Miłość na bogato, odcinek 1 – miasto predyspozycji

Opublikowano Wrzesień 7, 2013 | przez ZP

miloscnabogato

Są młodzi, piękni, bogaci i chyba… upośledzeni umysłowo. Poznajcie bohaterów prawdopodobnie najgorszego serialu tysiąclecia – „Miłości na bogato”

- W Warszawie jest dużo więcej predyspozycji – stwierdza w jednej z początkowych scen niejaka Marcela, ponoć modelka. Naturalnie miała na myśli słowo perspektyw, ale czego można wymagać od laski, która regularnie pija w południe szampana? Prawdopodobnie bąbelki uderzyły jej do mózgu, stąd taki,a nie inny dobór słownictwa.

Marcelę poznajemy, gdy wpada na Dworzec Centralny swoim wypasionym autem po Justynę. To jej kuzynka z wiecznie nadąsaną minką, coś jakby nieustannie siedziała na sraczu w ostatniej fazie wychodzenia kreta. Jej smutny wyraz twarzy jest jednak usprawiedliwiony pewnym faktem – pochodzi z Wałcza.

Czy ktoś słyszał, żeby w tym mieście spotkało kogoś cokolwiek fajnego? Ok, mnie rozdziewiczyła niejaka Sabina, która z niego pochodziła, ale stało się to w Kazimierzu nad Wisłą.

Dobra, trochę odjechałem, wracam do tematu: oto Marcela bierze Justynkę pod swoje skrzydła i od razu pozwala jej zakosztować wielkiego miasta = poi biedne dziewcze z prowincji szampanem w okolicach południa.

Kiedy przyzwyczajona do swojej kiełby i tłustych serów dziewucha stwierdza, że chciałaby po tej dawce procentów wrzucić coś konkretnego na ruszt, Marci zapodaje… dietetyczne płatki. Żałujcie, że nie widzieliście miny Dżasty! Kompletny szok, wyglądała jakby ktoś próbował ją zgwałcić, co zresztą też stanie się w tym odcinku, ale nie wyprzedzajmy faktów.

Spostrzegawcza gwiazda wybiegów zauważyła konsternację swojej kuzynki, więc wytłumaczyła jej czem prędzej, że taki lichy los warszawskiej modelki, iż za bardzo sobie nie podje. Albo frykasy, albo… (tu sami wstawcie sobie odpowiednie słowo).

Ach, zapomniałbym o naszym przystojniaku! Na imię mu Jan, filmowy Janek Kos z „Czterech pancernych”, grany z takim zacięciem przez Jausza Gajosa, nie ma co równać się z tym z „Miłości na bogato”. Kos, owszem, był swego czasu niezłym ciachem, ale jak to żołnierz nie śmierdział pięniędzmi. Tymczasem od Janka Marcysi bije szmalem, sukcesem oraz uśmiechem pt. nie zbliżaj się bez okularów przeciwsłonecznych, bo oślepniesz. To właściciel popularnego klubu na widok którego 99% warszawskich ślicznotek ma w majtkach tornado.

Ów Janek czaruje w swoim wspaniałym, ociekającym mamoną lokalu Marcysię, Justynę i kilkoro innych gości – m.in. niejaką Candy Girl (przedstawioną w serialu jako VIP; kto to, kurwa, jest???) – niebanalnymi rozmowami w stylu: Jak się bawicie? Poznajcie moich znajomych. Jest fajnie, nie?

Po tym, jak słyszymy te dialogi, tworzone zapewne przez największe tuzy polskiego scenopisarstwa, mamy popis tańca w wykonaniu odpicowanych ślicznotek oraz wystylizowanych przystojniaków. Szczerze? Są nieruchawi jak zmumifikowany Lenin.

Reżyser chyba także zdaje sobie z tego sprawę, dlatego błyskawicznie przenosi akcję do studia stylizacji fryzur (przecież nie napiszę, że taka bohema chadza do zwykłego fryzjera, nie?). Tutaj Justyna zamierza się nieco podrasować zanim pójdzie na swój dziewiczy, pierwszy casting w życiu. Nasz sympatyczna wieśniaczka ordynuje wylansowanej warszawskiej stylistce, że chce mieć… rozjaśnione końcówki. Najwidoczniej w domu rodzinnym w Wałczu miała dostęp do pism kobiecych sprzed kilku lat, dlatego popełniła to fatalne faux pas. Szczęście, że będące na bieżąco z aktualnymi trendami dziewczyny szybko naprowadzają Justysię na właściwie tory, w związku z czym jej fryzura błyskawicznie staje się modna jak internetowe występy Maxa Kolonki.

Wystylizowana na superdupencję Dżasta idzie na casting. Wypada na nim mniej więcej tak, jak Kamil Glik w spotkaniu z Czarnogórą. Na szczęście inaczej niż nasz reprezentant otrzymuje szansę szybkiej rehabilitacji – prowadzący przesłuchanie agent mówi naszej dziewczynie, żeby zaczekała na niego w holu, a następnie zaprasza ją do garderoby.

Justysia, zapewne małomiasteczkowa dziewica, idzie tam ufna, że czeka ją kolejna niewinna rozmowa. Nic z tych rzeczy, dziewczyna zderza się z brutalnym, wielkomiejskim światem – pan od castingu próbuje zakisić jej patisona.

- Zostaw mnie ty zboczeńcu! – krzyczy nasze dziewcze, po czym spłoszone ucieka w siną dal.

Czy Dżasta złapie pierwszy lepszy pociąg do Wałcza i słuch po niej zaginie? A może oskarży tego perwersa o próbę napastowania?

Zadaje sobie te pytania i z drżeniem serca czekam na kolejny odcinek.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑