Siłownia po latach przerwy, czyli jak przeżyłem szok

Opublikowano Luty 4, 2013 | przez Dżordż

Sexy-Gym-672x480W siłowni nie byłem od ponad pięciu lat. Po części dlatego, że miałem kompleksy na tle tych napakowanych gogusiów. Moje jedyne mięśnie, które nie skompromitowałby się przy nich doszczętnie, znajdują się w łydkach – efekt lat gry w piłkę i biegania.

Siłki unikałem również dlatego, bo chodzący tam goście po prostu zawsze mnie śmieszyli. Miny z jakimi ćwiczyli, są podobne do tych, jakie robią piętnastolatki na fotce.pl. Wzrok wyraża zachwyt własnym ciałem, a na ustach króluje słitaśny dziubek. Od zawsze miałem wrażenie, że gdyby tylko ci faceci mogli, masturbowali by się podczas treningu patrząc jednocześnie w lustrze jacy są super męscy. Nie robią tego zapewne tylko dlatego, że przeważnie mają obie ręce zajęte.

Niedawno przyszedł jednak taki czas, że musiałem pogodzić się z siłownią – trenuję do triathlonu, a  jest raczej za zimno na jeżdżenie nim po dworze. Dlatego też mój trener zalecił mi regularne, godzinne zajęcia na stacjonarnym ergometrze.

Szedłem tam z ręką na sercu. Nie chciałem oglądać tych wszystkich palantów oraz lasek wymalowanych i ubranych jak do klubu, a nie na trening, dlatego wybrałem się do siłowni całodobowej. Wkroczyłem tam w niedzielę o 23.15, pewny, że będzie pusto. I tu spotkało mnie pierwsze zaskoczenie – na sali było ze trzydzieści osób.  Zaskoczenie numer dwa: ci ludzie wyglądali… normalnie. Żadnych łysych, którzy podśmiewali by się z mojego ciała, żadnych  lanserów w ciuchach o łącznej wartości średniej klasy samochodu.

Nie widziałem też dziewczyn w tipsach z tapetą na twarzy. Owszem, było kilka lasek, ale wiecie, takich słodkich. Dziewczęce, skromnie ubrane, no po prostu panienki z  sąsiedztwa. W dodatku ćwiczące na atlasie znajdującym się metr ode mnie, więc patrzenie jak się prężą uznałem za miłą odskocznię od monotonnego pedałowania w miejscu.

Ten mini-show  został przerwany przez… sympatycznego trenera. Gdy kilka lat temu poszedłem do siłowni i chciałem o coś spytać coacha, nie mogłem się  faceta doprosić o poradę. Chodziłem za nim jak panny w klubach za Stefano Terrazzino i nic. Gościu był zajęty doradzaniem swoim napomponowanym kumplom. Pewnie mówił im co mają zrobić, żeby nie eksplodować.

No więc facet podszedł do mnie, zapytał jak się czuję w tej siłowni, co trenuję, czy może mi jakoś pomóc. Łasił się bardziej niż dziewczyny w Sofii pytające, czy dla Ciebie nie zatańczyć.

Nie wiem, czy akurat miałem fart i trafiłem na empatycznego trenera i niezmanierowanych ludzi, bo Ci bezszyjni już spali, odpoczywając przed kolejnymi,porannymi zajęciami, czy po prostu coś się w tych siłowniach zmieniło na lepsze w porównaniu z 2007 rokiem.

Wiem natomiast, że czasem dobrze jest się zmierzyć zeswoimi stereotypami, bo życie może Cię przyjemnie rozczarować. I że następnym razem gdy pójdę do siłowni wezmę ze sobą kilka bananów i białko zmieszane z mlekiem, tak na wszelki wypadek, gdyby jednak pakerzy wpadli…

foto: www.chunk.ie

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑