Mitomani, śmieszki, psychopaci – na kogo warto uważać w letnie wieczory

Opublikowano Czerwiec 18, 2013 | przez Pato

menel

Zaczyna się lato, więc po całodziennym zapieprzaniu w robocie raczej nie ma sensu wracać do domu, by podziwiać piąty sezon „Breaking Bad” (czy co się tam teraz ogląda), ani też nadrabiać kanonowych braków filmami Godarda (trzeba było robić to zimą). Teraz króluje świeże powietrze, leżak i zimne piwo. I niestety wszelkie hordy dziwaków, którzy wieczór w wieczór ten zestaw chcą nam obrzydzić.

Sytuacja z wczoraj: siedzimy grupką znajomych pod pewną knajpką i nagle dosiada się koleś z serii „pogadam z wami trzy minut, a za chwilę spytam o hajs”. – What am I doing here? Piję! – błyska wybrakowaną klawiaturą i momentalnie zaczyna nawijać makaron na uszy. Żarty, które nie są żartami. Opowieści o córce, która jest lepsza niż „Campbell, srambel” – no nie, gość o wyglądzie doktora Emmetta Browna z „Powrotu do przeszłości” ewidentnie musi stąd wypierdalać i kiedy w końcu mu to sugerujemy, wstaje i mówi: „Koniec przedstawienia, przejdźmy teraz do meritum. Dajcie  dziesięć groszy…”.

Dziesięć groszy. Meritum…

Niestety, ale takich typów robi się latem zatrzęsienie. Nie bezdomnych, którzy od zawsze łazili i prosili o pieniądze (nic do nich nie mam, korona nikomu nie spadnie, jak raz na jakiś czas wrzuci kilka drobnych), ale takich, którzy zaczęli się dosiadać, bajerować, wykładać meandry życia, a na koniec rzucać czerstwym tekstami typu „dasz mi piątaka i ja go home”.

Rozejrzyjcie się. Baba, która każdego dnia robi pięćdziesiąt kółek wokół Placu Zbawiciela i nabiera ludzi na starą receptę nie jest tak wkurwiająca jak te wszystkie śmieszki, wchodzący w nieswoje towarzystwo i psujący ludziom wieczór. Przypisani do konkretnych rejonów, pokazujący się tam każdego dnia zaczynają przeginać pałę. Wśród nich można wymienić cztery typy:

Mitoman

Jest jak Antek Piechniczek, zaczynający wywody o upadku hut i PGR-ów. Jak Janusz Wójcik w marynarce typu Barcelona 92. Lubi opowiadać niestworzone historie, kim był, co robił, ile zarabiał. Idealnym przykładem ten grupy jest Fryderyk Miting, operujący w rejonach Nowego Światu. Siwobrody, śmierdzący zgred, który wciska kity, że był kiedyś bokserem i… walczył na igrzyskach. Wikipedia w tym wypadku milczy. Ludzie, którzy go znają – też. Ale Miting co spotkanie, to opowiada te same dyrdymały. Typowa męczybuła, której jeśli nie wstaniesz i nie opierdolisz, zamęczy cię swoimi historiami, a na końcu wyciągnie kilka monet.

 Atencjusz

Podchodzi z kwiatkiem, klęka na bruku i całuje dziewczyny po dłoniach. Opowiada o rozbitym małżeństwie, o związkach, które przeżył. Rzuca cennymi radami nawet wtedy, gdy widzi, że ludzi przestają go słuchać. Z racji smętnej i poważnej miny najgorszy do przegnania. Gdyby mógł – zabawiłby się w ręce, które leczą.

 Śmieszek

Na tle swoich kolegów po fachu – nieźle składa zdania. Ma listę pięćdziesięciu kawałów, którymi stara się rozweselić innych. Zwykle mniej śmierdzący niż reszta i chyba też mniej męczący. Na pewno najbardziej zaradny, bo zawsze ma piwo w ręku. Największe zagrożenie – gdy zaczniesz śmiać się z jego historii – już go nie odpędzisz.

 Psychopata

Pomieszanie trzech poprzednich typów. Kiedyś był nauczycielem, inżynierem, kimkolwiek, teraz opowiada o magicznych sztuczkach albo buddyjskiej tradycji zen. Lubi zapraszać na spotkania, gry albo jakieś święta typu Noc Kupały. Ze względu na wewnętrzne pojebaństwo i dziwny błysk w oku – przypomina psychopatę. Na szczęście łatwy do przegnania.

 

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑