Czas złotych rączek minął. W kwestii prac domowych jesteśmy arcypierdołami

Opublikowano Maj 12, 2014 | przez ZP

 przeraza

 

„Gdzie w Warszawie można kupić części akcesoria do pralki?’ – pyta na facebooku koleżanka, wprawiając mnie w zdumienie. Ja rozumiem, że młoda, ładna, w miarę beztroska dziewczyna mogłaby tej pralki nie umieć zreperować, ale żeby nie wiedzieć skąd wytrzasnąć do niej elementy?!

Czy to naprawdę wiedza aż tak tajemna i niedostępna dla zwykłego człowieka? Czy rzeczywiście, żeby ją pozyskać należy radzić się szerokiego grona fejsbukowych znajomych? Czy może jednak wystarczyłoby poświęcić pięć-dziesięć minut na poszukiwania w Internecie i już, wszystko byłoby jasne?

Stawiam na opcję numer dwa, a przy okazji nachodzi mnie pewna refleksja: pokolenie naszych babć i dziadków to jednak byli kozacy. Potrafili nie tylko wbić prosto gwoździa w ścianę, ale jeszcze naprawić żelazko, lodówkę czy odkurzacz. Nie mieli tez problemów, by zrobić dziecku jakąś piękną, oryginalną zabawkę w stylu wyrzeźbiony z drewna pistolecik.

Ludzie starszej daty byli wszechstronnie uzdolnieni, ponieważ zmusiło ich do tego życie w takich a nie innych realiach. Człowiek nie miał pieniędzy, żeby jeden podupadły domowy sprzęt zastąpić błyskawicznie drugim, więc jak coś zdechło starał się to naprawić. Robił to sam, bo po pierwsze żal było mu wydawać mamonę na coś, co zdawało się być wykonalne własnymi dłońmi, a po drugie lubił babrać się w tych wszystkich gratach. Doprowadzanie ich do stanu używalności najzwyczajniej w świecie przynosiło satysfakcję. Taką prostą, ludzką, jaką ma się po dobrze wykonanej robocie.

Teraz już niemal nikt nie bawi się w takie „pierdoły”. Nie mamy na to czasu, bo trójka dzieci, trening w siłowni, dwunastogodzinny dzień pracy, żeby spłacić kredyt i inne takie. Nie mamy także zmysłu majsterkowicza, przez lata on gdzieś z nas uleciał, wyparował na dobre. Owszem, czasem zmienimy żarówkę, to prawda, zdarza nam się też przestawić szafkę, ale to z grubsza wszystko. Jeśli coś dzieje się z pralką, to nie dość, że jej nie naprawiamy, to jeszcze nawet nie wiemy, gdzie szukać do niej części. Jeśli przecieka zlew, nawet nie przyjdzie nam na myśl, żeby sprawdzić co w nim pierdykło, bo i po co? Lepiej zadzwonić do hydraulika, który wpadnie, podrapie się po brodzie, naprawi w pięć minut i zgarnie 150 zł. Na tej samej zasadzie ślusarz wymieni zamek w drzwiach, a monter ustawi antenę satelitarną.

Mój Boże, z pokolenia na pokolenie jesteśmy coraz bardziej bezradni. Nasi dziadkowie potrafili naprawić wszystko, ojcowie i matki są w stanie poradzić sobie z prostymi, domowymi zagwozdkami, tymczasem w pokoleniu Onetu próżno wypatrywać choćby kandydatów na złote rączki. Strach pomyśleć do jakiego stopnia będą pierdołowate nasze dzieci, na dziś moja wyobraźnia tego nie ogarnia…

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑