Mój kraj, moja duma: Saska Kępa znowu jest piękna

Opublikowano Październik 6, 2015 | przez ZP

 

Saska Kępa to miejsca stare jak sama Warszawa, znane każdemu, kto choćby raz zatrzymał się na kilka chwil w stolicy. Odkąd pamiętamy uchodziła za elitarną, chociaż przed kilkoma laty ta elitarność dosyć intensywnie mieszała się z biedą, patologią i bazarowym handlem w najgorszym wydaniu. Dziś to jednak już tylko niezbyt miła przeszłość, a Kępa znowu oddycha pełną piersią. I ściąga do siebie całe rzesze warszawiaków, którzy do niedawna nie widzieli powodów, by zapuszczać się na drugą stronę rzeki.

Niektórzy nazywają ją nowym centrum miasta, co zresztą znajduje swoje odzwierciedlenie w geometrii, bo Saska Kępa leży w idealnym środku Warszawy. Głównie jest to efekt kierunków rozwoju stolicy, ale nie bez znaczenia jest też fakt, że na przestrzeni wieków dzielnica… zmieniała swoje położenie. Wedle niektórych teorii kiedyś należała do lewobrzeżnej strony miasta, później oddzieliła się, przez pewien czas była wyspą, by ostatecznie wpaść w objęcia drugiej strony. Jakkolwiek patrzeć, do lewej strony miasta przynależy nie tylko popularnością, ale też pochodzeniem.

W pewnym stopniu siłą Saskiej Kępy jest tragizm innych dzielnic Warszawy, zwłaszcza Śródmieścia, które doszczętnie zostało zburzone podczas wojny. Szacuje się, że na Kępie niemiecki bomby zniszczyły ledwie około dwudziestu procent całej zabudowy, z czego część udało się odtworzyć (niektóre wille do tej pory mają ślady po kulach). Tym sposobem czuć tutaj przedwojennego ducha miasta i aż tak bardzo nie czuć stalinowskiego piętna. Dominuje niska zabudowa, urokliwe wille i dwu-trzypiętrowe kamienice, a klimat dzielnicy jest wręcz niepowtarzalny.

 

Od setek lat Saskiej Kępie osiedlali liczni cudzoziemcy, a w latach 20-tych i 30-tych zeszłego wieku większość ulic dostało swoje międzynarodowe nazwy – znajdziecie tu ulicę Francuską, Londyńską, Meksykańską, a nawet Libijską. Jest to pochodna planów zorganizowania na terenie dzielnicy wystawy światowej w 1944 roku, które jednak z różnych względów porzucono jeszcze przed wojną. Można powiedzieć, że dzielnica od zawsze miała międzynarodowy charakter, chociaż najbardziej wielokulturowo zrobiło się tu w 1989 roku, czyli odkąd Stadion Dziesięciolecia przemienił się w tzw. „Jarmark Europa”. I zdecydowanie nie o tym marzyli okoliczni mieszkańcy.

Położony u zbiegu ulicy Francuskiej stadion był dotychczas jednym z największych problemów Saskiej Kępy. W okolicy roiło się od drobnych – i nie tylko drobnych – przestępców, a kuszona niskimi cenami tłuszcza ciągnęła w tamte rejony z całej Warszawy. Całkowicie kulała wtedy część restauracyjno-usługowa ulicy Francuskiej – dziś tak otwartej i efektownej – gdzie w PRL-owskich kawiarniach napić się można było jedynie kawy rozpuszczalnej lub „po turecku”. W tamtych czasach mieszkanie na Kępie miało niewiele wspólnego z prestiżem. Dopiero decyzja o przebudowie Stadionu Dziesięciolecia, wcale nie taka oczywista, przyniosła wybawienie dla całej dzielnicy.

Przede wszystkim Saska Kępa odzyskała swój dawny charakter dzielnicy sportowo-rekreacyjnej. Na efektowny i prawie zawsze otwarty Stadion Narodowy zewsząd ciągną biegacze, rolkarze i zwolennicy innych sportów na kółkach. Ulica Francuska zaczęła tętnić życiem, jest pełna różnorodnych restauracji i usług najwyższej jakości. W okolicy raczej nie znajdziecie nocnych klubów, więc przechadza się tędy trochę inny typ spacerowiczów, niż choćby w centrum miasta. Natomiast lubiący inny tryb rozrywki mają do dyspozycji położoną tuż obok, odrestaurowaną, ogromną i piaszczystą plażę, na której nawet policja nie gania za picie piwa.

Dziś na Saskiej Kępie czuć entuzjazm, a dzielnica zmienia się na naszych oczach. Wystarczy nie zaglądać tu przez miesiąc i już można znaleźć jakieś nowo otwarte miejsce. Dzielnica kusi różnorodnością oraz swoim elitarnym klimatem. I z całą pewnością warto wu wybrać się w pogodny weekendowy dzień.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑