Mela Koteluk gwiazdą z najwyższej półki? Nie. JESZCZE nie.

Opublikowano Maj 3, 2013 | przez ZP

mela

Wywołała w Polsce taki szał, jak Beatlesi w Anglii w latach 60. ubiegłego stulecia. W radiu, telewizji i necie naokrągło słyszę, że Mela Koteluk jest niesamowita. Fantastyczny głos, wizjonerskie teledyski, teksty piosenek, których nie powstydziłby się sam Tuwim i tak dalej, i tak dalej.

Poczułem się trochę jak muzyczny ignorant. Wszyscy o niej mówią, a ja nie mam pojęcia, kto zacz. Współczesne polskie wokalistki kojarzą mi się ze strasznym skowytem, ubiorem z bazaru i napompowanymi botoksem ustami. Dlatego unikam ich jak Doda Majdana.

Gdy widzę jakiś nowoczesny teledysk w TV, z miejsca go przełączam. Wiem, że nie spotka mnie nic powyżej poziomu umpa-umpa okraszonego banalnymi zdaniami typu „ja nie kocham cię, ty nie kochasz mnie”, dlatego żal mi poświęcić na ten badziew choćby sekundy.

Tymczasem zewszą słyszę, że przez moją skrajnie mało tolerancyjną postawę ominęło mnie coś niesamowitego. Wokalistka na miarę Edyty Bartosiewicz i Kasi Nosowskiej z najlepszych lat.

Skoro tak, nie ma co tracić czasu. W ten deszczowy, smutny dzień odstawiam swoje ulubione, jazzowe płyty w kąt, i odpalam na jutjubie Koteluk. Oczekuję czegoś niezwykłego. Pasji. Świeżości. Szału.

W skupieniu wysłuchuję kilku piosenek Meli. Są OK, ale… no właśnie, nic poza tym. Nie ma pierdolnięcia. Błysku. Tego czegoś, co odróżnia artystki genialne od dobrych rzemieślniczek.

Koteuk ne ma w sobie dojrzałości Ewy Bem, pasji Anity Lipnickiej, klasy Justyny Steczkowskiej, czy chociażby szaleństwa Marii Peszek.

Oczywiście – ta dziewczyna to nie jest poziom Honey, Gosi Andrzejewicz lub Kasi Wilk. Laureatka dwóch tegorocznych Fryderyków przerasta te dziewczyny o głowę, co do tego nie mam wątpliwości. Nie znaczy to jednak, że jest wybitna. Albo przynajmniej bardzo dobra. Nie jest. Może będzie, za rok, dwa czy trzy, jak włączy piąty bieg, gdy poczuje się pewniej na polskiej scenie, rozwinie się, jak swego czasu Monika Brodka. Nie mówię nie, potencjał jest.

Ale na razie to zdecydowanie nie jest odpowiedni czas, by z Meli robić zbawczynię naszej muzyki. Za wcześnie, laska może nie udźwignąć takiego ciężaru. A tym samym złapać jakiś permanentny, twórczy kryzys, który sprawi, że przepadnie, jak inna „nadzieja” naszej muzyki, o której ostatnio zdecydowanie ciszej – Julia Marcell.

foto: www.eska.pl

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑