mi się nie chce. Tak po prostu.

Wiem, że to generalnie koszmarne, że żyjąc w ten sposób mogę skończyć jako samotny starzec bez rodziny, któremu nie ma kto podetrzeć dupy. Ale ta świadomość jakoś nie prowokuje mnie do wielkiej zmiany. Dlaczego? Gdyż tak naprawdę to prowadzę wygodne życie. Bez stykania się na co dzień z poważnymi wartościami, typu kościół i rodzina, ale co za tym idzie także bez wielkich zobowiązań w postaci np. żony czy dzieci.

Czasem, gdy wracam do pustego domu, to owszem, czuję się samotny, ale od czego są książki, facebook, amerykańskie seriale, którymi jesteśmy zalewani jak Normandia aliantami, od czego możliwość pójścia na kawę z równie egoistyczną kumpelą, którą można przy okazji bzyknąć?

Ktoś powie, że jestem strasznie pusty – to bardzo możliwe. Choć wydaje mi się, że gdybym taki był to totalnie nie zdawałbym sobie sprawy z tego, jaką egzystencję prowadzę. Ja natomiast mam świadomość drogi, którą idę. Nie wiem tylko, czy pod jej koniec nie uznam, że była chujowa i na pewnym etapie życia trzeba było jednak skręcić w inną stronę. Może tak być, nie zaprzeczam.

Jestem zdania, że to czasy w jakich żyjemy kształtują nas na takich, a nie innych ludzi. Czytam, że kiedyś Polacy prezentowali wyższe wartości: wierzyli w Boga, w siłę rodziny, bili się o niepodległości oddając zań najcenniejszy dar = własne życie. Zewsząd słyszę, że to byli bohaterowie. Zgoda.

Zastanawia mnie tylko, jak ci ludzie odnaleźliby się w XXI wieku? Czy gdyby żołnierze walczący brawurowo podczas II wojny światowej zostali poczęci w wolnej Polsce, gdyby mogli kupować dobre ciuchy, pić na umór w klubach, podrywać dziesiątki dziewczyn, to byliby w wieku lat 30 równie wielkimi patriotami, wyznającymi poważne wartości? Śmiem wątpić.

I na odwrót: jeśli przyszedłbym na świat w 1910 roku, zapewne po trzydziestce byłbym innym człowiekiem niż teraz. Poważniejszym, odpowiedzialniejszym, potrafiącym poświęcić się dla kraju, a kto wie, może nawet przelać za niego krew.

Jednak jakaś siła wyższa sprawiła, że urodziłem się w 1983 roku, a nie 73 lata wcześniej. Nic z tym nie zrobię, więc pozostaje mi żyć po swojemu i liczyć, że gdzieś koło 2050 stwierdzę, cytując Edith Piaf, że „nie żałuję niczego”. Ciekaw jestem tylko, czy jeśli w ogóle wypowiem te słowa to uczynię to w pustym mieszkaniu, sam do siebie, czy też w domu pełnym ciepła i miłości, do zapatrzonych w dziadzię wnuków…

 

foto: www.kwejk.pl

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑