Myślałeś, że „Rolnik szuka żony” to szczyt absurdu? Nie widziałeś japońskich show!

Opublikowano Styczeń 31, 2016 | przez lucky bastard

wyszlo

Myślałeś, że polska telewizja osiąga szczyty absurdu? Że nie ma nic bardziej dziwnego niż oglądanie bandy wszechstronnie nieutalentowanych przygłupów, którzy jeżdżą na łyżwach? Albo patrzenie na kolejną, równie uzdolnioną bandę przebierańców, skaczących z wysokości do wody? Że programy o kolesiu z tribalem podbijającym warszawskie kluby albo swatanie rolników z kobietami na wizji to już przegięcie? No to chyba nie widziałeś japońskich show.

Od razu uprzedzamy – to jest jakiś koniec świata. Totalna masakra. Polskie „Celebrity Splash” to przy japońskich show poważny program rozrywkowy, taki idealny między lekturą Freuda, a sztuką teatralną.

Zaczniemy z… grubej rury. Dwie laski próbują wdmuchać sobie robaka.

To jest absolutny hit. Śpiew podczas masturbacji. Laska wali ci gruchę, a ty musisz jak najczyściej zaśpiewać również te – hmm – szczytowe partie piosenki. Wyobrażacie sobie Marcina Mroczka wyśpiewującego w takich warunkach „Kobiety są gorące”? Hahaha.

Tutaj panowie podają sobie nawzajem ohydne zwierzęta. I nie byłoby w tym w sumie nic dziwnego, gdyby nie musieli tego robić… z ust do ust.

Gra w dupę. Jeśli myśleliście, że podawanie sobie zębami karaluchów to szczyt obrzydlistwa, no to byliście w błędzie. Prowadzący zadaje dwóm uczestnikom jakieś pytania, leje ich permanentnie po łbach, a kiedy źle odpowiedzą (tak wnioskujemy), przybliża się do nich facet z gołą dupą. Ale taką zupełnie gołą. Wypiętą. Bleee.

A to już masochizm w czystej postaci. Uczestnicy mają poprawnie i bez zająknięcia wypowiedzieć japoński odpowiednik “chrząszcz brzmi w trzcinie”. Jeśli tego nie zrobią – dostają po jajkach od jakiejś brutalnej maszyny. Ale tak mocno, że aż się składają z bólu.

Jak na Azjatów mało szalony (?!), ale i tak mocno wykręcony teleturniej. Kto dojdzie szybciej. Ot, prosta konwencja. Dwóch facetów, dwie laski zajmujące się ręczną robótką, wyścig.

No dobra, nie do końca ogarniamy, o co tu biega, ale widzowie mają pewnie ubaw, bo co chwilę coś się dzieje. Zgraja półnagich facetów tarza się w jakimś błotku i chodzi po śliskim terenie, żeby tylko zobaczyć gołą kobitę. Prawdziwe poświęcenie.

Skok wzwyż po lewatywie. Po prostu. OMG.

Zastanawialiście się jak to jest zjechać gołą dupą po nieheblowanej desce? No mniej więcej tak. O ile w poprzednich teleturniejach dominowała wyłącznie beka, tu naprawdę się można zrobić sobie krzywdę. Ba, tu można stracić życie.

Do wyboru masz dwie dupy (części ciała). Wybierasz tę, którą chcesz zabawiać, kolejna osoba bierze drugą. Macanki, pocałunki, takie tam. Po jakimś czasie prowadzący odsłania kurtynę i dowiadujesz się, czy całowałeś tyłek damski czy… męski. Facepalm u któregoś z gości gwarantowany.

 ***

Pierwsza rzecz, która rzuca nam się w oczy – autentyczność. Naturalność. Nie widać po nich, żeby robili te wszystkie odjechane rzeczy dla kasy. Oni po prostu się tam świetnie bawią, są w swoim żywiole. Druga – skoro posuwają się do takich rzeczy na wizji, muszą być mocno niewyżytym narodem.

Pojęcie „szok kulturowy” jest w tym przypadku zdecydowanie zbyt mało pojemne.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑