Mike Skinner, czyli jak zdefiniować luz w działaniach

Opublikowano Luty 8, 2015 | przez Gofrey

MikeSkinner_SC-e1326572792812

Debiutancki album okrył się platyną. Druga płyta? Potrójna platyna. Potem jeszcze złoto i srebro. Wszystkie pięć projektów sygnowanych marką „The Streets” lądowało w angielskim TOP 10 najlepiej sprzedających się płyt według prestiżowego UK Albums Chart.

Mike Skinner, prosty angielski chłopak z Birmingham, zrobił z „The Streets” i swoich historii o… życiu prostego angielskiego chłopaka coś nieomal kultowego. Z jednej strony hity, które nie schodziły z ramówek stacji muzycznych – by wspomnieć choćby „Blinded by the lights”, z drugiej bardzo bezkompromisowy styl i ciągłe eksperymentowanie. Nigdy nie powtarzał patentów. Nigdy nie hołdował oczekiwaniom kogokolwiek – czy to ekspertów, recenzentów i dziennikarzy, czy to swoich oddanych fanów.

Aż wreszcie… tak po prostu „urżnął kurze złote jaja”. Koniec projektu, w którym spełniał się jako raper/tekściarz/producent/śpiewak/muzyk. Ot tak, niemal z dnia na dzień. Wszyscy chcieli, by powtórzył to, co wychodziło mu najlepiej. Wszyscy pragnęli, by wrócił do formy z „A grand don’t come for free”, albumu, opowiadającego prostą historię „z życia wziętą”, gdzie każdy kolejny utwór był kontynuacją poprzedniego, aż do wielkiego finału z dwoma alternatywnymi zakończeniami. On zamiast tego coraz mocniej kombinował – zresztą nie tylko z muzyką, co dość dokładnie pokazują klipy do utworów z tamtego szalonego okresu.

 

Nie ugiął się. Konsekwentnie, cały czas szukając nowych brzmień, dokończył ostatni album The Streets i… kompletnie porzucił mikrofon. Jako producent, który jedynie wspomaga w nielicznych utworach wokalistę, Roba Harveya, stworzył projekt The D.O.T. Ostateczny dowód na to, że ma absolutnie w nosie wszelkie oczekiwania – od pierwszych płyt odszedł w sposób tak spektakularny, że właściwie ciężko już poznać rękę dawnego Skinnera. Najlepsze zostawił jednak i tak na koniec. Nie chcemy was tu bowiem zanudzać wikipedyczną notką dotyczącą brytyjskiego muzyka (eks-muzyka?).

Otóż Mike Skinner, po stworzeniu siedmiu albumów, kilkunastu całkiem przyzwoitych programów publikowanych na YouTube, po dziesiątkach koncertów, w tym na największych festiwalach, po zajęciu wygodnego miejsca w panteonie „miejskich” legend i ikon stylu „angielskiego chuligana”… zaczął tworzyć do szuflady. Jeszcze przed czterdziestką, w wieku, w którym większość gwiazd estradowych właśnie zaczyna odcinać kupony od sławy z poprzednich dekad, on zaczął tworzyć do szuflady. W dodatku nie muzykę, a… filmy. Z – oczywiście jak na amatorską robotę – wysokim budżetem, kręcone fantastycznym sprzętem, z kapitalną jakością i… raczej bez większego sensu. Przykład z ostatnich tygodni – wycieczka do Dubaju nakręcona w naprawdę uroczych miejscach, z niesamowitymi ujęciami, opatrzona w dodatku quasi-poetyckimi tekstami. I… trochę ponad dwa tysiące wyświetleń na YouTube. Mimo że Mike – ten sam Mike, ta legenda trzech nurtów angielskiej muzyki – osobiście odpisuje na większość komentarzy.

 

Po co to robi? We wcześniejszym chociaż przyznał – testowanie możliwości kamery.

 

Okej. Rozumiemy, że Mike od zawsze interesował się filmem, szukał też nowych rozwiązań, nie tylko w muzyce, ale ogólnie w życiu. Doskonałym potwierdzeniem tej tezy jest wideozapowiedź jego ostatniej płyty z The Streets, którą nakręcił w formie interaktywnego filmu / gry na Youtube. Sprawdźcie sami:

 

Wtedy filmiki promowały jednak jego muzykę, w jakiś sposób je „spieniężał”. Teraz? Chyba po prostu robi to, co lubi. Bez żadnego celu. Bez żadnych podtekstów, bez ambitnych planów. Z rozmachem, ale jakimś takim… domowym. O, „Spoiler alert”. Historyjka na trochę ponad trzy minuty, ale kręcona z sercem, widać choćby po różnorodności ujęć. Niespełna 500 wyświetleń…

 

Chcecie komuś wytłumaczyć, czym jest luz? Czym jest artystyczna wolność, nieskrępowana absolutnie niczym? Kanał Mike’a Skinnera wydaje się wyczerpywać obie definicje. Co ciekawe – nawet te kręcone do szuflady filmiki mogą Skinnerowi przynieść w przyszłości kolejne sukcesy. Pierwszy krok postawił już pół roku temu, tworząc dla firmy Dr. Martens reklamówkę przypominającą początki kultury skinheadów.

 

Król Midas. W dodatku z potężną wyobraźnią i bez jakichkolwiek ograniczeń. Wysoko w naszym rankingu najbardziej inspirujących postaci popkultury na świecie. Ucieleśnienie wywodu Laski z „Chłopaki nie płaczą”. Odpowiedz sobie na pytanie – co lubię w życiu robić? I zacznij to robić.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑