Na co powinieneś uważać w weekend, żeby nie skończyć na bruku

Opublikowano Marzec 25, 2016 | przez MB

dworzec war-min

Weekend to taki czas w tygodniu, w którym na dwoje babka wróżyła. Możesz miło spędzić czas, pysznie się bawić, poznać ciekawych ludzi, odwiedzić nowe miejsca, uprawiać seks z piękną kobietą albo przeczytać dobrą książkę. Możesz też skończyć na bruku. Obudzić się na przystanku bez grosza przy duszy, w zarzyganych spodniach i z posmakiem jabola w ustach uprzednio ruchając transwestytę. W nowym weekendowym cyklu służymy doświadczeniem i podpowiadamy, jak uniknąć drugiego scenariusza.

Dworzec kolejowy

Ten weekend to czas licznych wyjazdów i powrotów w rodzinne strony. Biorąc jednak pod uwagę to, co dzieje się na naszych dworcach, nie wszystkim te wyjazdy i powroty mogą pójść gładko. Szczególnie w godzinach nocnych i porannych na PKP dzieje się prawdziwy Sajgon. Społeczeństwo jest wówczas najliczniej reprezentowane przez żuli, bezdomnych i złodziei. Wszędzie śmierdzi, jest syf, a bujająca się po obiekcie ochrona wcale nie zwiększa poczucia bezpieczeństwa. W dodatku jedyne co można zjeść czekając na pociąg to fast foody, stare bułki i obrzydliwe pizze. Zatem jeśli cię na dworcu nie okradną i nie uduszą, to na pewno dostaniesz rozstroju żołądka i na swój pociąg będziesz czekał w kiblu. A tego to byś już naprawdę nie chciał.

Toaleta publiczna

Toaleta publiczna to taki dworzec kolejowy, ale dwa razy bardziej i żeby wejść musisz zapłacić dwójkę. Co musiałoby się stać, żebyś odważył się ją tam zrobić? Do końca nie wiemy. Prawda jest taka, że nawet na najładniejszym i odnowionym dworcu, takim jak na przykład dworzec wrocławski, kibel zawsze budzi odrazę. Wali niemiłosiernie, higiena miejsca pozostawia wiele do życzenia a w każdej kabinie siedzi menel, po którym teoretycznie musiałbyś skorzystać z toalety. Prawdopodobieństwo zarażenia się jakimś syfem jest zdecydowanie większe niż w burdelu. Więc jeśli nie musisz, to nie korzystaj z publicznych toalet na dworcach. I właściwie gdziekolwiek. To obrzydliwe. Pozostaniesz zdrowy i będziesz dwójkę do przodu.

Niezwrócone książki i kasety VHS

Święta wielkanocne to dobry czas na to, żeby przegrzebać wszystkie swoje manele i sprawdzić, czy gdzieś w kątach nie walają się jakieś książki lub kasety VHS, które wypożyczyliście lata temu. W przypadku książek może zrobić się gorąco, bo biblioteka, z której je wypożyczyłeś prawdopodobnie nadal istnieje, a ty nadal jesteś w niej zapisany. Licznik kar więc ciągle bije i może się okazać, że miejskiej placówce wisisz grubą kasę. W przypadku kaset VHS, jak się okazuje, może być jeszcze ostrzej. Mimo że twoja ulubiona wypożyczalnia już dawno się zwinęła a w jej miejsce powstała kolejna Żabka, to nadal możesz skończyć w areszcie z kajdankami na rękach. Tak jak James Meyers, który w 2001 roku wypożyczył film „Luźny gość”. Amerykanina dopadła kontrola drogowa, podczas której policjant dostał informację, że w 2002 roku wypożyczalnia wniosła przeciw Meyersowi sprawę. W efekcie wydano nakaz aresztowania. Funkcjonariusz zakuł Meyersa i zabrał na komisariat. Kinoman czeka teraz na rozprawę, która odbędzie się w kwietniu br.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑