Na co powinieneś uważać w weekend, żeby nie skończyć na bruku

Opublikowano Sierpień 14, 2015 | przez lucky bastard

Clipboard01

Żar leje się z nieba, sklep pod blokiem wydaje się być na drugim końcu miasta. Najchętniej całe dnie przeleżałoby się na kanapie, ale to w końcu weekend, czyli dwa i pół dnia, których nie można sprofanować siedząc w domu. Jak co tydzień, mamy dla was kilka niezwykle cennych rad, które pomogą jakoś przeżyć piątek i sobotę:

Oparzenia słoneczne

111212

Być może to, co zaraz napiszemy, przypomina niekończącą się, upierdliwą gadaninę waszych dziadków, ale trudno: ze słońcem nie ma żartów. Nikt nie mówi, żebyście wychodząc z domu smarowali się olejkami, filtrami i innymi pierdołami, ale uważajcie, żeby nie przeholować. Impreza zaczyna się wieczorem, kończy najczęściej rano. W różnych miejscach i okolicznościach. Bywa, że na plaży. Albo na dachu hotelu, jak w filmie Kac Vegas. W Polsce to raczej mało możliwe, ale na szalonych wakacjach już jak najbardziej. A tam słońce jeszcze ostrzejsze. Uważajcie, bo skończycie jak Doug!

Snapchat

111

Kiedyś po pijaku dzwoniło się i wysyłało SMS-y. Teraz to już prehistoria. Teraz króluje Snapchat, największy wróg pijanego faceta. Bo kiedy traci się nad sobą kontrolę, to wyjmuje się z kieszeni smartfona, nie rzadko po drodze upuszczając go i rozwalając szybkę. I filmuje, i robi zdjęcia. A potem rozsyła do wszystkich znajomych, niestety licząc tych, do których pewne treści dotrzeć nie powinny.

Raz na przykład zrobiliśmy zdjęcie nowej dziewczynie kumpla i podpisaliśmy „Ale brzydka”. I rzecz jasna jednym z adresatów był on sam. Nie polecamy.

Używajcie, ale z głową. Fajnie rano obudzić się, odpalić własne MyStory i uzupełnić luki w pamięci. Pod warunkiem, że nie znajdziemy tam selfie z pasztetami o obwodzie uda podobnym do obwodu naszej klatki piersiowej.

Imprezy nad Wisłą

12121

Urokliwe, ale jednocześnie zdradliwe miejsce. Po pierwsze: jest tam dość ciemno, co sprawia, że szukanie potencjalnej partnerki do tańca, czy innych celów, ma element koła fortuny. Po drugie, impreza jest nad Wisłą, Wisła to rzeka, a w rzece można się wykąpać, albo utopić. Nam nigdy nie zdarzyło się robić z siebie aż takich błaznów, ale parę razy byliśmy naocznymi świadkami. Nie polecamy. I jeszcze jedno. Nad Wisłę warto wybrać się będąc w dobrej formie, a nie w takim stanie, że nie można sklecić dwóch zdań, a przejście pięciu metrów osiąga stopień trudności zdobycia Mount Everestu.

Dlaczego? Żeby być w gazie wtedy, kiedy jest to najbardziej przydatne. Jak to mawia nasz kumpel: o czwartej nad ranem nad Wisłą jest jak w supermarkecie. Idziesz, podchodzisz, wybierasz, przebierasz. Gdzie tam, jak w supermarkecie…

Lepiej, bo najczęściej za darmo!

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑