Moda na modę. Takie czasy, że każdy uważa się za projektanta

Opublikowano Sierpień 21, 2013 | przez MB

koszulki

Zauważyłem, że w Polsce ostatnimi czasy przybywa nie tylko „kebabów” i pisarzy-celebrytów, ale także firm odzieżowych. Zapanowała swoistego rodzaju moda na modę, wedle której każdy może mianować się projektantem.

Jak grzyby po deszczu wyrastają hipsterskie sklepy internetowe w teorii oferujące ubrania unikatowe, z limitowanych edycji, o niestandardowych wzorach. W praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Samozwańczy projektanci nakręcają powszechny paradoks wyróżniania się z tłumu za wszelką cenę polegający na tym, że pomimo szczerych chęci, i tak wszyscy wyglądają jednakowo.

Czarne czapki z białymi napisami, koszule z łatami na łokciach albo na ramionach, moro, skóra zestawiona z bawełną, vansy, dżinsowe szorty, koszulki z głębokim dekoltem – tak obecnie wygląda przeciętny nastolatek, który pragnie błyszczeć w tłumie przechodniów. Każdy.

Na topie są jednokolorowe bluzy z dużymi napisami.  Prosty pomysł żerujący na ludzkiej potrzebie wyrażania siebie za pośrednictwem ubioru. FUCK ME, FLY AWAY, TALKO TO THE HAND albo bardziej swojskie CZEŚĆ. Tego typu produkt w swoich kolekcjach posiadają wszystkie domorosłe firmy odzieżowe prowadzone przez dwudziestoparolatków. Przez ludzi, którzy ulegli propagandzie negującej sieciówki, a teraz ubierają się w szmateksach i przeglądają modowe blogi. Nie wiem, być może są to wystarczające kwalifikacje do stworzenia własnej linii ubrań i lansowania jej w sieci jako niezależnej oferty do otwartych młodych. Jednak z szerszej perspektywy tego typu inicjatywy wyglądają jak łatwy i szybki sposób na zarobek nie podparty ani jakością, ani zakładaną oryginalnością.

Młode firmy wykorzystują najtańsze materiały, bo tylko na takie mogą sobie pozwolić na samym starcie. Wiele z nich nie przepuszcza powietrza i jest po prostu niezdrowych. Inne sprowadzane są najniższym kosztem z Chin. Liczy się tylko dobry look. I tutaj pojawia się kolejny paradoks współczesnej mody na modę. Efektowny wygląd jest przedkładany nad komfort i wygodę. Na dworze trzydzieści stopni w cieniu, żar jak skurwysyn, ale czapeczka na głowie musi być, bo zajebiście (ponoć) wygląda. Bluzka uwiera, gryzie, ciało się w niej poci jak świnia, ale ma za to ładny kołnierzyk i stylowe guziczki.

Ta tendencja to woda na młyn młodych projektantów. Mają świadomość tego, że ich produkt wcale nie musi najlepszej jakości. Ważne, żeby wyglądał tak jak oczekują tego gimnazjaliści. Bo właśnie ludzie w tym przedziale wiekowym stali się ostatnio najbardziej podatni na modowe trendy. Ale chyba zawsze tak było, tylko w przeszłości wybór był mniejszy. Teraz jest większy tylko teoretycznie, ponieważ nastolatki wybierają pomiędzy zieloną bluzą z małym napisem, czerwoną bluzą z dużym napisem, a bluzą całkowicie czarną z napisami na ramionach.  I są w stanie wydać na nią nawet od 200 do 400 zł.

Czysty biznes. Mało pracy, proste wzory, niskie koszta, zysk niewyobrażalnie nieproporcjonalny do włożonego wysiłku. Wystarczy sprawnie funkcjonujący fanpage, ładna sesja zdjęciowa i błyskotliwie zmontowany filmik na YouTube’ie. Hipsternia łyka to jak młody pelikan.

Jeszcze kilka miesięcy temu miałem wątpliwości, czy mnożące się jak króliki młodzieżowe firmy odzieżowe mają szansę przetrwać i z sukcesem prosperować. Kilka marek już przecież wyrobiło sobie…. markę tak dużą, że ich ubrania można zobaczyć na sławnych i wysportowanych ciałach Rihanny i Justina Biebera. Teraz wiem, że moda na modę jest na tyle silna, by zapewnić kilku dwudziestolatkom parę lat komfortowego życia.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑