Mobot, który skakał nocą do rzeki, a w siedzibie Nike trenował w sprzęcie… Adidasa

Opublikowano Kwiecień 28, 2014 | przez Dżordż

 

mofarah

Jeśli jesteś człowiekiem, który kocha bieganie, tę książkę powinieneś przeczytać obowiązkowo. Może nie jest napisana wybitnym językiem, godnym Marka Hłaski, może jej bohater to żaden wielki intelektualista, ale to wszystko nie ma znaczenia. Najważniejsze jest to, iż Mo Farah potrafi zainspirować człowieka do treningu i przekraczania kolejnych barier.

„Siła ambicji” to przede wszystkim długa, bardzo wyboista droga. Prowadząca z afrykańskiego, biednego kraju na londyńską bieżnię olimpijską, na której nasz bohater wywalczył dwa złote medale igrzysk. Zanim do tego doszło, zanim został jednym z najlepszych lekkoatletów świata, przeżył naprawdę wiele, chociażby bodajże…12-letnie rozstanie z bratem bliźniakiem. Dlaczego i jak do niego doszło nie zdradzę, przeczytajcie sami.

Nie będę też pisał jakim cudem Farahowi pozwolono na trenowanie w sprzęcie Adidasa w siedzibie… Nike. Ani który znany trener piłkarski trzymał jego dziecko na rękach, co o mało nie doprowadziło Mo do zawału serca. Nie powiem wam również do jakiej rzeki skakał w środku nocy nasz bohater, przypłacając tę głupotę przeziębieniem, w sumie dobrze, że tylko tym, pomysł i wykonanie było bowiem tak głupie, że Farah mógł zginąć.

Nie zamierzam także informować jak powstał słynny Mobot, czyli swoisty „podpis” lekkoatlety, który możecie obserwować na głównym zdjęciu do tego tekstu. W tym miejscu zdradzę za to co innego – Farah nosił kiedyś… warkoczyki. Szok. Facet, któremu z łysiną jest do twarzy niemal tak bardzo, jak Bruce’owi Willisowi, wyglądał trochę jak wychudzona, afrykańska nastolatka.

Dobra, kończę to pitu-pitu, czas na najważniejsze: Brytyjczyk na kartach swojej autobiografii regularnie przypomina nam-biegaczom o kilku ważnych kwestiach: że ten sport musi boleć – Mo kończył niejeden trening w życiu na czworakach. Że nie da się bić swoich rekordów życiowych bez ciężkiej pracy – Farah biega po 150 km tygodniowo. Że kontuzje prędzej czy później dopadną każdego – mistrzowi olimpijskiemu siadł Achilles, kiedyś nie wytrzymało kolano, nikt nie wiedział o co chodzi, a ból tak jak niespodziewanie się pojawił, tak błyskawicznie… zniknął wiele dni później.

Ja wiem, że to wszystko są trochę oczywiste oczywistości, ale uwierzcie – fajnie czyta się je ze świadomością, iż opowiada to współczesny biegacz nad biegacze. Człowiek, który odniósł w swoim życiu wiele porażek. Na bieżni – patrz chociażby finał MŚ w Daegu na 10 000 m, jak i poza nią – zanim poślubił obecną partnerkę, kobieta ta dała mu kosza, a następnie… zaszła w ciążę z innym mężczyzną.

Farah ma jednak cechę prawdziwego czempiona: z każdej przegranej potrafi wyciągnąć wnioski, a następnie koniec końców przekuć ją w sukces. Kto wie, może po lekturze i na was przejdzie trochę jego determinacji i pasji do pracy, nie tylko tej podczas treningów? Tego wszystkim życzę i informuję, że książkę możecie zamówić pod tym adresem:

http://www.sklep.weszlo.com/produkt/1231-sila-ambicji-mo-farah-autobiografia

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑