Masz ochotę na wieczór pełen śmiechu? To włącz ten film

Opublikowano Maj 20, 2013 | przez Dżordż

dajenamrok

Kiedy czytam, że producenci „Notting Hill” i „Love Actually” zrobili nowy film, to oczekuję takiego pierdolnięcia, jakbym stał na koncercie AC/DC w pierwszym rzędzie. Liczę na to, że w trakcie oglądania wyrzuci mnie z kapci. Że będę śmiał się tak często i intensywnie, iż spalę przez półtorej godziny więcej kalorii niż gdybym w tym czasie biegał.

Nat i Josh wzięli ślub po nieco ponad półrocznej znajomości. Błąd. Wiadomo: po tak krótkim czasie człowiek nie dostrzega wad swojego partnera, więc nie powinien się z nim wiązać na stałe.

Kobieta nie widzi tego, że ON wiecznie miga się od wynoszenia śmieci i rzuca skarpetki gdzie popadnie, w efekcie czego na środku salonu powstaje góra wielkości Gubałówki. Mężczyzna nie zwraca uwagi na to, że ONA bywa równie zasadnicza co królowa Elżbieta II podczas oficjalnego obiadu. Te cholerne, różowe okulary, przyspawane do naszych oczu zupełnie odrealniają świat.

Do czasu.

Po ślubie spadają z nosa, i to bardzo szybko. A wtedy… no właśnie tego wam nie opiszę. Zobaczcie sami.

„Daję nam rok” to nie jest tak wybitna romantyczna komedia, jak klasyki wspomniane we wstępie. Dialogi z tego filmu nie będą cytowane przez ludzi na całym świecie w ciągu najbliższych dziesięciu lat, jak to było w przypadku rozmów Julii Roberts z Hugh Grantem. Ścieżka dźwiękowa nie sprzeda się w milionach egzemplarzy. Ale to nic, i tak warto go obejrzeć.

„I Give It a Year” spełnił  moje oczekiwania gdzieś tak w 80 procentach. Podczas oglądania tego filmu parokrotnie oplułem się ze śmiechu drinkiem. Kilka razy zdarzyło mi się też przyklasnąć w dłonie z wrażenia nad talentem scenarzysty: parę tekstów jest tu po prostu mistrzowskich.

Doskonale dobrani są też aktorzy odtwarzający role głównych bohaterów. Producenci postawili na sprawdzone rozwiązanie – zatrudnili dwie  gwiazdy popularnych w ostatnich latach seriali: „The Mentalist” (Simon Baker) oraz „Damages” (Rose Byrne). Masowe, na szczęście, nie równa się w tym przypadku chujowe.

Baker pozuje na ekranie na uroczego intelektualistę, a Byrne… ech, można stracić dla niej głowę. W moim prywatnym rankingu dziesięciu ulubionych aktorek Australijka zajmuje wysokie miejsce. Jest nieco za szczupła, ale poza tym ma na ekranie wszystko to, czego wymagam od prawdziwej gwiazdy: klasę, szyk, elegancję, dowcip no i, co nie jest bez znaczenia, talent. Aż chce się fantazjować na temat romansu z nią, szczególnie, że ma 168cm wzrostu, dokładnie tyle, ile miały najbardziej wyuzdane kobiety, jakie w życiu poznałem.

Uroku temu filmowi dodają też trafnie dobrane postacie drugoplanowe. Naomi, siostra Nat, bez przerwy psioczy na swojego męża-lekarza, nie mogąc przeżyć, że związała się z kimś, kogo znakiem rozpoznawczym nie są udane operacje, ratujące ludziom życie, a… dłubanie w uchu i wydawanie z siebie dźwięków świniopodobnych. A Danny, przyjaciel Josha, to przegrany erotoman-gawędziarz, któremu wszystko, nawet szparagi, kojarzy się z seksem. Wobec czego jego przemówienie na weselu jest tak katastrofalne, że widz… krztusi się ze śmiechu.

Komentarze

Seksapil Rose Byrne
Bohaterzy drugoplanowi
USA kontra Wlk. Brytania
Angielski humor

Podsumowanie: Związki bywają skomplikowane i tragikomiczne. Ten film idealnie to pokazuje.

4.5


Ocena użytkowników: 3.1 (6 głosów)

Tagi: , , , ,



Back to Top ↑