Mój kraj, moja duma: nasi rodacy, których wynalazki zmieniły świat

Opublikowano Maj 6, 2015 | przez lucky bastard

Z wynalazkami dziś kojarzymy głównie Amerykanów czy Japończyków. I słusznie, bo obecnie to oni przodują w statystykach innowacji i patentów. W tym całym technologicznym zgiełku, który dociera do nas ze wszystkich stron, warto jednak docenić naszych ludzi. Urodzonych w Polsce. Gdyby nie ich tęgie umysły, dziś świat mógłby wyglądać znacznie inaczej. Przedstawiamy siedmiu polskich wynalazców, których produkty tysięcy godzin pracy, naprawdę wpłynęły na otaczającą nas rzeczywistość.

Maksymilian Faktor – arcymistrz make-up’u

Kojarzycie? Pewnie nie, ale kiedy z Maksymiliana zrobimy Maxa, to w głowie niejednego, a już z pewnością niejednej z was, zapali się jasna lampka. Pionier i rewolucjonista makijażu urodził się w Zduńskiej Woli. Był Żydem i wychowywał się na łódzkich Bałutach. Pierwszą styczność z późniejszą profesją, której stał się arcymistrzem, miał w wieku dziewięciu lat. Wtedy został stażystą w firmie produkującej peruki i kosmetyki. Potem, już jako aptekarz, powrócił do starej fascynacji i zaczął eksperymentować.

To głównie dzięki jego wynalazkom kobiety, nawet te przeciętne, wyglądają dziś tak pięknie. Jako pierwszy zaczął pakować kosmetyki do tubek. Doszedł do wniosku, że szminka powinna znajdować się w sztyfcie, a peruki mogą być po prostu z włosów, zamiast używanych wcześniej tandetnych wełny czy słomy. Był nadwornym makijażystą na dworze carskim, a później – po przeprowadzce do USA – o jego usługi zabijały się największe gwiazdy Hollywood. To jemu przypisuje się wynalezienie słowa „make-up”. Za jego największe dzieło uważa się charakteryzację Borisa Karlofa do słynnej roli Frankensteina. Dalibyście wiarę? To wszystko osiągnął nasz człowiek, chociaż z Polską łączyło go właściwie tylko dzieciństwo.

Kazimierz Funk – witaminowy pionier

Pan piguła musiał mieć wyjątkowo nudne życie. Godzinami, dniami i nocami, ślęczał w swojej pracowni, ale z tej nudy przynajmniej powstało coś, co dziś – również za jego sprawą – nazywamy witaminami. Rodowity Warszawiak wyjechał na studia, najpierw do Szwajcarii, później do Francji. W 1912 roku intensywnie pracował nad przyczyną choroby beri-beri. Wielkim krokiem było wyodrębnienie witaminy B1, z otręb ryżowych.

Clipboard02

Na tym jednak nie poprzestał. Jego naukowy umysł podpowiadał mu, że to dopiero początek. Że podobnych związków może być cała grupa. Poźniej zorientował się, że niedobory wytrąconych przez niego substancji mogą powodować rozmaite choroby. Można więc powiedzieć, że był współtwórcą dziedziny dietetyki.

Jack Tramiel, czyli Jacek Trzmiel – twórca Commodore

Chyba najbardziej inspirująca spośród przedstawionych historii. Młodsi czytelnicy z nazwą Commodore mogli spotkać się co najwyżej na jednej lekcji informatyki, ale starsi z pewnością docenią wkład tego człowieka w rozwój rynku komputerów osobistych. Jacek Trzmiel urodził się w Łodzi. Miał straszne dzieciństwo. Był Żydem, więc w momencie wybuchu wojny automatycznie wylądował w Getcie, gdzie pracował w fabryce odzieży. Potem, wraz z ojcem, trafił do obozu w Oświęcimiu, gdzie cudem udało się uniknąć zagłady. Po wojnie, z dziesięcioma dolarami w kieszeni, wylądował w Nowym Jorku, gdzie przeszedł drogę od pomocnika, do założenia własnej firmy.

Clipboard01

Na początku lat 80-tych stworzył Commodore 64, który do dziś pozostaje najlepiej sprzedającym się komputerem w historii świata. Kosztował zaledwie 135 dolarów, więc mógł go mieć właściwie każdy. Rocznie sprzedawano ok. 1,5 miliona sztuk. W ogóle do domów na całym świecie trafiło blisko 20 mln tych urządzeń.

„Był dla branży komputerowej tym, kim Henry Ford dla branży samochodowej” – pisał po jego śmierci New York Times.

Ignacy Łukasiewicz – wydobywał ropę przed Arabami

Chyba najbardziej znana postać spośród przedstawionych, bowiem o jego największym wynalazku, czyli lampie naftowej, uczy się już w podstawówce. Był pierwszym na świecie człowiekiem, który zaczął masowo myśleć o wykorzystaniu dobrodziejstw jakie płyną z wydobycia ropy naftowej. Jemu przypisuje się również otwarcie pierwszej na świecie kopalni tego surowca. I pomyśleć, że jako dziecko wyleciał z gimnazjum, bo pochodzący z biednej szlachty rodzice, mieli za mało pieniędzy.

Clipboard01

Na swoich wynalazkach dorobił się niemałego majątku, ale nie zachowywał go wyłącznie dla siebie. Był znanym w całej Polsce filantropem. Mawiano o nim, że wszystkie drogi w Zachodniej Małopolsce brukowane były guldenami Łukasiewicza. Walczył z biedą, alkoholizmem. Finansowo wspierał także Powstanie Styczniowe. Mówiąc po naszemu – gość o wielkim umyśle, ale też i wielkim sercu.

Ludwik Zamenhof – językowy świr

Pewnego dnia usiadł w swoim gabinecie. Był okulistą i doszedł do wniosku, że między ludźmi dochodzi do nieporozumień z powodu bariery językowej. Wówczas Polska była krajem podzielonym i wielonarodowościowym. Mieszaliśmy się z Rosjanami, Niemcami i Żydami. Zamenhof był idealistą. Pomyślał, że jeśli stworzy język uniwersalny, to wszyscy staną się braćmi. I zabrał się do pracy, swój wynalazek nazywając esperanto. W 1887 roku stworzył pierwszy podręcznik, rozesłał go na cztery strony świata i czekał na reakcję.

I odniósł sukces. Dziełem zainteresowały się prasa i literaci, a z Polski i zagranicy przychodziły tysiące listów z aprobatą i chęcią pomocy popularyzacji nowego języka. W dłuższej perspektywie esperanto nie spełniło jednak zamysłu swojego autora. Ekscytacja szybko upadła, a językiem ogólnoświatowym stał się angielski. Pomysł Zamenhofa jednak całkiem nie umarł. Związki esperantystów na całym świecie istnieją do dziś, ale raczej nie płynie z tego jakiś wyraźny pożytek.

Swoją drogą musiał być niezłym świrem. Komu chciałoby się siąść i wymyślić od podstaw własny język?

Jan Czochralski – człowiek, który wyprzedził epokę

On, jako wynalazca, przez wiele lat był zapomniany. Dopiero od czerwca 1990 r. na ścianie małego domku w Kcyni, gdzie się urodził, widnieje pamiątkowy napis: „W tym domu urodził się prof. dr Jan Czochralski, światowej sławy uczony-wynalazca, krystalograf, chemik, metalurg”. Dziś wiadomo, że dzięki jego szczęściu i spostrzegawczości, łatwiej żyje się miliardom ludzi na całej ziemi. Chociaż nie ma ani jednej ulicy Czochralskiego, w światowej literaturze naukowej jego nazwisko jest wymieniane częściej niż Mikołaja Kopernika czy Marii Curie-Skłodowskiej. Bez niego nie byłoby ani komputerów, ani telewizorów, ani milionów podobnych urządzeń, opartych na układach z krzemu. Zdziwieni? Nasz rodak, zupełnie przez przypadek, wyprzedził epokę.

Któregoś wieczoru pracował nad zupełnie czymś innym. Zniechęcony brakiem efektów odstawił na bok stopioną cynę i chciał coś zanotować. Na szczęście był fajtłapą i zamiast do atramentu, pióro włożył do tygla z cyną. Gdy je wyjął, za stalówą ciągnął się cienki jak włos cynowy drucik. Kiedy prześwietlił go promieniami RTG okazało się, że to kryształ. W tamtych czasach podobna wiedza nie była do nikomu potrzebna. Dopiero później na ten sam pomysł wpadli Amerykanie.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑