Motyw podróży w czasie w filmie? Paradoksy, zaskoczenia, błędy

Opublikowano Styczeń 4, 2015 | przez lucky bastard

Film time

Opublikowano Styczeń 4, 2015 | przez lucky bastard

0

Czy podróże w czasie są możliwe? Nie zagłębiając się specjalnie w fizykę można napisać, że tak, w teorii są możliwe. Jest kilka wiodących hipotez, a nikomu jeszcze nie udało się wystosować argumentu całkowicie wykluczającego możliwość cofania się w przeszłość lub skakania w przyszłość.

Temat jest na tyle ciekawy, że od zawsze fascynował różnego rodzaju myślicieli i filozofów. To też jeden z ulubionych motywów w literaturze i w filmie. My postanowiliśmy prześledzić, jak do problemu podeszli właśnie reżyserowie i scenarzyści z tak zwanego głównego nurtu. Jak widzieli podróżowanie w czasie? Czy ich tok myślenia był logiczny i konsekwentny?

Uwaga, treść zawiera spoilery.

Zacznijmy od klasyki, czyli od Powrotu do przyszłości. Jakkolwiek patrzeć, obraz jest komedią, więc ciężko oczekiwać od twórców żelaznej konsekwencji w stosunku do podróży w czasie. W pierwszej części główny bohater, Marty McFly przenosi się w przeszłość, w której z miejsca zapobiega poznaniu się rodziców.

Mamy tu do czynienia z pochodną paradoksu dziadka. W skrócie – Marty nie mógł definitywnie sprawić, by jego rodzice się nie poznali, bo wtedy nigdy by się nie narodził, nie mógłby cofnąć się w czasie i zapobiec poznaniu ojca i matki. Robert Zemeckis, chcąc zobrazować problem, posłużył się metaforą – wraz z niekorzystnym rozwojem akcji z rodzinnego zdjęcia zaczęło znikać rodzeństwo Marty’ego, a potem on sam. Pod koniec, w punkcie kulminacyjnym, główny bohater zaczął nawet zanikać w rzeczywistości.

Dla samego widza zakończenie od początku powinno być klarowne, i to nie ze względu na gatunek filmu, ale właśnie podróż w czasie. Finał musiał być pozytywny, w przeciwnym razie fabuła straciłaby sens.

Inna sprawa, że Zemeckis zaprezentował dosyć luźne podejście do podróży w czasie. Dość napisać, że Marty swoją ingerencją w przeszłość sprawił, iż jego ojciec zrobił karierę i z bycia podwładnym przeistoczył się w szefa. A skoro to się zmieniło, zmienić powinno się też wszystko inne.

Kolejna klasyczna seria to Terminator Jamesa Camerona. W drugiej części w przeszłość przenoszą się dwa Terminatory. Jeden, T-1000 został wysłany przez Skynet, by zabić młodego Johna Connora, który w przyszłości poprowadzi ludzi do walki z maszynami. Drugi, T-800 (Arnold Schwarzenegger) został wysłany przez samego Johna, by ochronić siebie w przeszłości.

W klasycznym podejściu, podobnie jak w „Powrocie do przyszłości”, T-1000 tak naprawdę nie mógł wykonać swojej misji. Gdyby zabił Johna, w przyszłości nie byłoby powodu, żeby go zbudować i cofnąć w czasie. Z tego samego powodu T-800 musiało się udać.

Perspektywa nieco się zmieni, jeśli posłużymy się teorią światów równoległych. Wtedy obydwa Terminatory mogłyby wykonać misję lub ponieść klęskę, bo tworzyłaby się nowa, alternatywna rzeczywistość. Gałąź zupełnie niepołączoną z przyszłością, z której przybyli.

Pytanie tylko, jaką korzyść odniósłby Skynet z budowania alternatywnej rzeczywistości, skoro w ich własnej nic by się nie zmieniło?

Głośnym filmem, który także doczekał się swoich kontynuacji, był Efekt motyla. Pomysł twórców był bardzo ciekawy – główny bohater, Evan w dzieciństwie miewał krótkotrwałe amnezje, które – jak się później okazało – pojawiały się w momentach, do których cofał się z przyszłości. Siłą rzeczy Evan mógł przenosić się tylko do chwil, których nie pamiętał. Wehikułem czasu był on sam.

Tak skonstruowana fabuła była niezwykle spójna. Każda, najdrobniejsza ingerencja w przeszłość sprawiała, że – jak za sprawą tytułowego efektu motyla – wszystko się zmieniało. Po powrocie Evan zyskiwał lata nowych wspomnień i znajdował się w zupełnie nowej sytuacji. Tego typu konsekwencje mieszania w przeszłości wydają się bardziej logiczne, niż chociażby te pokazane w „Powrocie do przyszłości”.

Niestety, film zawiera jedną poważną niekonsekwencję. W pewnym momencie Evan trafia do więzienia, z którego nie ma jak się wydostać. Potrzebuje pomocy mocno wierzącego kolegi z celi, któremu próbuje wmówić, że ma stygmaty. Do tego celu cofa się do czasów szkolnych i przekłuwa sobie dłonie. Na oczach współwięźnia na dłoniach Evana pojawiają się blizny.

Gdyby twórcy „Efektu motyla” byli konsekwentni, przekłucie dłoni skutkowałoby tym, czym każda inna ingerencja w przeszłość. Zmianą całego życia. Przyjaciele mogli przecież odwrócić się od kolegi, który od tak robi sobie dziury w dłoniach. Matka mogłaby zapisać go do psychiatry lub przenieść do innej szkoły. Jego zręczność mogłaby się trwale obniżyć.

Poza tym blizny nie miały prawa pojawić się na oczach współwięźnia. W końcu Evan miał je od wczesnego dzieciństwa.

Słabe jest to, że tego typu zdarzenie wcale nie było niezbędne do zamknięcia akcji. Evan mógł wydostać się z więzienia na sto różnych sposobów, bez podważania logiki całej fabuły. Niestety, tym razem tanie efekciarstwo wzięło górę nad rozsądkiem.

Inna sytuacja miała miejsce w filmie Dom nad jeziorem, w którym niekonsekwentny motyw był niezbędny do uzyskania pozytywnego zakończenia. Główni bohaterowie, Alex i Kate, korespondowali ze sobą za pomocą magicznej skrzynki na listy. Ona żyła w 2006, on w 2004 roku.

Kiedy bohaterowie emocjonalnie zbliżyli się do siebie, postanowili się spotkać. Żeby to zrobić, Kate musiała poczekać jeden dzień, a Alex dwa lata i jeden dzień. On jednak nie przyszedł.

Jak się okazało, Alex zmarł w tak zwanym międzyczasie. Co charakterystyczne dla tego typu filmów, zmarł na rękach Kate, która jeszcze nie wiedziała, że on to on. O śmierci Alexa kobieta dowiedziała się od jego brata, dokładnie dwa lata później. Popędziła więc jak szalona do skrzynki na listy i ostrzegła swojego ukochanego. Zdążyła, bo ten chwilę później pojawił się obok niej, po czym utonęli w miłosnym uścisku.

Twórcy filmu nie zadali sobie jednak trudu, żeby wytłumaczyć, jak to możliwe, by Kate trzymała wcześniej ciało martwego Aleksa, a jego brat powiadomił ją o jego śmierci. Skoro powyższe nigdy nie miało miejsca, to dlaczego o tym pamiętała i co, do cholery, robiła przy skrzynce nad jeziorem?

To, co jest w jednym filmie jest fatalnym niedopatrzeniem, w innym może być dyskretną wskazówką od reżysera. Najlepszym przykładem jest Obłęd Johna Maybury’a. Główny bohater, Jack podczas drastycznych zabiegów w szpitalu psychiatrycznym odbywał podróże w czasie. Po wnikliwej analizie całego filmu można jednak dojść do wniosku, że ów podróże były tylko urojeniami jego chorego umysłu.

Jedną ze wskazówek jest fakt, że Jack w urojonej przyszłości spotyka się z lekarką ze swojego szpitala. Ona doskonale go pamięta, bo ten swego czasu bardzo jej pomógł – powiedział jej na co choruje syn przyjaciółki. Na podstawie archiwalnej dokumentacji medycznej Jack ustala, co dolegało chłopcu, po czym wraca do swoich czasów. Przy pierwszym spotkaniu z lekarką mówi jej, na co choruje syn przyjaciółki.

Gdyby Jack odbywał prawdziwe podróże w czasie, należałoby zadać pytanie – skąd w ogóle wzięła się wiedza o chorobie chłopca? Jack poznał diagnozę dzięki lekarce, w przyszłości, natomiast lekarka dzięki Jackowi, w przeszłości. Czy sama podróż w czasie może poszerzyć naszą wiedzę?

Podobnie było przecież w „Terminatorze”. Skynet powstał dzięki szczątkom pierwszego Terminatora, który został wysłany przez ten sam Skynet z przyszłości. Jakim sposobem dokonał się więc postęp technologiczny? Kto go zapoczątkował? Terminatory wykorzystywały rewolucyjną technologię, która powstała dzięki badaniom szczątek pierwszego Terminatora. Innymi słowy, postęp dokonał się samoistnie, dzięki podróżom w czasie. Koło się zamyka.

Z kolei w filmie Zaklęci w czasie mamy podobny wątek, który dotyczy miłości i przeznaczenia. Henry raz na jakiś czas przenosi się w czasie – czy to w przód, czy wstecz – ale zupełnie tego nie kontroluje. Pewnego razu, w czasie rzeczywistym, spotyka Clare, której nie zna, ale która go rozpoznaje i już kocha. W ten sposób zostają parą.

Chwilę później Henry zaczyna się cyklicznie cofać w czasie do posiadłości, w której mieszka młoda Clare. Dzięki temu, że zna ją w teraźniejszości, potrafi ją rozpoznać, prowadzi z nią długie rozmowy, pozwala się w sobie zakochać. Dzięki temu w przyszłości ona go odnajdzie.

Nasuwa się pytanie – dlaczego Henry i Clare w ogóle na siebie trafili? Zaliczyli dwa pierwsze spotkania i za każdym razem jedna osoba znała i kochała drugą. W takim razie kto kogo wybrał?

Ciekawe spojrzenie na podróżowanie w czasie ukazuje też film Zbrodnie czasu. Przede wszystkim, jeśli budujesz wehikuł czasu, to musisz liczyć się z możliwością, że zanim uda ci się z niego skorzystać, ktoś może z niego wyjść. W ten sposób pewien inżynier poznał Hectora.

Hector jest przeciętnym, nudnawym facetem w średnim wieku. Z pozoru w jego życiu nie miało prawa wydarzyć się nic ciekawego. Jednak sam fakt, że niedaleko ktoś zbudował wehikuł czasu sprawił, że z niego skorzystał. Dlaczego?

Został do niego zapędzony przez samego siebie z przyszłości, czyli przez Hectora, który wyszedł z wehikułu czasu. Pierwszy Hector został zmuszony do wejścia do wehikułu – myślał, że grozi mu śmierć. Drugi nie miał wyjścia i musiał zapędzić pierwszego do wehikułu, żeby odtworzyć bieg wydarzeń. Obie postawy były zrozumiałe.

Patrząc na sprawę w ten sposób dochodzimy do wniosku, że nie trzeba wiedzieć o istnieniu wehikułu czasu i nie trzeba mieć motywu ani chęci, żeby z niego skorzystać. Sam paradoks przenoszenia się w czasie może sprawić, że udamy się w taką podróż.

O tym, że samo teoretyzowanie o podróżach w czasie to karkołomna sprawa, przekonuje film Wynalazek. Dwóch inżynierów tworzy w garażu wehikuł czasu, w którym czas biegnie odwrotnie. Czyli, żeby cofnąć się o godzinę, trzeba przesiedzieć godzinę w pudle. Warunek jest taki, że maszyna w momencie wyjścia musi być włączona. Czyli nie można się cofnąć dalej, niż do momentu zbudowania i włączenia wehikułu.

Inżynierowie próbują zarabiać dzięki wynalazkowi na giełdzie. Przy każdym użyciu maszyny i cofnięciu się w czasie, przez pewien okres mają swoich sobowtórów – do chwili aż tamci wejdą do maszyny.

Implikacje takiego działania są trudne do przewidzenia i skrajnie skomplikowane. Spróbujcie obejrzeć ten film i zrozumieć całą fabułę za pierwszym razem. Jest to zadanie o podobnym stopniu trudności, co zrozumienie całego paradoksu podróżowania w czasie.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑