Już miliard mieszkańców naszej planety cierpi na otyłość. Zdecydowana większość przez własną głupotę

Opublikowano Styczeń 14, 2014 | przez ZP

otylosc

Jeśli wstałeś dziś rano, doczłapałeś do łazienki, przemyłeś gębę w chłodnej wodzie, spojrzałeś w lustro i pomyslałeś: „o kurwa, ale jestem chuderlakiem! Dlaczego nie mogę przypakować? Dlaczego moja klata wciąż jest wklęsła?”, mamy dla Ciebie dobrą wiadomość: mogło być gorzej. Mogłeś wyglądać jak koleś z fotki powyżej. Szanse na to były bardzo duże, a jednak – upiekło Ci się! Brawo.

Najnowsze badania pokazują, że otyłość to problem, który dotyczy już miliarda mieszkańców Ziemi! Innymi słowy: co siódma osoba na naszej pięknej planecie ma za dużą dupę, za gruby brzuch, za wysoki cholesterol i tak dalej, i tak dalej. U nielicznych z nich nadwaga jest wynikiem choroby, u większości – łakomstwa, lenistwa i braku jakiegokolwiek pojęcia o zdrowym odżywianiu.

Często kiedy biegam ulicami Warszawy, jestem przerażony. Zauważyłem bowiem, że miasto podzieliło się niejako na dwie grupy: ludzi, którzy uprawiają sport i dbają o siebie, oraz tych mających wysiłek fizyczny głęboko w dupie. OLBRZYMIEJ dupie.

Spaślaki atakują mnie wszędzie: w Łazienkach Królewskich, metrze, na Nowym Świecie czy w klubie. Są w każdym wieku: od przedszkolaków począwszy, na emerytach skończywszy. Patrzę na ten festiwal tłuszczu i powiem jedno: nie jest mi żal tych paszczaków. No, może poza dziećmi, które są jeszcze za małe, a tym samym zbyt głupie, żeby wiedzieć co mogą jeść, a czego nie. To naturalne, że malucha ciągnie do słodkiego, rodzicielstwo polega jednak na tym, żeby go z tej kiepskiej drogi wycofać. Cała reszta ludzi przetłuszczonych jest winna sama sobie.

Zauważyłem, że każdy wiek ma swoje drobne słabostki. Małolaty kochają wpieprzać batoniki i zapijać je hektolitrami coca-coli. Nastolatki walą tysiące nocnych kalorii za pośrednictwem drinków. Ludzie w przedziale 25-50, zaganiani w pracy, wlewają w siebie morza kawy z tłustym mlekiem, zagryzając ją „zdrowymi” hamburgerami, które w wyniku debilnej mody urodziły w tych pustych mózgach przekonanie, że oto jedzą coś wartościowego. A emeryci i renciści? Cóż, wejdźcie do pierwszej lepszej cukierni. Zobaczycie babunie i dziaduniów, którzy jesień życia postanowili sobie osłodzić kremówkami i innych paskudztwami. A że to życie znacznie się przez słodkości skróci? Obawiam się, że pocieszni staruszkowie o tym nie myślą.

A właśnie – brak myślenia to duży problem w kontekście wagi. Choć nie jesteśmy zwierzętami, to żremy jak świnie. Bez jakiegokolwiek zastanowienia się nad tym co i o jakiej porze konsumujemy. Chce mi się ciastka o 24? No to walnę, w końcu to tylko raz. Mam ochotę na kebaba o 11 rano? Zjem, przecież jest tak wcześnie, strawię go.

Naszym problemem jest też to, że nawet jeśli chcemy odżywiać się zdrowo, to często… nie wiemy jak to robić. Nie czytamy książek o dobrym jedzeniu ani porad specjalistów w internecie. Nie, my jesteśmy najmądrzejsi, więc jedziemy na czuja i np. idziemy do sklepu, kupujemy płatki, mleko i jogurty, a potem się dziwimy, że mamy nadwagę. No bo jak to, przecież jadłem zdrowo, co jest? Ano to drogi spaślaku, że te płatki są słodsze niż Jessica Biel. Mleko, zapewne 3,2%, tłustsze niż sympatyczny grubas z fotki do którego znów pozwolę sobie nawiązać, a jogurt ma tyle wspólnego ze zdrowym, naturalnym, że posiada tę samą konsystencję. No ale żeby to wiedzieć, trzeba trochę poczytać.

– Nie mam czasu na takie bzdety. Na gotowanie zdrowych rzeczy też nie!

Ileż to razy słyszałem podobne narzekania! Mają mniej więcej tyle wspólnego z prawdą co teza, że bracia Mroczek przebiliby się w Hollywood.

Wszystko jest kwestią motywacji i organizacji, zapamiętajcie. Jeżeli naprawdę chcecie schudnąć, znajdziecie tę godzinkę rano, by pobiegać i  wieczorem, żeby pogotować samemu potrawy na kolejny dzień. A potem jeszcze kwadrans na poczytanie w necie o tym, co nowego warto by upichcić dla urozmaicenia menu. Jeśli natomiast tylko narzekacie na swoją wagę… zagryzając przy okazji batona, to nie ma chuja, żeby coś z tego było. Opuścicie ten świat jako tłuste potworki, które wkurwią rodzinę nie tylko za życia – wąchanie takiego osobnika na imprezach rodzinnych nie jest przyjemne – ale i po śmierci. No bo weź tu znajdź trumnę odpowiednią dla 130 kilogramowego ciała. Łatwo, niestety, nie jest.

Jako że statystyka nadal jest po stronie „normalnych”, zakładam że ten tekst czytają nie tylko spaślaki. Dla tych ze zwykłą wagą, którzy mają pośród bliskich grubasów, mam radę. Brutalną, ale skuteczną: wyśmiewajcie publicznie przyjaciół i członków rodziny z nadwagą. Jak zamówią w towarzystwie niezdrowe żarcie, piętnujcie to żartami. Nie muszą być błyskotliwe, wystarczy, żeby miały w sobie duży procent chamstwa.

Zaufajcie, nic tak nie mobilizuje baryłki do ruszenia czterech liter, jak robienie sobie z niej beki. Wiem bo sam… miałem kiedyś 10 kilo za dużo i złośliwych przyjaciół. Siedem lat temu. Od tej pory trzymam wagę, bez żadnych problemów. Wystarczyło tylko trochę pracy, żeby zmienić swoje ciało o 180 stopni. To naprawdę nie jest trudne. Popisałbym jeszcze, ale muszę spadać. Idę pobiegać, Wam też radzę tego spróbować, paszteciki.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑