Must have każdego biegacza. Poznajcie zwariowany świat Deana Karnazesa

Opublikowano Listopad 22, 2013 | przez Dżordż

ultra2

Straszliwy ból nóg. Łzy zmęczenia. Regularne przemoczenie całego ciała do suchej nitki. Częste sygnały z mózgu, który mówi ci „fuck off”. To wszystko czeka niebawem biegaczy. Tych mniej i bardziej poważnych. Nadchodzi bowiem czas budowania formy na kolejny sezon – 2014.

Regularne bieganie w śniegu po kostki w terenie pofałdowanym, czy trenowanie na śliskiej nawierzchni sprintów to nie są łatwe ćwiczenia. Żeby je przetrwać, trzeba odpowiednio się odżywiać, ograniczyć alkohol oraz nie zarywać nocy. Trzeba jeszcze często szukać motywacji do tych długich, monotonnych zajęć. Jedni znajdują ją w treningach z grupą, inni słuchając w trakcie swojej ulubionej muzyki.

Dla mnie najlepszym kopem są książki sportowców, którzy coś osiągnęli. I nie chodzi mi tu o pobicie rekordu świata na 100 m, czy wygranie maratonu z wynikiem poniżej 2:04. Nie, mam raczej na myśli ludzi zafiksowanych na punkcie biegania, ludzi, którzy za jednym razem potrafią połknąć 160, 200 czy 300 km. Dean Karnazes należy do tego grona wariatów.

To gość, który jeszcze jako nastolatek zapowiadał się na całkiem niezłego długodystansowca. Porzucił jednak treningi dla imprezowania, picia, a potem kariery w korporacji. I kiedy teoretycznie miał wszystko – dobre zarobki, fajną żonę, kochających rodziców – stwierdził, że czegoś mu brakuje do poczucia spełnienia. Wrócił więc do ruchu fizycznego w wieku 30 lat i dosyć szybko zaczął dokonywać rzeczy wielkich. Jakich dokładnie, nie zamierzam Wam tu opisywać, nie chcę psuć zabawy.

Powiem tylko, że Karnazes podejmował najbardziej zwariowane wyzwania, jakie tylko mogą człowiekowi przyjść do głowy. Wróć, źle to napisałem – normalnemu mieszkańcowi tej planety nic tak popieprzonego nie wpadłoby do łepetyny. Dean m.in. startował z sukcesami w Western States, Bad Water, wziął też udział w pierwszym maratonie na… biegunie południowym.

W tej książce najwspanialsze są opisy walki Deana z własnymi słabościami. Wielokrotnie widzimy go w fatalnym stanie, kiedy gryzie z bólu jezdnie, nie może zrobić kroku, a przed sobą ma kilkadziesiąt kilometrów do mety. Mimo to, PRAWIE zawsze wychodzi z tych fatalnych sytuacji zwycięsko. I z poczuciem humoru – Amerykanin ma rzadką umiejętność rozładowania bardzo napiętej atmosfery jednym celnym zdaniem. Nie dość, że świetnie biega, to jeszcze posiada zadatki na komika.

Kto z Was ma już za sobą maraton lub połówkę, ten wie, że przeważnie podczas takiego startu człowiek zderza się ze ścianą. Z psychicznym i fizycznym bólem, który nie pozwala biec dalej. Ci bardziej wytrzymali dają sobie z nim radę i gnają do przodu. Ci mniej stają i schodzą z trasy albo kończą start z gorszym czasem niż pierwotnie zakładali.

Jedni i drudzy powinni przeczytać tę książkę – moim zdaniem historie Karnazesa sprawią, że Wasz próg wytrzymałości na ból się przesunie. To niemożliwe od samego czytania – odpowiecie. Nieprawda. To jak najbardziej prawdopodobne i choćby dlatego, drogi biegaczu, powinieneś sięgnąć po „Ultramaratończyka”.

Książka dostępna jest pod poniższym linkiem, od dziś macie na nią 25% zniżki:

http://www.sklep.weszlo.com/produkt/664-ultramaratonczyk

Komentarze

Poziom szaleństwa Karnazesa
Inspiracja dla biegacza
Przemiana z japiszona w sportowca
Dowcipy Deana

Podsumowanie: Nogi bolą od samego czytania o dokonaniach tego wariata. Ale mimo to pierwsze co robisz po lekturze, to zakładasz ciuchy, buty i idziesz trenować. Świetna książka!

4.8


Ocena użytkowników: 0 (0 głosów)

Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑