Medium mocno lirycznie, świetnie muzycznie i przeraźliwie krótko

Opublikowano Sierpień 16, 2013 | przez Gofrey

rapp

Jakiś czas temu wrzucaliśmy klip promujący nową płytę Mediuma, kieleckiego rapera, który – choć nigdy o to przesadnie nie zabiegał – dziś ma łatkę wyjątkowo kontrowersyjnego. W ramach przypomnienia – kontrowersje wokół jego osoby nie dotyczą skandali i spektakularnych wpadek charakterystycznych dla zaćpanych artystów, ale… wiary.

Dogłębnej, niemal fanatycznej wiary, którą Medium manifestuje na wszystkie sposoby, m.in. wypuszczając 44-minutowy film, w którym objaśnia w jaki sposób przeżył objawienie. Duża część środowiska była blisko wykreślenia go z subskrypcji youtube’owych (w tym otoczeniu to rodzaj najwyższej kary, podobny do ekskomuniki w Kościele Katolickim), ale wówczas Medium zaskoczył wszystkich: fanów, krytyków, nienawistników, ekspertów ze środowiska i innych muzyków.

Skonstruował piętnastominutowe nagranie wideo, które w mistrzowski sposób łączyło funkcję promomixu z kawałem solidnej pracy aktorskiej. Medium w różnych wcieleniach grasował po teatrze, odgrywając w swoim filmie rolę kowala w kuźni, kataryniarza (de facto raczej akordeonisty) na miejskim rynku, czy… pandy trenującej sztuki walki.

Wszystko naturalnie pod melodię swoich nagrań, których lwią część można było poznać na długo przed zakupem płyty. Poziom muzyczny rozłożył z miejsca na łopatki dużą część dotychczasowych krytyków, poruszana tematyka nie odstraszyła tych, którzy wcześniej przewidywali ostro indoktrynującą i przesyconą wyznaniami wiary płytę, a mistrzowskie i pomysłowe sprzedanie koncepcji albumu z miejsca postawiło „Egzegezę” na wysokich lokatach na listach najbardziej wyczekiwanych krążków.

Ważny niuans – album miał „otworzyć” wytwórnię Bozon Records założoną przez samego Mediuma i był dostępny wyłącznie poprzez sprzedaż internetową. Ważny niuans numer dwa – warstwa tekstowa powstała ponoć w nieco ponad szesnaście godzin. Ważny niuans numer trzy – autor bitów, Galus, wszystkie je wydał dużo wcześniej w formie winylu „Futura”, który w jakiś tajemniczy sposób trafił do Mediuma. Ten ostatni zanim jeszcze poinformował Galusa o swoich planach, miał już gotowe wszystkie teksty, właśnie pod bity z producenckiego albumu swojego świeżo upieczonego partnera.

Nieco mniej ważny niuans – do koperty z płytą Medium wrzucił nam obrazek Matki Boskiej Łaskawej Kieleckiej. Niezły początek przygody z albumem…

***
Tutaj przechodzimy już do recenzji właściwej. Zacząć trzeba trochę od końca, a mianowicie od… oprawy graficznej zmajstrowanej przez gościa o ksywce Sewer X. Każdy z dwunastu utworów na płycie jest zilustrowany obrazkiem w którym stałym elementem jest poruszający się na wietrze „dzyndzelek” (wybaczcie prymitywne słownictwo, już dawno powiędły nam kwiatki w pokojach, a w grządkach nie majstrowaliśmy od czasów boomu na facebookowy farmville, nie znamy profesjonalnej nazwy) od mniszka lekarskiego, ten sam, który gości na okładce.

ftXd04b

Klimatyczne, narysowane w typowy dla Sewer X’a, łączący klasykę z nowoczesnością sposób, no i idealnie wprowadzające w świat pełen symboli i metafor, kreowany od pierwszych sekund płyty przez Mediuma. Kilka z nich dostępnych jest zresztą w portfolio grafika na http://www.sewerx.com/egzegeza.

Po oprawie i grafice kolejny mocny punkt płyty – Galus, autor bitów, czy raczej autor utworów, które następnie zostały użyte jako podkład do tekstów rapowanych przez Medium. Pełen zakres tematyczny, wędrówka po świecie, epokach i gatunkach. Mamy więc ultra-optymistyczny, brzmiący nieco orientalnie i na maksa podróżniczy „Bangladeszcz”, ale również ostry, fabryczny, pobrzękujący metalem „Pasmarsz”. Jest funkowa „Psychodializa”, ale także przypominający kołysankę „Biliard”. Wszystkie bity wcześniej funkcjonowały „samodzielnie” na wspomnianej „Futurze”, więc w warstwie muzycznej nie ma choćby sekundy nudy. Co zresztą nie zawsze jest zaletą – na przykład przyspieszenie tempa w „Katarymiarzu” burzy w kiepskim stylu nastrój bocznej uliczki przy którymś z brukowanych rynków. Tak czy owak jednak – do bitów ciężko się przyczepić, wręcz przeciwnie, są mocną stroną płyty i aż szkoda, że Medium nie pokusił się o dołączenie do swojego krążka instrumentali w postaci galusowej „Futury”.

No i na koniec danie główne czyli wkład samego Mediuma w płytę. Składnik, który powinien zaważyć na ocenie całości, a który jednocześnie jest do ocenienia bardzo trudny. Z jednej strony wyrazisty głos, świetna dykcja i znakomite flow, z drugiej – momentami dość irytujące interpretacje bitu.

Z jednej strony liryczne, pełne metafor i przenośni teksty, z drugiej – zdecydowanie mniejsza czytelność, a momentami wręcz niebezpieczne balansowanie na granicy grafomanii. Nadal da się wyciągnąć z kolejnych zabaw słowem i znaczeniem sens oraz poglądy, ale próżno szukać na płycie tak ostrych, dosadnych i dosłownych wersów, jak choćby w kawałku „Rząd dusz” na ostatniem krążku.

Zresztą jedyne sztosy, które nie wymagają większego rozkminiania i odsiewania środków stylistycznych w poszukiwaniu tematu i treści piosenki to „Katarymiarz”, „Padliny” oraz „Nihil novi”. Pozostałe są w gruncie rzeczy bardziej poetyckimi wywodami, niż publicystycznymi opisami rzeczywistości. Medium z „jedynego Medium, które opłaca się w domu mieć” staje się raczej tomikiem poezji, zgrabnie zarapowanej, nowoczesnej, z zębem, ale bez tego bezczelnego sznytu, które sprawiło, że wspomniany „Rząd dusz” zalinkowali na swoich profilach facebookowych chyba wszyscy uczestnicy Marszu Niepodległości z 11 listopada.

To właśnie te trzy „dosłowne” kawałki, może wzbogacone o podróżniczy „Bangladeszcz” są naszym zdaniem największą wartością płyty. Klimatyczne wejście w rolę wędrownego muzyka rynkowego w „Katarymiarzu”, ostry sprzeciw wobec chujowego żarcia w „Padlinach” i najbardziej refleksyjny z płyty „Nihil novi” to utwory, które zostają w pamięci na długo, z pewnością dłużej, niż naszpikowane przenośniami i niedomówieniami, liryczne „Soczewka” albo „Miara nieprzebrana”.

Pod tym względem album delikatnie zawodzi wszystkich oczekujących na kolejne soczyste wersy gotowe do skopiowania na flagi/banery/grafiki. To już nie „homoseksualizm to dewiacja mózgu/co to za społeczeństwo co nie przedłuża gatunku”, raczej „patrzysz a na niebie te dwanaście gwiazdek wieszczy trudne czasy/(…) chcą wchłonąć nasze dzieci, by ich dzieci miały więcej przestrzeni, by realizować plany tych trzecich”.

Mniej polityki, mniej subiektywnych sądów, mniej poglądów, a w ich miejsce rozbudowane metafory i rap o wszystkim. Dla dotychczasowych krytyków, którzy zdążyli zaszufladkować Mediuma jako faszystę i ciemnogrodzianina – atut płyty i jej autora, który pozwala znów oceniać go jako muzyka, a nie katolickiego bojownika. Dla tych, którzy cenili rapera właśnie za bezkompromisowe przedstawianie swoich twardych poglądów – jej mankament. Sam autor wielokrotnie podkreślał, że „Egzegeza” to naturalna kontynuacja, niejako zamknięcie drogi poszukiwania Boga (na „Teorii Równoległych Wszechświatów”) i jego znalezienia (w „Graalu”). Ponadto dodaje na stronie swojej wytwórni:

„Z tą płytą trzeba coś przeżyć. Najlepiej samemu i gdziekolwiek będziesz tego lata – pod pełnym gwiazd niebem, w łodzi na jeziorze, z plecakiem wśród gór, w namiocie w środku lasu, na plaży – wieczorem i rano … Ona jest jak ekskluzywne przyjęcie, na którym świętujemy nową jakość – Bozon Records.”

Ekskluzywne, ale… potężnie krótkie. Całość trwa pół godziny i jeśli stosować się do rad autora – plażowanie z płytą nie pozwoliłoby na nabranie brązowego kolorku, a tym bardziej na zdobycie jakiegokolwiek szczytu.

Reasumując? Album znakomity muzycznie, całkiem przyzwoity „treściowo”, fantastycznie oprawiony i złożony, ale również niesamowicie krótki. Lepszy, normalniejszy i bardziej laicki, niż przewidywali słuchacze przerażeni świadectwami wiary z ostatnich miesięcy w wykonaniu Mediuma, z kolei chyba nieco gorszy, przekazujący mniej treści i zdecydowanie mniej waleczny, niż przewidywali słuchacze świadectwami wiary zachwyceni.

Medium wciąż nie został księdzem, choć nie jest też już jedynie kolejnym z raperów. Medium, ku uciesze jednych, a ku rozpaczy drugich, nie zamierza opierać swojej twórczości na rapie „zaangażowanym społecznie i politycznie”, ale i nie próbuje się szczególnie maskować ze swoim światopoglądem. Nade wszystko jednak Medium wyhaczył niesamowity kunszt Galusa z „Futury”, oprawił to świetnymi ilustracjami Sewer X’a, a na koniec podlał porcją solidnego rapu. I jeśli mielibyśmy oceniać go w oderwaniu od wcześniejszej twórczości, poglądów i filmików z youtube’a – stworzył tym samym jedną z lepszych rapowych płyt ostatnich miesięcy.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑