Mario, Tanki, Contra. Najlepsze gry na NES-a

Opublikowano Lipiec 10, 2015 | przez Gofrey

Contra_-_1988_-_Konami

Pegasus, NES, „gra telewizyjna”, czy po prostu: „gra”. Jakkolwiek to nazwać – zeżarło nam sporą część dzieciństwa. Pamiętacie jeszcze te godziny zarwane nad kilkoma pikselami symbolizującymi czołg? Albo frustrację, gdy w planszy 8-4 traciliście wszystkie życia? A może gustowaliście w tej „rozpryskowej” broni, która pozwalała jakoś przeżyć dwóm komandosom uwięzionym na pewnej wyspie? Rany, ile wspomnień wiąże się z tą prostą konstrukcją – pierwszą konsolą, na której przyszło nam grać. Do dziś pamiętamy tytuły. Które przypominamy i wam.

CONTRA

Rambo, Arnold Schwarzenegger i G.I. Joe w jednym. Umięśniony i doskonale wytrenowany wojownik (albo duet wojowników) na tajemniczej wyspie. Ich dwóch kontra setki, jeśli nie tysiące. Kogo? Właściwie nikt nie wie, jacyś terroryści, może kosmici. W każdym razie jest ich mnóstwo, a każdy czeka na szybką śmierć z ręki głównych bohaterów. Kilka rodzajów broni (strzelające prosto, po skosie, w różnych kierunkach), malownicze tła, zaskakujące zwroty akcji, szczególnie gdy kamera zmieniała perspektywę na pseudo-3D.

Do tego obłędny poziom trudności, setki bluzgów pod nosem oraz niesamowita zabawa przez długie, długie godziny. No i kapitalny obrazek, gdy gra się kończyła. Chociaż… Nie pamiętamy, czy kiedykolwiek udało nam się osobiście dojść do wyczekiwanych napisów końcowych.

 

MARIO

Kolejna gra oparta na przesuwaniu pionka w prawą stronę, dopóki nie skończy się plansza. Tym razem jednak zamiast komandosa mamy sympatycznego hydraulika, który musi uratować księżniczkę. Zresztą, po co my to piszemy? Zapewne każdy z was zna nie tylko Mario, ale i miejsca, w których można było skrótem przejść z planszy 2-1 do 4-1, a potem i do 8-1. Monety, gwiazdki, grzybki. I to ryjące banię: „tu tu tu tuuu tuuu tyyy tu!”.

 

GOAL

To właśnie ta gra nauczyła nas podstaw piłki nożnej. Absolutny elementarz – jeśli będziesz zbyt długo stał w błocie, zatoniesz. Jeśli będziesz biegał po kałużach podczas burzy – może trafić cię piorun. Jeśli odpowiednio mocno kopniesz piłkę – ta zamieni się w rybę/banana/gwiazdkę i wystrzeli bramkarza na kilka metrów w górę. Wiecie, normalne piłkarskie rzeczy.

Do tego ujmująca ścieżka dźwiękowa, znakomite oddanie zróżnicowania rasowego między kolejnymi drużynami oraz główny bohater – Kunio – który stał się naszym „mini-Tsubasą” na grze telewizyjnej.

 

SOCCER

Kolejna gra piłkarska, choć ta już nieco poważniejsza. Ujęła nas bramkarzem w kaszkiecie. I fenomenalnie odwzorowanymi cheerleaderkami.

 

DUCK HUNT

Wjeżdżamy tym samym w tereny nieco bogatszych dzieciaków z dzielnicy, które miały u siebie w domu nie tylko NES-a, nie tylko sterty cartridge’y (tak nazywaliśmy te kasetki, na których znajdowały się gry), ale i profesjonalne pistolety do gier opartych na strzelaniu. Najbardziej utkwiła nam w pamięci Duck Hunt, ten sympatyczny piesek wyskakujący z kolejnymi zestrzelonymi kaczkami i całe hektolitry czystego ubawu, gdy machaliśmy pistoletami przed telewizorem.

Do dziś nie mamy pojęcia jak to gówno działało.

 

http://images.mentalfloss.com/sites/default/files/styles/article_640x430/public/nintendo-zapper_7.jpg

BOMBERMAN

Rozgrywka prosta jak konstrukcja tej całej gry wideo i grafika większości z tych gier. Podkładasz bomby. Te wybuchają, zabijając śmieszne duszki pragnące cię pożreć. Możesz nimi burzyć mury, ale i popełnić nie do końca pożądane samobójstwo. Czyścisz całą planszę, przechodzisz do następnej. Jak przez mgłę pamiętamy, że chyba można było tutaj dodać element rywalizacji, ale głowy sobie za to uciąć nie dajemy. Aha, wieść gminna (miejska legenda?) głosi, że 12-letnia dziewczyna z Tajlandii nie mogąc dotrzeć do końca gry odebrała sobie życie.

 

MICROMACHINES

Prawdziwy odlot. Wyścigi jak każde inne, ale… w wielokrotnym pomniejszeniu! Nasze wehikuły będą więc śmigać między solniczkami, mini-motorówki wyminą się z pianą w wannie i talerzami w zlewie, a trasę wyścigówkom na kolorowej ceracie wyznaczą rozsypane płatki śniadaniowe. Swoją drogą, wybór kierowców też był znakomity.

 

PACMAN

Legenda. Po czasie stał się symbolem pewnej generacji, wylądował na koszulkach, czapkach i bluzach, a dla wielu, szczególnie w Ameryce, stanowi najbardziej wyrazisty znak tego, co minęło.

 

TANKI

Nigdy wcześniej i – oby – nigdy później nasze pokolenie nie broniło tak zaciekle znaku Orła. Czołg zapieprzający po kwadratowej planszy broniący swojej twierdzy przed innymi czołgami. Kursk, Stalingrad i inne się chowają, gdy na scenę wjeżdża zbiór pikseli imitujący dywizje pancerne. To, co nas ujmowało, to wyjątkowa prostota rozgrywki przy jednoczesnym potężnym ładunku emocji, gdy „orzełek” był atakowany ze wszystkich stron. Uczuć towarzyszących bohaterskiej obronie nie da się oddać słowami.

To trzeba przeżyć.

TETRIS

Niekwestionowany król gier na NES-a. Jedyny powód, dla którego konsolę zabierały nam nasze matki, jedyny powód, dla którego na niektórych cartridge’ach znajdowało się 999 gier. W tym 993 wersje Tetrisa. Ile tych klocków przerzuciliśmy – nie podejmujemy się liczenia.

 

Komentarze


Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑