Mój kraj, moja duma: Szymon Hołownia pomaga innym

Opublikowano Wrzesień 30, 2015 | przez Tomas

D09R2343

W zeszłym tygodniu miałem okazję brać udział w jednym ze szkoleń w Warszawie – był Grzesiak, coach i psycholog, prof. Jerzy Bralczyk czy kilku speców od marketingu i reklamy. Ale był też człowiek, który zrobił na mnie ogromne wrażenie: raczej znany jako niski kumpel Prokopa i prezenter telewizyjny, Szymon Hołownia. I pokazał swoją drugą twarz, tę trochę bardziej ukrytą, choć przewijającą się w mediach od pewnego czasu. Otóż Hołownia opowiadał o dobroczynności…

Nie wiem, czy jest wam znany ktoś taki, jak T. Harv Eker – biznesmen, autor wielu publikacji, a przede wszystkim mówca publiczny, w stylu Anthony’ego Robbinsa. Eker wyróżnił się jednak tym, że zbadał różnice między ludźmi bogatymi a biednymi. Istnieje badanie, które mówi, że gdyby zabrać wszystkim ludziom pieniądze, rozdzielić je po równo pomiędzy mieszkańców świata, po dwóch latach bogaci znów byliby bogatymi, a bogaci – biednymi. Coś więc ich musi różnić. Najczęściej mentalność, nawyki, podejście, sposób myślenia. Eker napisał o tym dobrych kilka lat temu w książce „Bogaty albo biedny: po prostu różni mentalnie”.

Dlaczego zaczynam od niego? Ano dlatego, że Eker wspomniał również o koncepcji sześciu kont (alternatywnie: sześciu słoików), która zakłada konkretne podziały wydawania comiesięcznej pensji – ile procent na oszczędzanie, ile na zabawę, ile na edukację itd. Koncepcja ta zakłada też dobroczynność, czyli oddawanie 5 procent swojego wynagrodzenia na innych. Niby niedużo. Ale podstawcie to obliczenie pod swoją pensję i odpowiedzcie sobie na pytanie, czy bylibyście w stanie na to pójść, czy – zamiast na własne przyjemności – możecie oddać tę kasę innym… Ciężko, co?

Ostatnio na jednym ze spotkań usłyszałem jednak fajne zdanie: „Jeżeli masz dwie ręce i dwie nogi, wszystko na swoim miejscu, możesz normalnie pracować, to dlaczego nie wesprzesz kogoś, kto tej możliwości jest pozbawiony?”.

Jakbym zarabiał tyle, co tamten, dałbym na biedne dzieci… Jak kiedyś będę bogaty, to będę rozdawał biednym… Nie stać mnie na to, żeby pomagać innym…

Zastanawialiście się, ile razy usłyszeliście takie zdania? Albo, co gorsza, ile razy sami je wypowiedzieliście? Ja, bez sztucznego słodzenia, wiele. Kumpel mówi ostatnio: „Zawsze byłem zdania, że ja te pieniądze odłożę, lepiej zainwestuję, a dopiero wtedy, gdy uzbiera się trochę większa kwota, to pomogę. Teraz wiem, że pewnie w przyszłości bym nie pomógł”. I ja też bym nie pomógł. I wy też nie.

Hołownia w trakcie swojego wystąpienia uświadomił nas, że myślimy błędnie, że robimy to źle. Bo liczy się tu i teraz. Bo w Afryce, gdzie on powadzi działalność charytatywną, można kupić czyjeś życie. Raz w szpitalu lekarz powiedział, że dla chłopca nie znajdzie się już miejsce. No, chyba że za pięćdziesiąt dolarów. Taka była cena za jego serce, emocje i marzenia. Pięćdziesiąt pieprzonych dolarów.

Tak jak i za dychę można w Afryce podłączyć dziecko do respiratora. Tyle – przy połączeniu z agregatem, które w niektórych miejscach jest konieczne – kosztuje podłączenie do maszyny, która może uratować życie małemu chłopczykowi.

Odkładając plany o zaangażowaniu się w charytatywność, kolejne szanse tego zaangażowania się przemijają. Przemijają, niestety, bezpowrotnie. Hołownia uświadamiał, że lepiej dać dziś mniejszą pomoc, niż obiecać większą w przyszłości. Wtedy może być za późno.

Zresztą on sam opowiadał, jak często wchodzi w rozmowy z żebrakami. Życiowe historie dżentelmenów od haseł „Kierowniku, pięć złotych za popilnowanie samochodu” zna na wylot. Zna ich, bo się ich nie boi, nie wstydzi rozmowy z nimi. Chce pomóc, nie odwraca się na pięcie, udając obcokrajowca. Sam przyznaje, że zdarza mu się powiedzieć bezdomnemu: „Ja wiem, że ty za te pieniądze, o które teraz prosisz na jedzenie, kupisz alkohol. Ale kup też coś, byś na ten pusty żołądek nie pił”. I daje odrobinę więcej.

Bardziej urzekła mnie jednak historia, kiedy jednej z kobiet rzucił coś w stylu: „Tylko pani teraz wie, czy usłyszałem prawdę, czy nieprawdę. Dam pani te pieniądze i jeżeli one pani faktycznie pomogą, to cieszę się, że pomogłem. Ale jeżeli zrobi pani z nich inny użytek – to pani, jako jedyna znająca prawdę, będzie mnie miała na sumieniu”.

Proste, ale mądre.

Tak jak i, przynajmniej moim zdaniem, jego podejście do pomagania innym. Bo – jak mówi Szymon – zapamięta się nas nie jako tych z tytułami przy nazwisku, lecz jako dobrych ludzi, którzy nieśli pomoc. Hołownia ją niesie, głównie właśnie w Afryce, do tego zaraża nią innych. Szacunek!

Komentarze


Tagi:



Back to Top ↑