Mój kraj, moja duma: Łódź się odradza

Opublikowano Czerwiec 24, 2015 | przez Tomas

smq2ww

To miasto albo się kocha, albo nienawidzi. Ktokolwiek, kto choć raz się w nim pojawił, choćby przejazdem, przeważnie nie pozostaje obojętny. Jedni mówią: syf, brud i niedbałość. Drudzy odpowiadają: to uszczerbki w niepodrabialnym klimacie. Dzisiejsza Łódź chce kojarzyć się dobrze nie tylko swoim mieszkańcom.

– Brudno tu macie. Mury pomazane, spadający tynk. W centrum miasta też nie wiesz, gdzie, kiedy i za co dostaniesz wpierdol.

Szczerze? Nie wiem, ile razy słyszałem takie hasła od przyjezdnych. To, że są tu kamienice nieładne, ulice dziurawe i kilka ciemnych zaułków, gdzie lepiej nie chodzić samemu – mówił właściwie każdy. Wystarczy kilkadziesiąt minut przejazdem samochodem przez miasto. Czasem wystarczy nawet wzrok wciśnięty w pociągowe okno.

I rzeczywiście, kiedy wylądujesz na ulicy Włókienniczej, tuż obok uniwerku i kilka minut z buta od centrum, zamiast „dzień dobry” – usłyszysz: „Żydzew kurwa?”. Gdyby tak skonstruowane pytanie nie było wystarczającą sugestią odpowiedzi, mogą nią być wywieszone niekiedy flagi w barwach drugiego z łódzkich klubów. Ale o Włókienniczej mogliście słyszeć, choćby w opowieściach ojca. To takie miejsce, do którego swego czasu się przyjeżdżało, puszczało długie światło i kupowało spirytus. Dziś – wierzcie na słowo, bo to true story – starsza pani może ci się położyć na masce i nie chcieć zejść. Policjant, słysząc o wybitej szybie i skradzionym radiu, dopytuje z uśmiechem: Pani naprawdę tam zaparkowała?!

Ale które polskie miasto przypomina krainę płynącą miodem? Gdzie na pewno nie dostanie się w dziób, gdzie nie ma zaczepiających gówniarzy podających się za kiboli? Gdzie w ciągu dnia na pewno nie spotka się pijaczyny?

Łódź tych marginalnych miejsc ma coraz mniej. Już się wydawało, że upada i wyrżnie twarzą na glebę, ale, lądując na jednym kolanie, zdołała się podeprzeć. I powoli się podnosi. Zbiera siły. Odradza się. Ja też, jako mieszkaniec tego miasta, zaczynam się odradzać.

Niedawny redakcyjny kolega z „Gazety Wyborczej” wymyślił sobie w Łodzi woonerf. Miejsce w samym środku miasta, odchodzące od głównej ulicy Piotrkowskiej, gdzie przebudowano jezdnię, postawiono ławki, zrobiono atrakcyjne miejsce dla pieszych, niemal całkowicie wykluczając ruch samochodowy. On gdzieś ten projekt podpatrzył, chciał przenieść na łódzką ziemię. Udało się.

Bo Łódź to dziś miasto kreatywności. Miasto coraz bardziej artystyczne – od murali po liczne wystawy artystyczne. Artystyczna jest też OFF Piotrkowska: kiedyś tzw. „China Town”, z mnóstwem budek z chińskim jedzeniem i wlatującymi do nich gołębiami, dziś – lokal na lokalu i nowoczesne, stworzone pomysłem nie funduszami, miejsce. Ale to tylko przykład, bo Łódź ruszyła choćby z projektem „Mia100 Kamienic”, w ramach którego odnowiła kamienice i odmalowała elewacje. Buduje nowy dworzec, remontuje dziesiątki ulic i angażuje się w dziesiątki projektów. Nawet, jeśli czasem jest ich zbyt wiele, przynajmniej potwierdza, że chce.

Chce wrócić do krajowej czołówki.

2vmxe2o

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑