Na co powinieneś uważać w weekend, żeby nie skończyć na bruku

Opublikowano Styczeń 15, 2016 | przez MB

alko

Weekend to taki czas w tygodniu, w którym na dwoje babka wróżyła. Możesz miło spędzić czas, pysznie się bawić, poznać ciekawych ludzi, odwiedzić nowe miejsca, uprawiać seks z piękną kobietą albo przeczytać dobrą książkę. Możesz też skończyć na bruku. Obudzić się na przystanku bez grosza przy duszy, w zarzyganych spodniach i z posmakiem jabola w ustach uprzednio ruchając transwestytę. W nowym weekendowym cyklu służymy doświadczeniem i podpowiadamy, jak uniknąć drugiego scenariusza.

Zabawy z alkoholem

W żadnym wypadku nie odradzamy picia alkoholu. Podkreślamy, picie alkoholu w weekend jest wskazane i konieczne. Co innego igranie z nim. Uważaj na wszystkie kretyńskie gry i pomysły typu Edward Browaroręki, picie alko na czas, beer pong lub alkochińczyk. Po pierwsze, prawdopodobnie nie jesteś już studentem pierwszego roku. Po drugie, możesz sobie poważnie zaszkodzić. Przy tego typu rozrywkach pewne są trzy rzeczy: chlanie na umór do całkowitego odcięcia i rzygania na stojąco, pożegnanie się z godnością na długi czas, zrobienie czegoś, czego na trzeźwo będziesz żałował. A jeśli dasz się ponieść presji szalenie rozbawionego gówniarskiego otoczenia bawiącego się na przykład we wlewanie sobie wódki przez oko (vodka eyeballing), to będziesz żałował do końca życia. Żeby nie skończyć na braku w ten weekend, najlepiej żebyś po prostu pij jak człowiek.

Pewność siebie

Poczucie pewności siebie i wszechmocy po alkoholu to najbardziej zdradliwe poczucie, które może towarzyszyć twojemu pijaństwu. Nie daj się mu zwieść. Po pijaku nie będziesz w stanie nakopać do dupy dziesięciu drechom, nie wyrwiesz z chodnika kostki brukowej i nie zjesz trzech kebabów z pikantnym. Wracając z buta nie dotrzesz na chatę w jednym kawałku a prowadząc samochód umrzesz po zderzeniu z, o ironio, najbliższym sklepem monopolowym. Po pijaku przewróci cię najmniejszy podmuch wiatru a na glebę powali nawet dziecko. Jeśli więc w weekend osiągniesz stan, który zmusi twoich znajomych do interwencji, to znaczy, że nie powinieneś się stawiać, tylko grzecznie usiąść sobie na chodniku i poczekać na taksówkę. W efekcie skończysz na bruku, ale będzie to przewrotność losu.

„Ze mną się nie napijesz?”

Na ten słynny zwrot powinieneś być w weekend szczególnie wyczulony. Zresztą sam dobrze wiesz, jak zazwyczaj kończy się podłapanie tego tematu. Pierwsze dwa, trzy kielony wychylisz ze znajomymi (kumple nie zadają takich durnych pytań), potem ze znajomymi znajomych, następnie dołączą się ludzie, z którymi na imprezie nikt nie chce gadać, a na końcu będziesz pił z obcymi. Jeśli będziesz miał pecha i trafisz na bibę w akademiku, ktoś zaraz wyciągnie lej i każe ci pić przez rurę. Jeśli tego dnia będzie wisiało nad tobą fatum, kiedy to sakramentalne pytanie zada ci łysy, przytyrany kark, obrzygasz jego nowy dres i dostaniesz w mordę. Z kolei ochroniarz, akurat kolega łysego, przytyranego karka, wypieprzy cię z klubu na zbity pysk.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑