Mój kraj, moja duma: polski ilustrator podbija świat

Opublikowano Marzec 15, 2016 | przez ZP

8389adf9f32664e94c0d0ea8c45c3d05,641,360,1,0

Spokojne, pogodne popołudnie na południu Polski. Górale wypoczywają przy wypasie owiec, panuje sielska atmosfera. Nagle zza drzew wyłaniają się trzy mechy, potężne antropomorficzne machiny bojowe. Nie byle jakie, bo należące do Armii Polskiej, a zasilane parą. Porywająca perspektywa, którą jakiś zdolny pisarz fantasy powinien właśnie zacząć opracowywać na znakomitą książkę, a która jest światem twórczości Jakuba Różalskiego.

Przypadek krakowskiego ilustratora pokazuje siłę internetu. Dawniej twórca, aby gdzieś się przebić musiałby chodzić po niszowych galeriach, być zdany na łaskę kontaktów, krytyków. Dzisiaj? Naprawdę dobre dzieło przebije szklany sufit dzięki globalnej sieci i nie potrzebuje żadnych pomagierów. Obroni się samo, scena jest rozłożona nieustannie, tylko działać. Obrazy z serii 1920+ cieszą się ogromną popularnością na zachodzie,  bo zyskały status „viral” i pojawiały się zarówno na branżowych portalach, jak i tych popkulturowych.

Doskonale siłę sieci w historii Różalskiego pokazują dwa przypadki. Po pierwsze, telefon od Jamey’ego Stegmaiera z Stonemeier Games. Amerykanin zobaczył na portalu Kotaku dzieła Polaka i w lot pojął jak duży jest ich potencjał. Zachwycił się nie samą atrakcyjnością estetyczną, ale tym, jak ciekawy świat zaproponował Różalski. Stegmaier zrozumiał, że jest możliwy do wykorzystania również w jego branży: gier planszowych.

Panowie szybko doszli do konsensusu, zaczęli działać wspólnie i na Kickstarterze pojawiła się zbiórka na „Scythe”, rozgrywająca się w alternatywnej rzeczywistości Europy lat 1920-1939 (jedną z dostępnych frakcji oczywiście także Polska) strategię. Gdy piszemy te słowa gra zebrała DWA MILIONY DOLARÓW, a więc nie dziwi, że latem odbędzie się jej światowa premiera. I umówmy się: Różalski nie tylko wymyślił jej świat, ale także był kołem zamachowym sukcesu przy zbieraniu funduszy. Tak, wszelkie testy i wczesne recenzje kładą nacisk na to, że mechanika strategicznej rozgrywki jest bardzo ciekawa, ale wiecie jak to jest w internecie – zanim Stagmeier zdążyłby wytłumaczyć wszystkim rozgrywkę, objaśnić dlaczego jest barwna i godna uwagi, większość zdążyłaby już włączyć inną stronę. A tu wystarczy jeden obraz Różalskiego i przenosimy do fascynującego świata, w którym chce się pozostać, w który chce się wniknąć. Porywa w lot. Cieszy, że do gry będzie też dodana książka z wszystkimi grafikami Różalskiego dotyczącymi serii 1920+.

Screen Shot 03-10-16 at 05.34 PM

Drugi przykład siły internetu: Różalskim zainteresowało się nawet Hollywood. Bez kontaktów, bez prób wciśnięcia się na salony – ot, gdzieś ktoś zobaczył jego prace jak wcześniej Stegmaier i uznał, że ten człowiek jest niezbędny. Polak został zaproszony do zespołu, który będzie pracował przy nowej ekranizacji King Konga! Duża sprawa. Prywatnie nasz rodak przyznał, że zawsze o takim wyzwaniu marzył.

Trzydziestokilkuletni Różalski mieszka w Krakowie, a twórczość, która rzuciła na kolana świat, nie wzięła się znikąd. Darujemy sobie stwierdzanie, że malował od dziecka – to po prostu widać, oczywista oczywistość. Ale gdy już czytamy, że jego pasją była zarówno historia, jak i fantastyka, to wszystko zaczyna do siebie pasować. Tak jest – tylko człowiek, który bardzo głęboko zabrnął w polską historię, a do tego bardzo głęboko interesował się fantastyką, mógłby stworzyć coś takiego. Zresztą, o czym my mówimy, skoro Różalski za ulubione filmy podaje „Krzyżaków” i „Gwiezdne Wojny”. Jest w tym wszystkim konsekwencja.

To kolejny gość, który pokazuje, że kluczem do sukcesu jest pozostanie wiernym… sobie. Swoim pasjom, swoim zainteresowaniom. Gdy dziś go pytają „dlaczego malujesz właśnie to” odpowiada po prostu „bo to mnie ciekawi, bo to lubię” i koniec. Zaskakująco często jest to wszystko, co potrzebne do osiągnięcia sukcesu…

jakub-rozalski-1920-kosciuszko-01-small

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑