Messi? James? Bolt? Nie, prawdziwym bohaterem jesteś ty!

Opublikowano Październik 7, 2013 | przez Dżordż

sport

Dla jednego kibica sportu największym bohaterem jest Leo Messi. Dla drugiego – LeBron James. Nie brakuje też takich, którzy za bogów uważają Usaina Bolta czy Sebastiana Vettela. Dla mnie numerem jeden jest kto inny.

Kto taki? Jeśli masz rodzinę, pracę, kredyt, a jednocześnie znajdujesz czas na tyle treningu, żeby wziąć udział np. w triathlonie czy biegach długodystansowych – ty jesteś moim hero. Serio.

Szanuję gwiazdy poszczególnych dyscyplin. Wiem, ile pracy musieli wykonać najwięksi sportowcy, by wdrapać się na szczyt. Ile wyrzeczeń kosztowało ich stanie się postaciami rozpoznawalnymi na całej planecie. Za nimi długa droga, ale teraz… no właśnie, mają łatwiej.

Messi, James, Bolt czy Vettel nie dość, że zarabiają miliony, to jeszcze otoczeni są taką liczbą znakomitych pomocników, że nie pozostaje im nic innego, jak tylko ćwiczyć. Nie muszą przejmować się kosztami wizyt u lekarzy-specjalistów, nie muszą myśleć o tym, jak przetrwać do pierwszego, czy o tym, jak pogodzić swoją robotę z pasją. Nie mają tego typu problemów, inaczej niż setki tysięcy sportowców-amatorów, nie tylko biegaczy i triathlonistów naturalnie, którzy bez przerwy poświęcają naprawdę wiele, byle tylko móc realizować swoje pasje.

Przykłady?

Znajomy jest dziennikarzem, biegającym maratony. Tej zimy chciał kupić sobie nową kurtkę, w starej chodzi sześć lat. Nie zrobi tego, ponieważ po sezonie przyplątała mu się  kontuzja, której wyleczenie kosztuje plus minus tysiąc złotych. Oczywiście – mógłby olać ból, da się z nim żyć (czytaj chodzić), ale trenować już niekoniecznie. Kolega uznał więc, że trudno, pochodzi kolejny sezon w sfatygowanym już ubraniu, poświęci się, ponieważ kocha uprawiać sport i to on, a nie jakiś fatałaszek, jest dla niego najważniejszy.

Znajomy nr 2 jest triathlonistą. Naprawdę niezłym amatorem, nawet w skali kraju. Ma na głowie dwójkę dzieci, żonę, a do tego teściową. Koleś upiornie wręcz ciężki trening łączy z trudną, fizyczną pracą. Bywają takie dni, że przed ośmioma godzinami wysiłku w robocie przepływa kilkadziesiąt basenów, a wieczorem, gdy utuli już dzieciaki do snu, a następnie bzyknie ślubną, zakłada dres i – czy śnieg, czy deszcz – idzie biegać godzinę, półtorej, a czasem dłużej.

Facet robi wszystko, by rodzina nie ucierpiała na jego pasji, dlatego zapieprza za dwóch łapiąc czasem… dodatkowe zlecenia. Wszystko po to,  żeby dzieciom nie zabrakło ptasiego mleczka, żonie ciuchów czy kosmetyków, a teściowej platformy cyfrowej z nieprzyzwoitą liczbą kanałów filmowych.

Sam żyje jak mnich. Owszem, czasem pójdzie z małżonką do kina, ale generalnie to każdą złotówkę jaką mógłby poświęcić na własne przyjemności odkłada na triathlon. Dlatego obce są mu regularne wypady do klubów z kumplami, czy też kupowanie ciuchów w warszawskim domu handlowym Witkac.

To tylko dwa przykłady z brzegu, generalnie znam takich zapaleńców kilkudziesięciu. Wy pewnie też. Jeśli sami nie trenujecie, to najpewniej czasem uważacie, że przesadzają, że niepotrzebnie sport zajmuje im aż tyle czasu i pieniędzy. Rozumiem te argumenty. Z boku może to wyglądać tak, iż lekko stracili kontakt z podłożem. Jednak jestem przekonany, że jeśli połknęlibyście bakcyla i zatracili się w bieganiu/pływaniu/szachach, to wasza perspektywa nagle by się zmieniła.

Ci goście z nieszkodliwych wariatów nagle staliby się dla was idolami.

Tak, jak dla mnie. Dopiero gdy zacząłem godzić regularne treningi z dwoma pracami, zrozumiałem, ile to kosztuje. Potrzeba olbrzymiego wysiłku fizycznego i żelaznej samodyscypliny, a nagrodami nie są, jak w przypadku zawodowych sportowców, wielomilionowe kontrakty i miłość tłumu, tylko wewnętrzna satysfakcja, nic więcej.

Czasem w bonusie można jeszcze dostać naciągnięty mięsień, schodzący paznokieć, rozwalony bark, wymówienie od szefa lub wiązankę od poirytowanej ciągłą nieobecnością w domu połowicy. Ale nie ma co narzekać, w końcu nikt nie zmusza sportowców-amatorów do zapierdalania. Ci ludzie robią to, co kochają, poświęcając na to każdą wolną chwilę i złotówkę. To jest piękne i właśnie z tego powodu są dla mnie większymi bohaterami niż sportowcy z pierwszych stron gazet, których jednakowoż także cenię.

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑