Premiera tygodnia: „Motyl Still Alice”, czyli łap mnie zanim zniknę

Opublikowano Kwiecień 12, 2015 | przez lucky bastard

la_ca_1202_still_alice

Tego filmu nie polecamy na romantyczny wieczór we dwójkę. Happy endu nie będzie. Nadaje się raczej na samotną noc, której dziwnym trafem nie możecie zmrużyć oka. I w żadnym wypadku nie jest to umniejszanie zasług filmowców. Historia 50-letniej Alyce jest po prostu wyjątkowo smutna, przygnębiająca, ale – w towarzystwie niezłej, spokojnej muzyki – może zadziałać jak najbardziej wartościowa kołysanka w waszym życiu.

To ostatnie reżyserskie dzieło Richarda Glatzera. Człowieka, którego życiorys w pewnym sensie pokrywa się z życiorysem głównej bohaterki. Wczesne rozpoznanie nieuleczalnej choroby, wczesna śmierć. Niektórzy sądzą, że analogia nie jest przypadkiem. Glatzer zmarł przed miesiącem. Cierpiał na ALS.

Perfekcyjna praca, zabezpieczenie finansowe, zrealizowana kariera, kochający mąż, trójka dzieci. Idealne życie. Wiemy jednak, że tam gdzie pojawia się słowo “ideał”, tudzież jego synonimy – doskonałość, perfekcja czy nieziemskość – za moment musi stać się coś, co ten wspaniały obraz zarysuje. Bo w naszym plugawym świecie ideały nie mają racji bytu. Tu pojawia się choroba – Azheimer  (nazwa na cześć Aloisa Alzheimera, notabene wykładowcy Uniwersytetu Wrocławskiego).

Choroba ta kojarzy nam się z będącymi na skraju życia otępiałymi staruszkami. Albo wiadomościami w telewizji typu: “85-letni mężczyzna wyszedł z domu i nie wrócił. Ma Alzheimera”. Tym razem atakuje z czapy, biorąc się za wciąż młodą i pełną wigoru, aktywną 50-letnią kobietę, co nie mieści się w głowie ani jej, ani jej rodzinie. To walka nie tyle nierówna, co najzwyczajniej nokautująca pstryczkiem w ucho. Albo się z tym pogodzisz, albo… no właśnie. Albo zapominasz pozostałych sposobów, a instrukcję samobójstwa nagrywasz na video, wiedząc, że kiedyś zapomnisz jak to zrobić.

Film pokazuje też ulotność i rozerwalność więzów rodzinnych. Jesteśmy tylko ludźmi. Jeśli osoba, z którą żyjemy, staje się zupełnie inną, nie pamięta drogi do łazienki czy myje zęby pastą do butów, przestajemy ją kochać. Siłą rzeczy, nie mając na to najmniejszego wpływu. Zawsze pozostaje jeszcze poczucie obowiązku, ale to cecha wykształcona jedynie u jednostek.

Lubimy takie kino. Świetna odskocznia od fantastyki, strzelanin czy wyścigów samochodowych. Po prostu kawałek życia, twojego i mojego. Po sensie zawsze pojawiają się refleksje, zwykle te same. A co gdyby to przytrafiło się mnie? Mojej matce, mojej babci? I w mózgu zapala się ta kojąca, zielona lampka – cieszmy się, póki wszystko jest w miarę w porządku.

PS. Żeby nie było aż tak patetycznie – laska grająca najmłodszą córkę. Nie jest to wybitna aktorka, ale buźkę ma ładniutką:

Still Alice Movie (6)

Komentarze

Oscarowa rola Julian Moore
Ckliwość
Uroda Kristen Stewart
Tłumaczenie tytułu

Podsumowanie: Nie jest to klasyczny smutny wyciskacz łez, a życiowa, fajnie przedstawiona, pouczająca historia. Jako odskocznia szczerze polecamy, ale oglądanie takich filmów regularnie grozi przewlekłymi stanami depresyjnymi.

3.8


Ocena użytkowników: 3.5 (5 głosów)

Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑