Na co powinieneś uważać w weekend, żeby nie skończyć na bruku

Opublikowano Luty 27, 2016 | przez MB

browarek

Weekend to taki czas w tygodniu, w którym na dwoje babka wróżyła. Możesz miło spędzić czas, pysznie się bawić, poznać ciekawych ludzi, odwiedzić nowe miejsca, uprawiać seks z piękną kobietą albo przeczytać dobrą książkę. Możesz też skończyć na bruku. Obudzić się na przystanku bez grosza przy duszy, w zarzyganych spodniach i z posmakiem jabola w ustach uprzednio ruchając transwestytę. W nowym weekendowym cyklu służymy doświadczeniem i podpowiadamy, jak uniknąć drugiego scenariusza.

Spontan

Mówi się, że najlepsze imprezy to te spontaniczne i niezaplanowane. Oczywiście, jest w tym powiedzeniu dużo racji, ale jeżeli spontan stanie się w trakcie imprezowania jedynym kryterium, to istnieje dużo niebezpieczeństwo, że zwyczajnie możesz przegiąć. Przy odpowiednio dużej ilości wypitego alkoholu dla niezapomnianej balangi zrobisz wszystko. Wlejesz się w siebie pól litra na raz, włamiesz się do kiosku, przyliżesz się z grubym Azjatą, possiesz wymiona kozy, rozbierzesz się w autobusie, wypijesz własne szczyny albo poprosisz o autograf Rafalalę. Spontan ponad wszystko? Nie zawsze i nie wszędzie. Lepiej wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niż schodzić ze sceny z poczuciem wstydu i zażenowania. Wyobraź sobie te zdjęcia na Fejsie, te komentarze pod nimi, te złośliwe smsy od znajomych i tego potężnego moralniaka, który dopadnie cię po spontanicznym seksie z żubrem.

Zadupie

Bywa tak, że na imprezę, na taką domówkę na przykład, musisz jechać do jakiejś pobliskiej wsi lub do bardzo odległej dzielnicy, czyli na tzw. zadupie. Oprócz perspektywy świetnej zabawy i wypicia morza alkoholu z takim wyjazdem, a dokładnie z powrotem z niego, wiąże się wiele niebezpieczeństw. Jedynym sposobem, aby wrócić cało jest taksa, za którą najpewniej zabulisz krocie. Jeśli zdecydujesz się na powrót w inny sposób, prawdopodobnie zginiesz. W takich miejscach autobusy kursują raz na dziesięć godzin, telefony komórkowe nie łapią zasięgu, a okoliczna ludność gwałci krowy na poboczach i ściąga z przyjezdnych haracz. Jeśli nie zostaniesz dźgnięty nożem na przystanku, to zaśniesz na ławce i zamarzniesz albo rozszarpią cię hieny.

Koniec miesiąca

Zwróć uwagę na to, że na ten weekend przypada twoja największa zmora, czyli koniec miesiąca. Na koncie pustki, w portfelu susza, a wódki to by się jednak człowiek napił. Masz więc dwa wyjścia: albo rozsądnie zostaniesz w domu, przeczytasz dobrą książkę i grzecznie przytulisz się do poduszki, albo ostatnie pieniądze wydasz na tradycyjną najebkę w starym stylu i przez najbliższe dziesięć dni będziesz żarł gruz. Tylko, żeby potem nie było, że nie ostrzegaliśmy.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , ,



Back to Top ↑