Mistrz, który wozi się z kompletnymi pętakami

Opublikowano Wrzesień 17, 2013 | przez Dżordż

bieber2

Przemysław Saleta mówił wczoraj w radiu Tok FM, że Floyd Mayweather to największy bokser naszych czasów. Facet, z którym tak naprawdę żaden rywal chodzący w okolicach jego kategorii wagowej nie ma dziś szans. Równie dobrze, co okładanie pięściami przeciwników, wychodzi mu robienie kasy, czego dowodem jeden z przydomków – Money.  Mimo tego wszystkiego, ciężko mi traktować gościa poważnie…

Nie szanuję Amerykanina z jednego prostego powodu. I nie chodzi nawet o to, że swego czasu bywał bokserem… damskim. Nie, sęk tkwi w czym innym, mianowicie w tym, co zobaczyłem przed walką Mayweathera z Saulem Alvarezem. Było to dla mnie coś absolutnie szokującego i surrealistycznego.

Oto największy twardziel świata boksu, koleś, który powinien wzbudzać respekt milionów, idzie do ringu na walkę roku z dwoma klaunami u swojego boku. O kogo chodzi? Obejrzycie filmik pod tym tekstem: oto przy Floydzie puszą się idol nastolatek z całego świata Justin Bieber i raper drugiej kategorii, twórca amerykańskiego hip-hop-polo Lil Wayne.

Rozumiałbym, gdyby Mayweather wziął sobie do teamu jakichś poważnych, powszechnie szanowanych muzyków. Skoro już tak lubi Justinów, mógłby to być Timberlake. Jeżeli ukochał sobie rap, proszę bardzo, niech znowu zaprosi do narożnika 50 Centa. Kolesia podziurawionego przez kule, który nie raz sam używał pięści, aby przetrwać, tyle że nie na ringu, a podczas ulicznych bójek.

Tak, to byłby duet, który budziłby sympatię widzów. Ludzie patrzyliby na Floyda otoczonego tymi celebrytami i kombinowaliby mniej więcej tak – oho, nie dość, że koleś zajebiście się naparza, to jeszcze trzyma z tymi co trzeba.

A co mogą pomyśleć rozumni kibice widzący swojego idola, zresztą nie po raz pierwszy, z Bieberem i Waynem (który owszem, też miał kontakt z bronią – kiedyś… postrzelił się, ledwo przeżył)? Że facet oszalał. Że rozmienia się na drobne. Że przy okazji następnej, majowej walki może pójść jeszcze szerzej i zaprosić… no właśnie, kogo? Aż ciężko wymyślić, kto mógłby przebić poziomem żenady Justinka B.? Olly Murs? Bruno Mars?

Bokserzy chcieliby mieć dozgonny szacunek ulicy, bokserów boli, że ich sport traci coraz więcej fanów na rzecz MMA. No ale jak do cholery ma być inaczej, skoro największy z nich regularnie buja się na oczach całego świata z kompletnymi pętakami?

 

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑