Mój kraj, moja duma: wykład, który wprowadził Polaków w ekstazę

Opublikowano Kwiecień 8, 2015 | przez Tomas

1010687_490562284347256_1846258390_n

W środy publikujemy tekst z cyklu „Mój kraj, moja duma” i właśnie stwierdzam, że jeśli nie dziś to nie będzie już okazji, żeby opowiedzieć wam niedawną historię. Historię, w której jeden człowiek poruszył kilka tysięcy ludzi i sprawił, że z pewnie ponurych na co dzień obywateli stali się dumnymi Polakami.

Rzadko zdarza mi się śpiewać hymn albo widzieć, jak śpiewają go inni. Kiedyś – ale to chodziło tylko o powtórzenie tekstu, bez śpiewu – robiliśmy to na lekcjach muzyki, a potem to już tylko chwile uniesienia przy okazji meczów reprezentacji. Tymczasem ze trzy tygodnie temu kilka tysięcy ludzi znajdujących się w hali wstało, wypięło dumnie klatkę piersiową i było gotowe wykrzyczeć tekst Mazurka Dąbrowskiego.

Że to jakieś mistrzostwa z udziałem Polaków? A skąd. To był… wykład Mateusza Grzesiaka. Tytuł: „Dumny z bycia Polakiem”. Ci wszyscy ludzie – po wysłuchaniu ponad godzinnego przemówienia –byli dumni. Ja również.

To, o czym mówił wówczas Grzesiak, znaleźć łatwo w sieci. Przedstawił siedem fundamentów nowej Polski. Po pierwsze, żeby połączyć sukces i szczęście. Po drugie, żeby pamiętać, że ludzie są dobrzy, a świat to przyjazne miejsce. Po trzecie, żeby dołączyć do wiedzy umiejętności miękkie. Po czwarte, żeby uśmiechać się i cieszyć. Po piąte, żeby nie krytykować, dawać feedback. Po szóste, żeby wspierać się nawzajem. Po siódme, być dumnym.

Powiedzmy sobie szczerze: to ogólniki. To nic innego jak dobre wartości życia, które obowiązywać powinny w każdym społeczeństwie. Ale nas, Polaków, tyczą się one akurat wyjątkowo mocno. Bo jeden drugiemu może nie życzy źle, ale kiedy ten drugi ma odrobinę lepiej – już zazdrości, już podejrzewa, że dorobił się nieuczciwie, już próbuje mu to odebrać. Bo na co dzień jesteśmy ponurzy i nie potrafimy cieszyć się z małych rzeczy. Bo wszystko i wszystkich hejtujemy. Bo uważamy, że Polacy to w większości głupki, ale głupkiem oczywiście nie jest żaden z nas. Bo o Polakach mamy bardzo złe zdanie, ale oczywiście nie o żadnym z nas. Bo problemem – choć to raczej ministerstwa edukacji – jest to, że nie naucza się nas umiejętności miękkich, a jedynie wiedzy twardej. Dorobimy się więc połowy społeczeństwa z tytułem magistra – łatwo uzyskanym na dzisiejszych uniwersytetach – które potrafi niewiele, ma wysokie mniemanie o sobie i raczej nie skończy na stanowisku kierowniczym. Wy wszyscy dobrze wiecie, gdzie część z nas czy naszych kolegów skończy.

Gdzie więc miejsce na tę dumę, o której wspomniałem? Już tłumaczę: Grzesiak mówił, że powinniśmy w siebie uwierzyć i pozostawał przy tym mocno autentyczni. Mówił, że na siłę tworzymy polską Angelinę Jolie czy polskich Beckhamów, a o kameruńskim Barcisiu nikt jakoś nie słyszał. Mówił, że Polak do Anglii jedzie na zmywak, a Anglik do Polski, by zostać native speakerem za dobrych kilka tysięcy. Mówił, że zupełnie niepotrzebnie reklamujemy siebie jako „wykształconą i tanią siłę roboczą”. Bo, powiedzcie szczerze, chce się reklamować jako tani pracownik? Grzesiak mówił, że tani być nie chce (i nie jest). Wy pewnie też – gwarantując do tego wykształcenie – wolelibyście być postrzegani inaczej. Mówił, że wzajemnie wobec siebie jesteśmy zbyt nieżyczliwy, bo kiedy ktoś zajedzie nam drogę to specjalnie przyspieszamy, by spojrzeć, co to za idiota (ha, któż tak nie robił?) zamiast pomyśleć „Mnie też zdarza się pomylić”.

Jeśli nigdy nie widzieliście w akcji Grzesiaka, uwierzcie na słowo – facet potrafi przemówić. Emocje, jakie wzbudził wśród publiki, chyba nawet były niezgodne z jego planem. Pokazywał ludziom, by usiedli, że jeszcze nie skończył – a ci już stali dumni, już bili brawo. Grzesiak krzyczał, momentami wrzeszczał, mówił piekielnie szybko, aż trudno było go zrozumieć, czym jeszcze mocniej nakręcił towarzystwo. I to do takiego stopnia, że wstali już wszyscy. Wszyscy, dumni Polacy.

A tutaj wideo, które w trakcie tamtego wykładu nakręcił:

 

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑