Mój kraj, moja duma: OFF Festival

Opublikowano Sierpień 12, 2015 | przez lucky bastard

OFF-Festival-2015-guide

Tegoroczna edycja OFF-a była tą jubileuszową, dziesiątą. Zapowiadano ją jako tę, w której po raz kolejny zmieni się formuła festiwalu – Artur Rojek sięgnął tym razem po artystów jeszcze bardziej niszowych, mniej znanych szerszej publiczności. Został pewnie do tego przymuszony, co widać, gdy spojrzy się na zdjęcia z zeszłego roku, gdzie wszędzie widać było logotyp głównego sponsora. W tym roku go już nie było…

Czy zmieniło to sam festiwal? Śmiem wątpić. Już jakiś czas temu przestało chodzić tu tylko o muzykę – jeśli kiedyś Stendhal powiedział, że powieść to lustro przechadzające się po gościńcu, to OFF jest zwierciadłem przechadzającym się po najlepszych alternatywnych miejscówkach w tym kraju. Wiadomo, śmierdzi tutaj hipsterstwem, ale niech podniesie rękę ten, kto nigdy nie był na Placu Zbawiciela w Warszawie, nie odwiedził w Krakowie FORUM Przestrzenie, a w Łodzi nie zajrzał na Off Piotrkowską.

Rąk nie widać.

Ale do rzeczy. OFF to dziś nie tylko muzyka. To wszystko, czym jarają się wielkie miasta w szeroko pojętej kulturze. Jeśli ktoś lubi słuchać i rozmawiać o książkach, to ma dla siebie Kawiarnię Literacką, tam może przypatrzeć się rozmowom o poezji z Pablopavo, dyskusjom na temat reportażu z Magdaleną Grzebałkowską (autorka książki o 1945 roku), czy posłuchać guru wielkomiejskiej młodzieży Jakuba Żulczyka, który opowiada o najnowszej książce „Ślepnąć od świateł”. Do kawiarni zajrzała też gwiazda festiwalu Patti Smith. 68-letnia gwiazda rocka opowiadała o pracy. Ciekawe, ile było wśród widzów bananowej młodzieży, dla której praca to rzecz obca.

Są też projekcje filmowe, ale jest też przede wszystkim strefa gastro. Kto lubi klimaty piwo + kiełbasa z ketchupem, ten się raczej zawiedzie. Powiedziałbym raczej, że to raj dla tych, którzy doskonale rozumieją tę zwrotkę Taco Hemingwaya:

Wracam i widzę nowe awizo

Ja znowu nie mam kwitu, kupiłem drogie chorizo

Jakieś żytnie pieczywo. Chleby ciemne jak Akon

Władam sojowym mlekiem, bo jestem soja Posejdon

Aha. Znowu nie mam na życie, wszystko wydałem na hummus

Ty jadłeś byle co a widać że apetyt ci urósł

Podczas gdy jadłeś kanapki, szynkę, majonez babuni

Ja jadłem jarmuż i bataty i prażone halloumi.

No i można było na OFF-ie powcinać te wszystkie alternatywne – w tym wegańskie – burgery, naleśniki gryczane (bezglutenowe, of course), była zupa ramen, ale był też pospolity śledzik i śląska kuchnia, wiadomo. Wszystko to odbywało się w katowickiej Dolinie Trzech Stawów. Jeśli ktoś miałby kiedyś dłuższą chwilę na Śląsku, naprawdę warto się tam wybrać. To zresztą jedna z popularniejszych tras biegowych w tym kraju i pewnie jedna z najładniejszych. Małe stawy i stawiki, lasy, łąki. Trudno o lepsze miejsce na festiwal.

Tym bardziej, że to wszystko dzieje się w sercu Śląska. Tego, który teraz rzekomo jednocześnie umiera i się odradza. Umiera ten stary, oparty na górnictwie, z odrapanymi familokami, zamkniętymi kopalniami i hutami. Na tym gruncie odradza się nowy Śląsk, z nowymi możliwościami i nowym spojrzeniem na siebie. Również dzięki OFF-owi.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑