Na co powinieneś uważać w weekend, żeby nie skończyć na bruku

Opublikowano Marzec 4, 2016 | przez MB

green

Weekend to taki czas w tygodniu, w którym na dwoje babka wróżyła. Możesz miło spędzić czas, pysznie się bawić, poznać ciekawych ludzi, odwiedzić nowe miejsca, uprawiać seks z piękną kobietą albo przeczytać dobrą książkę. Możesz też skończyć na bruku. Obudzić się na przystanku bez grosza przy duszy, w zarzyganych spodniach i z posmakiem jabola w ustach uprzednio ruchając transwestytę. W nowym weekendowym cyklu służymy doświadczeniem i podpowiadamy, jak uniknąć drugiego scenariusza.

Kobiety

Stare czy młode, grube czy chude, blondynki, rude lub brunetki, białe, czarne, Azjatki lub mulatki, wszystkie mogą wpędzić cię do grobu. A w weekend to już w szczególności i właściwie jest to pewne jak dwa razy dwa cztery. Jedne wydoją cię z kasy, drugie naciągną na kilkanaście drinków w klubie, trzecie zarażą syfem podczas przygodnego seksu, czwarte po pijaku będą nieznośne i zarzygają ci tapicerkę, piąte po jednej nocy zakochają się w tobie na zabój, szóste będą zazdrosne, siódme będą próbowały ci w mówić, że są z tobą w ciąży, ósme  cię okradną. No, ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

Popisy

W weekend wieczorową porą granice szaleństwa są znacznie przesunięte. Ograniczenia i zasady istnieją tylko na papierze. Potrzeba popisania się przed kumplami i panienkami rośnie z każdym wypitym shotem. Nie licz na to, że pod wpływem alkoholu wymyślisz jakiś naprawdę śmieszny i pomysłowy wyczyn. Gdy ktoś będzie patrzył na ciebie z boku, będzie widział debila próbującego przejść przez płot zakończony drutem kolczastym, chcącego wypić butlę wina przez ucho albo starającego się poderwać dziewczynę obnażając przed nią swoje genitalia. Takie akcja prędzej niż do łóżka ładnej laski zaprowadzą cię na komisariat.

Koncerty hip hopowe

Jeśli wiesz, z czym się to je, to nic ci nie grozi. Gorzej jeśli na co dzień nie jesteś ziomalem, nie śledzisz uważnie rapowej sceny i nie wiesz, kto kogo aktualnie dissuje. Zakładając, że lubisz i Tedego, i Peję jednocześnie, gdy wybierasz się na koncert jednego z nich, możesz być pewien, że prędzej czy później dostaniesz wpierdol. Być może nawet od samego artysty. A jeśli jakimś cudem unikniesz sklepania mordy, to albo umrzesz od oparów marihuany, albo wyznawcy swojego ulubionego rapera zgniotą cię w tłumie, albo zawsze znajdzie się ktoś, kto ci skroi portfel. Mimo że hip hop jako muzyka już dawno wyszedł z blokowisk, to jego fani nadal bardzo często podpierają trzepaki i słuchają muzy z telefonu.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑